wtorek, 25 listopada 2014

Ulice nędzy, czyli oto mój świat

Na chwilę powrót do klasyki. Tyle przecież razy oglądało się inne filmy Martina Scorsese, a mi wciąż jakoś umykał obraz, od którego zaczęła się jego sława. To właśnie tu po raz pierwszy tak mocno zwrócił na siebie uwagę również Robert de Niro, od "Ulic nędzy" zaczęła się ich współpraca, która zaowocowała tyloma świetnymi tytułami. 
Gdy jednak patrzymy na plakat i wspominamy sobie różne świetne sceny z filmów tego reżysera, które przeszły już do klasyki (szczególnie kina gangsterskiego), spodziewamy się nie tylko wyrazistych postaci, ale i jakiejś akcji, ciekawej fabuły, może trupów - jednym słowem mięsa. I przychodzi w trakcie seansu zdziwienie - bo go nie dostajemy.


Ulice nędzy choć są nazywane balladą o gangsterach, o półświatku nie mają nic wspólnego ze strzelaninami, walkami oprychów i wielkimi mafiosami. Tu królują postacie, które nie tyle są gigantami czy żołnierzami mafii, ale raczej małymi cwaniaczkami, oprychami, którzy są znani w obrębie kilku ulic. Każdy z nich kombinuje trochę na własną rękę, bawi się, korzysta z życia, może czasem i poprosi o wsparcie jakąś szychę, by lepiej się ustawić, ale to raczej wolni strzelcy, kumple z sąsiedztwa, a nie jakaś tajna organizacja z nie wiadomo jaką strukturą. Nie ma wielkich pieniędzy, broń raczej dla wygłupu i postrachu niż jako narzędzie pracy... 
A co jest? Realizm codziennego życia, ciekawe scenki i dialogi z życia półświatka. Ot jakieś przepychanki, kłótnie, wspólne biesiadowanie. Tu wszyscy tak żyją i wejście w "interesy" jest naturalną konsekwencją tego, że twoi rodzice tu mieszkali. Zamiast fabuły, która by tworzyła jakąś całość - opowieść (podobno oparta mocno na własnych przeżyciach) o życiu codziennym w Małej Italii, czyli włoskiej dzielnicy Nowego Jorku (choć żeby było śmieszniej film był kręcony chyba w LA).
Ciekawostka, dzięki której można potem zastanowić się na motywami powracającymi w innych filmach tego reżysera. Jak dla mnie jednak bez rewelacji. Za to ze świetnymi naturszczykami: de Niro i Harveyem Kitelem. Zresztą sam Scorsese też pojawia się tu na ekranie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza