środa, 5 listopada 2014

Dobry wieczór - Voo Voo, czyli to już 30 lat

Już kilka razy pisałem o tej kapeli przy różnych okazjach, ostatnio chyba przy ich pełnej energii "Nowej płycie". I oto jest kolejna okazja. 30 lat na scenie muzycznej i już chyba 35 krążek w ich dorobku (nie licząc solowych projektów). To robi wrażenie. Zwłaszcza, że choć brzmienie jest niepowtarzalne, rozpoznawalne od razu, zespół wciąż eksperymentuje, rzadko kiedy idzie po linii oczekiwań, sukcesów. Grają co im w duszy gra. A wiemy już, że gra ciekawie.
Gdy pisałem kilka dni temu pełen zachwytu o Curly Heads, wspominałem też o dwóch zespołach, które znam od lat i których nowe krążki jakoś mi nie mogą podejść. Voo Voo i "Dobry wieczór" jest właśnie jednym z tych dwóch materiałów, które znalazłem w sieci (legalnie! Uwielbiam to!) zaraz po premierze. To nie jest zła płyta, ale po prostu wolę inne oblicze Voo Voo - ostre, rozbujane, a tu mamy powrót do spokojniejszego grania.

Wolniejsze tempo, więcej zadumania, a przez sporą ilość folkowych klimatów (tym razem Azerbejdżan), powiedziałbym jakaś dziwnie szamańska, magiczna aura. Zarówno Wojciech Waglewski jak i jego kompani znani są z muzycznych podróży w różne rejony, często grywają właśnie takie dźwięki - rockmani, wsłuchani w muzykę ludową, podejmujący z nią dialog, improwizującą, nie odrzucający tradycji, nie zagłuszający jej, ale tworzący ciekawą przestrzeń gdzie te dwa nurty mogą się spotkać.
I taka jest trochę ta płyta. Niektóre numery (choćby tytułowy albo singlowy "Po godzinach") zaskakują chórkami, melodyjnością i mogą wpadać w ucho, ale przeważają te przypominające klimatem pierwsze płyty Voo Voo. To nawet nie ballady, ale raczej rockowa poezja śpiewana (choćby cudne "Gdybym"), długie, pełne improwizacji, gdzie melodia zmienia się w coś rodzaju transu. Trzeba się na pewno w to wsłuchać, to nie są "przeboje", nie chodzi przy tym noga, nie wpada to w ucho od razu. Może więc muszę się trochę osłuchać z tym materiałem?
Jedno wciąż się nie zmienia. Tak jak uwielbiam improwizacje Mateusza Pospieszalskiego, to jednak Voo Voo nieodmiennie dla mnie kojarzy się z cudownymi gitarami WW. I tego dostaję tu mnóstwo. Blues, jazz, rock - w ilu stylach, na ile sposobów te struny mogą śpiewać? Choćby dla tych dźwięków, będę do tej płyty wracał. Może jednak się do niej przekonam? Sno-powiązałka i wczesne nagrania też nie od razu mnie urzekły.       
Na YT tylko jeden teledysk, ale cała płyta udostępniona została przez zespół nie tylko na stronkach z muzyką, ale również np. w zbiorach Ninateki.    

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza