poniedziałek, 23 czerwca 2014

Japoński piesek, czyli starych drzew się nie przesadza



Druga rzecz na Dzień Ojca, to film, który premiery chyba u nas jeszcze nie miał, ale był już pokazywany np. na Wiośnie Filmów czy Warszawskim Festiwalu Filmowym. 
Jest coś naprawdę ciekawego w kinie rumuńskim, co przyciąga uwagę i fascynuje, mimo ascetyczności jest w tym tyle prawdy, surowego piękna, że czasem lepiej wybrać się do kina na coś takiego, niż na jakikolwiek "mega hit".


Costache Moldu to starszy już pan, który mieszka w małej wsi, dotkniętej niedawno przez powódź. Właśnie stracił żonę, dom, wszystko co mieli. Żyje z dnia na dzień, zbierając różne graty z domu, bo woda już opadła, a jemu przydzielono stary, opuszczony budynek. Jest w nim zarówno rezygnacja, jak i dziwny spokój. Nie prosi o pomoc, nie użala się, dużo mu do życia nie potrzeba.
Gdy dowiaduje się, że po wielu latach rozłąki przyjedzie do niego syn, wraz z nową żoną z Japonii oraz ich synkiem, Costache najchętniej by się gdzieś schował, by uniknąć spotkania. Tyle jest do powiedzenia, tyle rzeczy nie zostało w przeszłości załatwionych, a jednocześnie żaden jakoś nie ma odwagi by rozmowę rozpocząć. Ojciec i syn. I wnuk, który paradoksalnie przełamie lądy między nimi, doprowadzi do zbliżenia. Ale przecież musi dojść do ponownego rozstania, bo żaden z nich nie chce zrezygnować z życia, które dla siebie wybrał.   

Proste czynności codzienne, celebrowanie różnych scen, milczenia. Kino kameralne, ale ciekawe. Nawet bieda rumuńskiej prowincji w żaden sposób nie jest tu żałosna, wyśmiewana, to życie na wsi pokazane jest jako naturalny, akceptowany przez ludzi wybór. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz