niedziela, 14 grudnia 2014

Melasa, czyli witajcie w raju

Film, który przegapiłem zaraz po premierze, a teraz już pewnie znika z kin, więc spieszę się by o nim wspomnieć. Może gdzieś w telewizji niedługo się pojawi. Będę zachęcał do obejrzenia znajomych, ze szczególną dedykacją dla tych, którym wydaje się, że socjalizm był lepszy niż obecny "dziki" ustrój kapitalistyczny. 
Co prawda myślę sobie, że takie obrazki można spotkać w wielu miejscach, ale tam przynajmniej ludzie nie czują się tak jak w więzieniu, skazani na bylejakość i brak perspektyw na zmianę. Proszę Państwa - oto obrazki z Kuby. Raju na ziemi, gdzie wszyscy mają po równo.
A raczej, jak to w socjalizmie bywa, miejscu rajo podobnym.


Kryzys ekonomiczny dotyka wszystkie kraje i choć Kuba była kiedyś potęgą "cukrową", to dziś przy prowadzeniu gospodarki planowanej centralnie, braku inwestycji w park maszynowy, wiele zakładów i całych miasteczek po prostu zamiera. Monica i Aldo - bohaterowie "Melasy" żyją właśnie w takim miejscu. Co miesiąc dostają przydział żywnościowy (na kartki) i jakieś nędzne grosze, ale tak naprawdę nie starcza to na przeżycie nawet połowy miesiąca. Ich każdy dzień to jedynie udawanie pracy, bo już dawno nie ma do niej normalnych warunków (szkoła to niezła komedia) i kombinowanie jak by to zdobyć jeszcze choć trochę pieniędzy na życie. Jedyną radością jest chwila gdy mogą gdzieś w ukryciu zaznać rozkoszy (bo w domu przy córce Monici i jej niepełnosprawnej matce na to miejsca nie ma).

Gorzki obraz, choć chwilami może wydawać nam się zabawny, bo dla nas te obrazki to już raczej przeszłość. Najbardziej absurdalne w tym wszystkim jest to, że choć nie ma środków na to by prowadzić jakąś produkcję i płacić ludziom za ich pracę, to nadal potężny wysiłek idzie w propagandę, że wszystko jest dobrze, że walczą z imperializmem, który rzuca kłody pod nogi, ale trudności są przejściowe...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza