Drugi wpis dziś trochę wyjątkowy, bo przecież artysta dotąd był mi nieznany, ale od czego przypadek. W Kremenarosie (schronisko w Ustrzykach Górnych) plakaty z koncertem Aldarona wisiały z zapowiedzią na 15 sierpnia, może więc ktoś jeszcze się wybierze? A ja z ciekawości włączyłem sobie jego najnowszą płytę i wsiąkłem. Może dlatego, że te Bieszczady wciąż mam w głowie i sercu, wróciłem niecałe kilkanaście godzin temu. I tak sobie myślę - tam słuchało by się tego jeszcze inaczej. Niezależnie czy na malutkiej scenie schroniska, czy przy ognisku, to jest po prostu magia. Znikają wtedy wszystkie niedoskonałości głosowe, jakieś przeciągnięcia nuty, skromne aranżacje, a zostaje zaduma, coś co nas wszystkich łączy... Wrażliwość, jakaś tęsknota, zjednoczenia wokół wspólnych doświadczeń, zachwytów, trosk...
Aldarona można by nazwać bardem, poetą śpiewającym, czy jak to się teraz modnie mówi song writerem. I wszystko byłoby prawdą i jednocześnie pewnie nie do końca pasuje w te ramki. Znajdziemy tu bowiem rzeczy bliskie temu co kojarzymy z piosenkami turystycznymi, jak i rap, zabawy elektroniką, teksty nie tylko na naturze, wędrowaniu, ale i o otaczającej nas rzeczywistości (covid, lockdown, wojna, relacje międzyludzkie)...
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
niedziela, 13 sierpnia 2023
Spokojnie do przodu - Aldaron, czyli w Bieszczadach tego słucha się inaczej
niedziela, 9 października 2022
Buen Camino, czyli bo życie jest drogą
Ostatnie 10 dni nie było na Notatniku żadnych wpisów, teraz wrzuciłem dwa, które czekały od M., wykorzystującej m.in. zaproszenia do Multikina pod moją nieobecność, ale pewnie jeszcze kilka dni nie będzie mi łatwo wrócić na dawne tory i pisać z taką regularnością jak wcześniej. Gdzie mnie nosiło? Po Koronie Gór Polski kolejne marzenie zrealizowane, czyli jeszcze przed moimi 50 urodzinami poszedłem na Camino, czyli pielgrzymkę do Santiago de Compostella. A poniżej znajdziecie pewien skrót z relacji jakie zamieszczałem na swoim prywatnym profilu na FB i garść zdjęć. 
Łamię zwyczaj by na Notatniku były tylko recenzje, bo jednak to doświadczenie jest na tyle ważne, że musi się tu znaleźć, a skoro było już kilka wpisów krajoznawczo-podróżnicznych to niech będzie również taki bardziej duchowo-refleksyjny. Gdyby ktoś potrzebował detali, bo wiadomo że to pewien skrót i to dość subiektywny, bez szczegółów, to proszę pisać na maila przynadziei@wp.pl lub w komentarzu. Trasa portugalska wybrzeżem, wyszło trochę ponad 130 km i mieliśmy pełne 3 dni w Santiago w tym wypad do Muxii i Fisterry + wodospady Ezaro. Pełna trasa: Baiona - Vigo-Redondela-Pontevedra - Caldas de Reis - Pedron - O Miladoro - Santiago. Samolot do Porto i dalej autobus na start i potem z mety.
środa, 29 czerwca 2022
Rower to jest świat - Karol Werner, czyli raczej dla początkujących, ale bardzo praktyczna rzecz
No i druga część.
czwartek, 31 marca 2022
Kwiecień plecień, czyli parę fotek i wspomnień
Blog daje możliwość notek bardziej prywatnych, rzadko jednak z tego korzystam. W końcu powstał głównie po to by pisać o kulturze. Od czasu do czasu pojawiały się jednak wpisy podróżnicze, czy raczej krótkie relacje z wypadów, z nadzieją że kogoś zainspiruję. Najczęściej chodziło o wyjazdy z dziećmi, nastawione na zwiedzanie, a nie na siedzenie na tyłku. Dzieci porosły i choć czasem jeszcze jeździmy razem (ostatnio głównie Dolny Śląsk), to coraz częściej zdarzają się wyprawy rowerowe (coraz dłuższe) i kilkudniowe wypady samotne lub z przyjaciółmi.
Większość fotek idzie wtedy na FB i to na ten prywatny, a nie na Notatnikowy. Kto chce ten znajdzie. Ileż skarbów i urokliwych miejsc skrywa nasz kraj i ile życzliwych ludzi można czasem spotkać właśnie poza głównymi, udeptanymi szlakami.
Uznałem, że choć trochę podzielę się tym co mnie ostatnio mocno kręci, czyli wypadami w góry, by zdobywać Koronę Gór Polski (28 szczytów z różnych pasm). Zacząłem na wiosnę w ub roku, na razie nie jest jakoś tego dużo, bo i kasy brak, ale 9 szczytów już jest. I ponieważ nie miałem z kim jeździć, jeden zrealizowałem samotnie, a ostatnio zacząłem korzystać z ofert mini biur podroży, specjalizujących się w weekendowych wyprawach. Dla mnie człowieka raczej mało towarzyskiego i o średniej kondycji trochę wymaga to przełamania się, ale atmosfera jest fajna i lada dzień jadę na kolejny wypad. Trochę z obawami o pogodę, bo zapowiadają śnieg, a miał być wyjazd w poszukiwaniu krokusów, ale jak by nie było, przygoda będzie ciekawa!
niedziela, 9 sierpnia 2020
Kierunek Dolny Śląsk, czyli wciąż nam mało
Długa przerwa na blogu, ale ani kompa ze sobą nie brałem, ani nawet jakbym go miał i tak pewnie bym nic nie pisał. Intensywne kilka dni urlopu zaplanowanego na ostatnią chwilę, a potem jeszcze bonus, czyli doba spędzona z przyjaciółmi w drugim końcu Polski. Prawie półtora tysiąca km. w 6 dni. Ale ile wspomnień. I ile zdjęć. Dlatego postanowiłem popełnić kolejną notkę krajoznawczą.Wracamy w region, który kiedyś już "liznęliśmy" (kto ma ochotę niech zajrzy tu), już jednak wiemy, że będziemy do niego wracać, bo jeszcze wiele przed nami, lista jest dłuuuga, a niektóre miejsca odwiedzone chcemy zaliczyć raz jeszcze. W dobie koronawirusa niestety wiele rzeczy jest mocno ograniczonych (wszystkie atrakcje ekstremalne) lub nie starczyło na nie czasu. Ale po kolei.
piątek, 13 lipca 2018
Dwa dni, chociaż dwa dni, czyli dzieci są najważniejsze
Zastanawiałem się czy pisać o kolejnym wyjeździe, ale ponieważ na kolejny na razie nie ma czasu, choć tym dwudniowym resetem niech się nacieszę, przypominając sobie foty. To już zresztą tradycja bloga, że wszystkie objazdówki lądują jako relacje (były już okolice Sandomierza, Jura Częstochowsko-Krakowska, Kraków, okolice Gniezna, Moszna, Wrocław i okolice) - jak klikniecie na etykietę poniżej to pewnie wszystkie się wyświetlą. Dzieci rosną i już zupełnie inaczej muszę dla nich wymyślać atrakcje. Park Energolandia obiecywany był już od dawna, ale ponieważ to ponad 4 godziny jazdy, powiedziałem że mowy nie ma, żeby nie połączyć tego z jakimś noclegiem. Raz się żyje. A na przyjemnościach nie ma co oszczędzać. Na dzieciach też nie. A coraz częściej ich zainteresowanie pokrywają się już z moimi :)
środa, 7 września 2016
Moszna, Góry Stołowe i Wrocław, czyli a ja wciąż myślami przy wakacjach
Córki już w nowych szkołach, dziś pierwsze zebrania, a ja (i one chyba też) wciąż jakoś duchem chyba jeszcze w wakacjach. Jakoś krótko było w tym roku :( Na szczęście przynajmniej końcówkę zrobiliśmy sobie wspólną i intensywną. Postawiłem, choć dawno już nie było notek krajoznawczych (takich jak te o Sandomierzu, okolicach Gniezna, czy Ojcowa, o Krakowie albo o Tatrach) napisać jeszcze jedną, bo okolice są naprawdę cudne i pewnie będziemy tam wracać, bo do oglądania jest jeszcze z dziesięć razy więcej.
Chyba największą była wizyta i nocleg w zamku w Mosznej. Powiem Wam, że miejsce jest naprawdę klimatyczne i choć może nie wszystko jest idealne, to pobyt tam to był strzał w 10. Nocleg (wcale nie taki drogi jakby się można było spodziewać) w komnatach zamkowych, możliwość szwendania się i zwiedzania wszystkiego nie tylko w dzień, ale i w nocy, mijanie wycieczek, bo przecież ty już masz status "mieszkańca" - po prostu bezcenne. I moje zdjęcia nawet w 10% nie oddadzą magii tego miejsca. Zresztą zobaczcie na bardziej profesjonalne fotki.
czwartek, 31 lipca 2014
3 i pół roku, hip hip hurra, czyli notka krajoznawcza i odrobina radości
środa, 31 sierpnia 2011
Sandomierz i okolice, czyli notka krajoznawcza i fotograficzna
Pamiętam pierwsze swoje dłuższe zetknięcie z Sandomierzem i od dawna obiecywałem sobie, że zajrzę w te okolice z całą rodznką, a nie tylko sam czy ze znajomymi z pracy. No i się udało! Wyjazd zaplanowany na 3 dni, różne opisy wydrukowane, mapa mniej więcej rozpracowana, planów co niemiara...


