czwartek, 16 czerwca 2011

Nieważne jak wysoko jesteśmy... - Myslovitz, czyli niezmiennie czuję się...

 
Sporo czekałem na tę płytę - to prawie pięć lat od poprzedniej, a ja od początku lubiłem Myslovitz (choć chyba nawet bardziej pierwsze płytty niż ostatnie). Kto ich kiedykolwiek słyszał ten na kilometr ich rozpozna - chcarakterystyczne gitarki, zadumane teksty no i ten niepowtarzalny senny wokal. Wreszcie jest nowa płyta i tym razem chyba nie będziemy musieli czekać długo na następną bo kolesie podobno nagrali dwa razy wiecej materiału niż wrzucili na ten krążek. Recenzje jakie można spotkać w sieci bardzo podzielone - od zachwytów, że to najlepszy ich krążek (podobno da się usłyszeć głębię :)) ale są i tacy, którzy kręcą nosem. Moje odczucia bliżej chyba są tych drugich - niby się cieszę, że nowy materiał jest, miejscami to spora przyjemność dla uszu ale mam nieodparte wrażenie, że nie ma tu nic nowego, że to trochę odcinanie kuponów od popularności bo fani i tak to kupią. Nieważne jak wysoko jesteśmy... możemy robić swoje nie zważając na presję, nic nas nie goni... Ale nie ma w tym też odwagi eksperymentowania. Niby są wysoko więc szybko z rynku nie wypadną, ale nie wiem czy zdobędą nowych fanów takim materiałem. Ani to specjalnie przebojowe ani muzycznie odkrywcze.  
Mamy więc w paru numerach świetną ścianę dźwiękową z gitar - to z czego byli znani z pierwszych płyt - np. niezły początkowy numer "Skaza", troszkę eksperymentalny "Efekt motyla" czy prawie punkowski „Ofiary Zapaści Teatru Telewizji”. Wokal Rojka, jego specyficzna maniera i teksty jednak dużo lepiej wypadają w numerach spokojnych czy balladowych, w tych szybkich numerach jest pazur muzyczny ale brakuje siły wokalu (a ja tak lubię te kawałki). Tekstowo jak zwykle dość nostalgicznie i filozoficznie, ale do tego kapela też zdążyła nas przyzwyczaić. Ci którzy pokochali popowe brzmienie Myslovitz np. z Happiness is easy czy z Korova Milky Bar, ich delikatne falujące balladki i tu coś znajdą dla siebie - choćby "Art brut" czy „Przypadek Hermana Rotha”, czy smutno-słodkie singlowe „Ukryte”. "Srebrna nutka ciszy/" to już prawie poezja śpiewana. "21 gramów" niestety trochę przekombinowany i drażni monotonią. Jak widać też po zerknięciu na płytę i tytuły chłopcy tym razem bawią się w skojarzenia z filmami, ale nie szukajcie w tekstach na to dowodów, to raczej wariacje na temat.

Niby wszystko mam,
a jednak niezmiennie czuję się sam.
Niby wszystko mam,
patrz kawka mruga mi okiem,
niby wszystko mam,
dlaczego więc...?

Teksty stanowią zresztą pewnie osobny temat do analizy. Ale to trochę tak jak z Paulo Coelho - można w tym sie doszukiwać głębi i sensu, zachwycać sie fajnymi metaforami ale przepraszam bardzo w zbyt dużym natężeniu staje się to trochę mało strawne i przestajemy na to zwracać uwagę (można sobie nucić ale specjalnie nie zastanawiając się nad treścią).

Przez życie na czas,
skrywając wewnątrz historie o
prawdziwym ja.
Przez ciszę i wrzask,
potykam się, gdy kredką podkreślam swoją niepewność.

Ktoś kiedyś fajnie określił ich styl jako smutek samotnego wieloryba i coś w tym jest (bo nawet w szybkich nowych numerach ta nostalgia nie zanika).
Gdyby jednym słowem określić wrażenie z tej płyty to chyba musiałbym powiedzieć, że jest: przewidywalna. Niczym nie zaskakuje. Przesterowane gitarki, parę dźwięków na klawiszach, tworzące znane z poprzednich płyt melodyjki. To nie jest zła płyta. Pewnie będe do nie wracał. Ale zdecydowanie wolę pierwsze nagrania Myslovitz - było w nich dużo wiecej energii niż wyrafinowania jak teraz.

Tutaj na osiedlu, niebotyków nr.5.
Nie jesteśmy aniołami, chcesz tego czy nie.
Honorowe pojedynki, w cieniu bloków albo drzew.
Bo radiowy dom kultury, za wysokim murem gdzieś.
Skąd ja to wiem? Nie uniesiesz treści tej.
Życie poza prawem, to najszybszy sukces jest.
Moda na wrzask, stadionowe klasy mecz.
A nienawiść jest motorem, i rozwijam się.

Jestem taki jak.
Jestem taki jak mój wokół świat...
Spróbuj sam, czy się da, to jedyny sposób jaki znam.
Spróbuj sam, tak jak ja, to jedyny sposób - tylko taki znam.
Spróbuj przeżyć, przetrwać - tam gdzie ja.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza