niedziela, 2 sierpnia 2020

Psychoterapeutka - Helene Flood, czyli prawie idealne życie

Psycholog zabiera się za pisanie kryminałów? To może być niezłe. Dodajmy do tego jeszcze skandynawski klimat. O! Oczekiwania rosną. Może dlatego lektura "Psychoterapeutki" okazuje się niestety rozczarowaniem - gdyby od początku powiedziano, że to schematyczne czytadło, w którym więcej z obyczaju, niż thrillera, pewnie bym nie marudził. Ale skoro obiecywano emocje...
No to szczerze: zabrakło mi ich.
Nawet wątek pracy psychoterapeutycznej nie został do końca wykorzystany. A powiedziałbym, że Sara jak na profesjonalistkę ma raczej słaby wgląd w siebie i własne uczucia, nie radzi sobie z sytuacją i jest pogubiona bardziej niż czytelnik, który dość szybko wpada na pewne rozwiązania.


Wiadomo, że sytuacja jest szczególna. Mąż znika, okazuje się, że tuż przed zniknięciem ją okłamał, a po zgłoszeniu na policję braku kontaktu, okazuje się, że znaleziono jego ciało, a ona staje się główną podejrzaną w sprawie jego morderstwa. Nie jest już pewna niczego, we własnym domu nie czuje się bezpiecznie.
Zanurzamy się w jej wspomnienia, rozważania na temat ich związku, a jednocześnie zastanawiamy się nad tym o co chodzi policji, która zachowuje się kompletnie nieprofesjonalnie. Relacje rodzinne zajmują tu więcej miejsca niż samo śledztwo i jej próby dojścia do prawdy.
Nie nudziłem się i na wakacje to lektura całkiem przyjemna, z niespieszną akcją, lecz spodziewałem się jednak więcej. Marudna, niestabilna bohaterka jakoś nie pomaga wciągnąć się w lekturę.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza