czwartek, 14 maja 2015

Party girl, czyli najważniejsze to bawić się, a reszta nieważna




Jutro premiera, więc notka będzie jak najbardziej na czasie. I w zalewie komercji to naprawdę ciekawa propozycja dla tych, którzy lubią kino bardziej do pomyślenia, przedkładają historię ponad widowiskowość i rozrywkę. Bo też francuska propozycja, która zwróciła uwagę widzów już na ubiegłorocznym festiwalu w Cannes, to obraz szczery, ale raczej kameralny. Powiedziałbym, że chyba nawet blisko mu do dokumentu, ale to kwestia pewnego pomysłu na opowiedzenie tej historii.
Historii dodajmy fikcyjnej, ale inspirowanej prawdziwą postacią - matką jednego z reżyserów. Ona sama zresztą tu zagrała razem ze swoimi dziećmi. Nadaje to specyficznego klimatu i podobnie jak w niedawno opisywanym francuskim "Z jednej krwi" to, że role grają amatorzy, w niczym nie osłabia wartości obrazu, a wręcz wzmacnia nasze emocje. Tą szczerość, mieszankę miłości i zażenowania, niepewności, tu się czuje.

Angelique ma aż czwórkę dzieci, ale na co dzień niewiele z nimi kontaktu. Jeden z synów wyjechał robić karierę w Paryżu, dwójka próbuje jakoś układać sobie życie samodzielnie, a najmłodsza córka od lat wychowuje się w rodzinie zastępczej. Dlaczego? Ano nasza bohaterka nigdy jakoś nie była wzorem opiekunki domowego ogniska - prowadziła dość barwne życie towarzyskie, imprezowała, a w oczach opieki społecznej jej praca, czyli taniec w klubie nocnym, raczej nie sprzyjała wychowywaniu dzieci. 
Dziś kobieta jest najstarsza ze wszystkich pracownic klubu, ma coraz mniej klientów, ale wcale nie ma ochoty rezygnować z tego co robiła cale życie. Gdy oświadcza jej się mężczyzna, należący do jej wiernych wielbicieli, długo waha się czy przyjąć jego propozycję. Dostaje szansę na rozpoczęcie nowego życia, dostaje miłość, tylko pytanie czy to jest właśnie to czego od życia by oczekiwała.
Naprawdę dobry dramat ze świetnie zagraną główną rolą - ta twarz, ta postać zapada w pamięć. Silna kobieta, kochająca wolność, czuje że coś się kończy, a nie wie czy jest gotowa by coś nowego zaczynać. I czy w ogóle potrafi. 60 na karku, a ona wciąż się czuje niczym królowa nocy. 
No i do tego świetna ścieżka dźwiękowa (Chinatown). 


 

 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza