niedziela, 30 sierpnia 2026

Revolterium - Bernard Gromek, czyli czy wiesz kim był Edward Dembowski?

Czytane prawie zaraz po Cham z kulą w głowie Szczerka Revolrterium pozostawiło mnie wciąż w mrocznych i pełnych przemocy klimatach. Tam miałem jednak jakąś alternatywną wizję historii, Gromek zaś stara się trzymać realiów epoki i to chyba jeszcze bardziej czyni tą lekturę pesymistyczną i dość wstrząsającą. To wizja życia w Krakowie i w Galicji w okolicach 1848 roku, gdy pamięć o powstaniu krakowskim wciąż była żywa. Zarówno ofiary, ci co poszli do więzienia, ale i ci którzy przeżyli wciąż nie mogą zapomnieć, bo też wydarzenia te mocno wstrząsnęły społeczeństwem. Oto tych, którzy rzucili hasło niepodległości i wyzwolenia chłopów spod pańszczyzny nie tylko nie czekało wsparcie ze strony tych z którymi chcieli się bratać, ale czekały ich kosy, pięści, widły i niechęć. W najlepszym razie obojętność. Naiwnie wierzyli w pospolite ruszenie, na braterstwo klas, a tymczasem zaborca rozegrał ich jak małe dzieci, przez jakiś czas przymykając oczy na rabunki, palenie dworów i mordowanie szlachty przez chłopów i rozprawiając się z tą garstką uzbrojonych idealistów. 
Co zmieniło się po dwóch latach? Znowu w mieście odzywają się głosy wzywające do walki o niepodległość, budzą się jakieś nadzieje na niezależność, ale ci którzy dobrze pamiętają o tym jak skończył się niedawny zryw, raczej nie mają wiary że coś z tego będzie. 

Główny bohater, Maks Krom należy do tych, którzy chyba już stracili złudzenia. W tej chwili raczej myśli jedynie o tym co zrobić, by jakoś odbić się od dna, zarobić trochę i wyjechać gdzieś daleko. Wyszedł z więzienia i z rozgoryczeniem patrzy na tych, którzy znowu pięknymi hasłami chcą zwodzić, obiecywać, a potem wycofają się na tyły, żeby bezpiecznie przyglądać się temu jak inni przelewają krew. Hrabiowie, wysłańcy z Paryża, gdzie w hotelach ustala się plany i strategie niewiele przejmują się ofiarami. Dla nich liczą się idee.  

Taki to właśnie obraz rysuje się przed nami w Revolterium. I powiem Wam, że choć to debiut literacki, mamy do czynienia z powieścią pełną życia i barw, którą świetnie się czyta. Wątków i postaci całkiem tu sporo, chwilami nie wiadomo które z nich będą miał największe znaczenie, ale ważna jest nie tylko jakaś intryga, losy Kromma, który wydaje się nie zawsze realizować oczekiwane od niego zadania, a bardziej klimat jaki nas otacza. To napięcie, które jest w ludziach, oskarżenia i szukanie przyczyn porażki, niechęć do Austriaków, obojętność i dziwnie oportunistyczna postawa którą można dostrzec nie tylko wśród chłopów i niskich warstw, ale i w samym bohaterze. Tak jakby zrozumieli że hasła o braterstwie są tylko na chwilę, by zyskać mięso armatnie, a ci którzy je głoszą raczej nie mają zamiaru stawać ramię w ramię w pierwszych szeregu. To przywódcy i chcą nimi zostać.  
 

Są tu elementy powieści awanturniczej, wątek kryminalny (poszukiwanie zaginionych pieniędzy z Powstania), można dostrzec nawet jakiś humor (czarny), są opisy życia w mieście w połowie XIX wieku, bez lukrowania. Znajdziecie tu i szemrane interesy, bandziorów i wyższe sfery, agentów, szpicli, pierwszych socjalistów... To co jednak najciekawsze to w mojej ocenie właśnie ten dość odważny obraz zderzenia pięknych idei o niepodległość i przemocy, która budzi zwierzęce instynkty, a jest tych idei częstą konsekwencją. Prości ludzie nie rozumieli polityki, nie mieli zaufania do elit, może dlatego tak łatwo było ich rozgrywać i nimi manipulować.  

Mocna powieść, która udowadnia że realia historyczne nie muszą być drętwe i sztuczne. A dla wielu młodych to może być niezła lekcja historii, bo nawet nie wiem czy dziś licealiści uczą się tego kim był Edward Dembowski albo czy rozumieją tło rzezi galicyjskiej. Łatwo ferować pojęciami: zdrajca, bohater, dobry, zły, gdy dokonuje się oceny postaw w kompletnym oderwaniu od czasów, sytuacji, czy doświadczeń.  

Wciągające, choć chwilami brutalne. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz