środa, 27 sierpnia 2014

Wilk z Wall Street, czyli nie budujemy, nie produkujemy, ale chcemy się bawić


Ha! Po trzech miesiącach od obejrzenia wreszcie notki doczekał się film, który uważam chyba za najlepszy wśród wszystkich tegorocznych nominowanych do Oscara. Tyle już o nim powiedziano i napisano, że nawet zastanawiałem się czy w ogóle o nim pisać, ale choćby pro forma do mojego spisu - notka musi być. 
Obraz jednych zachwyca, innych bulwersuje, ale coś mi się zdaje, że i jedni i drudzy (a przynajmniej większość z nich) zatrzymują się na tym co najbardziej rzuca się w oczy: alkoholu, narkotykach, dziwkach i szastaniu kasą. Zgoda - to wszystko jest, bo też bez tego trudno by było pokazać barwność autentycznej historii Jordana Belforta. Człowiek, który miał wszystko (zdobył praktycznie od zera na wariackim pomyśle i bezczelności) i stracił wszystko. Za nocleg potrafił płacić kilkaset tysięcy dolarów, stać go było nawet na najbardziej ekscentryczne zakupy, a imprezy jakie urządzał przechodziły do legendy. Można powiedzieć taki cwaniak, który poprzez dobrą gadkę każdemu może wcisnąć bezwartościowe papiery za sporą sumę, pobierając prowizję, którą natychmiast przepuszczał. Mój ojciec, który od lat wieszczy rewolucję światową i kryzys, właśnie w takich gościach upatruje największe nieszczęście dla zwykłych ludzi (nie tylko giełda, ale i np. ubezpieczenia na życie, bankowość itd.), ale chyba wolę mu tego filmu nie pokazywać, żeby go nie utwierdzać w jego poglądach i atakach na "naiwność nas młodych".
 

Niektórzy widzą tu więc zgorszenie - jak można pokazywać oszustów, którzy wydają cudze pieniądze i świetnie się na tym bawią, skutecznie unikając kary i podatków. Inni - świetną komedię i zabawę. Może nawet kogoś kusi taki sposób życia. Ech, choć na chwilę zakosztować czegoś takiego... Żyć, bawić się i potem można już umrzeć. A dla mnie ta historia naprawdę podszyta jest czymś smutnym. To nie jest prawdziwe szczęście, a jedynie pogoń za tym co wydaje nam się, że ją daje. Ciągle szybciej, więcej, intensywniej, a potem okazuje się, że nawet w łóżku żony nie potrafisz zadowolić. Kurcze, jak patrzyłem na bohaterów, to raczej mi było ich szkoda niż odczuwałem jakąś zazdrość. I nie tylko dlatego, że to wszystko skończyło się tak, a nie inaczej. Zero z przyjaźni, miłości, kasy, godności... Nawet na fali wznoszącej ci goście byli jak nakręcone maszynki, a nie normalni ludzie. Już niewiele rzeczy dawało im frajdę i prawdziwego kopa... 
photo.titleO fabule nie piszę. Bo jeżeli nie widzieliście jeszcze filmu, nadróbcie to koniecznie. Nie tylko dla kapitalnej roli Leonardo DiCaprio (naprawdę skubaniec im starszy tym lepszy), ale przede wszystkim dlatego, że mający już przecież swoje lata Martin Scorsese nakręcił film tak pełen życia, wigoru, energii, że to po prostu zadziwiające. Prawie trzy godziny jak na kolejce górskiej - z góry na dół, szaleńcza jazda, pełna zarówno humoru jak i dramatu, cynizmu, hedonizmu, braku zasad moralnych, szaleńczej zabawy i gorzkiej pigułki samotności i uzależnienia. Muzyka, zdjęcia, aktorstwo, to wszystko tworzy świetną całość, ale największe brawa należą się właśnie reżyserowi, dzięki któremu w takim kształcie ujrzało to światło dzienne.  Uwaga - nie pokazywać nastolatkom. Czy muszę tłumaczyć dlaczego? 
 

6 komentarzy:

  1. Nie rozumiem trochę.. Wydźwięk tego jest taki, że sektor usług, finansów i tak dalej jest ZŁY :D Jak się nie produkuje i nie buduje, tylko zarabia wiedzą i doradzaniem to źlee :P Bandyci i inni tacy są wszędzie, nie wiem czemu ludzie z tego akurat sektora mieliby powodować jakieś nieszczęście innych "zwykłych" ludzi jak to ująłeś ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to pogląd mojego ojca :) ja trochę sobie z tego żartuję, ale pomyśl sama: obracanie papierami i wirtualnymi pieniędzmi nie ma specjalnie żadnego zabezpieczenia w realiach. Ile razy okazywało się to mydlaną bańką?

      Usuń
    2. Mam trochę alergię na często widziane komentarze w stylu, że "ci co pracują w banku to złodzieje, ja też pracuję dużo a mam 1500 - ci od finansów to sami złodzieje i źli i tak dalej". Od razu myślę, że nikt nie zabrania się kształcić, uczyć, rozwijać i ciężko pracować. Wirtualny pieniądz to trochę co innego.. Ale cóż nie da się zaprzeczyć niestety, że było kilka sytuacji (głównie o USA jak wiadomo chodzi, w sumie o jedną taką:), że co poniektórzy nadużywali władzy i byli zbyt łapczywi ;)

      Usuń
    3. jak popatrzysz na historię tych sytuacji było całkiem sporo, jedne mniej, inne bardziej dotkliwe, ale ich źródło jest właśnie w tym iż wszystko jest umowne/wirtualne co prowadzi do spekulacji, przeszacowania... Nie ważna jest realna wartość, ale ważne jest ile na tym można zarobić.
      Nie oskarżam nikogo i nie jęczę :) Ale pomyśl tylko: gdy wszyscy chcą studiować bankowość, finanse, marketing itd., likwiduje się szkolnictwo zawodowe, fachowcy, którzy coś potrafią uciekając za granicę bo tam mają lepszą płacę, to jak ci się rysuje przyszłość rynku pracy w takim kraju? Temat na dłuższą dyskusję, a dla mnie to była tylko dygresja, która skojarzyła się z tym filmem...

      Usuń
    4. Z drugiej strony doradztwo jest nie wiem czy nie jedyną (albo jedną z niewielu branż), które na koniec roku wychodzą na plus, prężnie się rozwijają, jest popyt, czyli potrzeba ludzi i tak dalej.. Z drugiej i to nieco podstawa wielu takich problemów to (moim zdaniem problem) prywatnych uczelni. Wiele z nich jest na żenującym poziomie, teraz na studia idą wszyscy, nawet ci co zdali ledwo maturę, ale to temat bez dna, na który ile ludzi tyle opinii ;)

      Usuń
  2. Film rewelacyjny, dawno nie widziałam tak dobrego kina, szkoda, że nikt tego nie docenił. Uwielbiam Leo i to prawda im starszy tym lepszy, a zniewalajacy uśmiech ciagle bez zmian :)

    OdpowiedzUsuń