środa, 27 listopada 2013

Jesteś bogiem, czyli plus i minus za film

Fenomen kinowy ostatnich lat, film, który przyciągnął tylu młodych widzów, ile zwykle udaje się tylko produkcjom zachodnim. Hip Hop jednak ma u nas swoich fanów, a dla większości z nich Paktofonika to legenda. A może w tym obrazie młodzie ludzie widzą obraz swojego pokolenia, swoich frustracji, swoich nadziei?
Kurcze, ponieważ ja jednak fanem hip hopu nie jestem, do tej generacji dorastającej w latach 90-tych też się nie poczuwam, wiec do filmu podchodziłem dość chłodno. 
Historia spotkania i drogi do kariery 3 kolesi:  Magika (Marcin Kowalczyk), Rahima (Dawid Ogrodnik) i Fokusa (Tomasz Schuchardt) - zwykłych chłopaków z blokowisk, mogłaby być rzeczywiście ciekawym materiałem na film.
Mogłaby.
Bo jakoś sporo mi w tym obrazie zgrzyta i trudno go uznać za porywający. Nie dowiadujesz się co takiego mieli w sobie innego, co spowodowało popularność (przecież nie każdy po nagraniu demo ma tysiące fanów), niewiele masz rozmów o tekstach, o życiu, przesłaniu. Dociera oczywiście do mnie, że nie chcieli śpiewać o d..., ale o czym innym nadal nie bardzo wiem. Ech, żeby tak więcej koncertów, więcej scen zza kulis... Występ na otwarcie marketu to był ich największy sukces? No nie wierzę...
No i jak dla mnie to nie tyle film o Paktofonice, co jedynie o Magiku. On skupiał na sobie najwięcej uwagi, miał talent i charyzmę, ale chyba głównie przez swoje samobójstwo (jak to często z muzykami) ugruntował legendę - tajemniczego, nie rozumianego geniusza... Twórcom "Jesteś bogiem" udało się ciekawie pokazać jego życie prywatne - miłość, założenie rodziny, zagubienie w świecie dorosłych, który stawia jakieś konkretne wymagania. Ale czy to nie za duże uproszczenie - niedojrzałość, wydawanie kasy na bzdety, narkotyki, a potem rozpaczanie, że nie masz za co żyć? Bo tak to się w dość prosty sposób układa, jakby poczucie, że jest się oszukiwanym, bo wielka kasa nie przyszła od razu, było tu najistotniejsze. Czy dla kolesi, którym przecież w domach się nie przelewało, aspekt finansowy ich grania, tak szybko miałby stać się przyczyną końca?
     
Wspomniałem, że za hip-hopem nie przepadam. To prawda, ale przynajmniej jedno muszę przyznać - w ścieżce dźwiękowej słyszę pasję i emocje, w tym jest i złość, i frustracja, i stracone złudzenia. Nie dziwię się, że wielu młodych ludzi odnajduje się w tym przekazie (my mieliśmy raczej punk rocka). Dziwię się, że nie udało się pokazać tego samego w tych chłopakach, w ich życiu codziennym. Ot snują się, obijają, łażą gdzieś nie wiadomo po co, przesiadują przy starych choć ich nie trawią (a przecież tragiczni nie są). I tyle? Na tym ma polegać bunt?   

Na plus na pewno dość naturalnie zagrane postacie wszystkich 3 chłopaków, no i Jakubik w roli managera :) Ach i klimat miasta. Te bloki, wnętrza, wszystko jakieś takie szare, smutne, ciasne i przytłaczające.
Zacząłem, że trudno mi jakoś uznać w tym filmie arcydzieło, dostrzegam sporo scen, które uważam za kiepskie, sztuczne, drażnią, ale jednak film w dziwny sposób zostaje w głowie razem z różnymi pytaniami (bynajmniej nie o kasę, ale raczej o to rozdarcie między tym co pragnie przekazać twórca i brakiem umiejętności, poczuciem, że jest się nie rozumianym)...
Ciekawie sobie przypomnieć te czasy gdy komputer był szczytem marzeń, nagrywać można było w domu, a przy odrobinie farta takie nagranie mogło zaistnieć w radiu, muzy słuchało się na kasetach (najlepiej na walkmanie), a o facebooku nikt nawet nie myślał...
PS A wulgaryzmy w filmie? Cóż trudno wyobrazić sobie autentyczny hip hop bez mocnych słów. Najwyżej nie pokazujcie dzieciakom.  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza