poniedziałek, 24 listopada 2014

Janek Samołyk - Na prezent, czyli tym razem łagodniej

Okładka płyty "Na prezent"Hmmm... To jeszcze poezja śpiewana, czy już rockowe, gitarowe granie? Głos i styl wokalisty mówią jedno, a muzyka chwilami wskazuje na to drugie. Zwłaszcza, że w nagrywaniu albumu maczali palce m.in. ludzie z Myslovitz.
Pytanie jednak czy takie szufladkowanie jest potrzebne. Najważniejsze, że Janek Samołyk niespecjalnie przejmuje się modą i tym czy ma szansę pojawić się na antenie radia. Robi swoje, ma własną wrażliwość. I nawet jeżeli to nie jest do końca moja bajka, jak dla mnie jest zbyt balladowo, łagodnie, to słucham tego materiału z przyjemnością.
Jest w tym jakaś delikatność, może melancholia - zarówno w tekstach, jak i warstwie muzycznej. Owszem - są gitary, w końcu Samołyk jest gitarzystą, ale częściej jest to gitara klasyczna, niż ostre solówki, które tak uwielbiam. Do tego są i są smyczki, fortepian, bas i perkusja jakby lekko w drugim planie. Przede wszystkim jest głos, jest tekst i nastrój - tu raczej nie ma miejsca na jakieś większe popisy i improwizacje (pewnie raczej na koncertach).

W radiu niewiele takiej muzy, za to rzeczywiście coraz więcej osób chętnie zagląda na koncerty, szukając trochę czegoś innego niż jedynie skakanie w tłumie, albo wyciąganie głowy ponad las wzniesionych telefonów. Kiedyś większość artystów umieszczono by jako przedstawicieli poezji śpiewanej, dziś używa się pojęcia: song writerzy i wskazuje inspiracje muzyką z małych salek wysp brytyjskich. Posłuchajcie, może dacie się zarazić takimi dźwiękami.
Tym razem łagodniej. Bo w kolejce dawka dużo ostrzejszej muzy do opisania.
A prywatnie podziękowania za to, że płyta w całości po polsku! I odsyłam do strony artysty i jego zespołu - w końcu nie są debiutantami.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza