piątek, 14 sierpnia 2020

Dziki Bill czyli żeby tak nie zadzierał nosa

Obecnie by jakiś serial kryminalny został zapamiętany, trzeba czegoś wyjątkowego - czasem twórcy stawiają na plener, klimat, czasem na ciekawego bohatera. W przypadku Dzikiego Billa trudno mi wskazać czym to coś miałoby być. Sceneria to leniwe brytyjskie peryferia, ale jakoś mocno ich się nie eksponuje, bohater to cynik, w dodatku dość zadufany w sobie i nie przepadający za ludźmi. Za co go lubić? Za to, że w Stanach miał sukcesy? Teraz przybył tu by realizować misję jakiej nikt nie chciał się podjąć - dokonać reorganizacji, której efektem mają być duże oszczędności.


Może to jakoś wyróżnia serial - zwykle jednak policjanci ze sobą współpracują, a ten wszystkich traktuje z góry, chce ich zwalniać i pieprzy jedynie o statystykach, wynikach itp.
Niby wątek z nastoletnią córką ma go ocieplić, ale też jakoś jest mocno nieporadny w tej relacji. No nie lubię drania. Niby 6 odcinków, więc nie ma nudy, ale żeby jakoś mnie wciągnęło to też nie powiem. Każdy odcinek to odrębna sprawa, w której największą robotę robi chyba jedna z policjantek, młoda i ambitna, a nie jej szef, który wszystkich ma w dupie. Narzeka na pogodę, na ludzi, którzy mu nie ufają, na okolicę, którą traktuje jako wieś. I chce żeby go słuchano i szanowano? W życiu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza