środa, 13 stycznia 2021

Minas Warsaw - Magdalena Kozak, czyli i mag dupa, kiedy ludzi kupa

Wczorajszy tekst mimo, że go publikowałem, nagle zniknął, muszę więc raz jeszcze zabrać się za napisanie tego samego. Rany, jakie to trudne.
Powiem tak - chętnie bym pomarudził na pewne rozwiązania fabularne w tej powieści, ale autorka mnie trochę z tym przyblokowała, sama wrzucając w pewnym miejscu rozważania na temat czytelników, którzy chcieliby żeby wszystko toczyło się tak jak oni, by tego chcieli, odbierając przestrzeń na wyobraźnię twórcy. Nie podoba się? To sam napisz, jak uważasz że potrafisz lepiej.
No to ograniczę marudzenie :) Te rozważania na temat tego, jak autor kreuje rzeczywistość, są tu dość istotne dla całości, w sumie dzięki temu konstrukcja "Minas Warsaw" jest dwuwarstwowa. O co chodzi? Ano w naszej, tak znajomej rzeczywistości pojawia się mag ze smokiem, anektując we władanie Pałac Kultury i Nauki, budząc grozę w całym mieście, gdy próbuje zmieniać rzeczywistość według własnych upodobań. Ten wątek fajnie się zaczyna, potem niestety trochę mag trochę znika z naszych oczu i pierwszy plan zajmują ci, którzy chcą się go ze stolicy pozbyć.

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Wychowani przez wilki, czyli przedziwna mieszanka futurystyki i średniowiecza

Może dobrze, że pozwoliłem sobie trochę na odetchnięcie po tym serialu, bo inaczej przy ocenie by chyba poniosły mnie emocje. One zresztą się mocno zmieniały - najpierw był zachwyt po pierwszym odcinku, potem ciekawość, ale im bliżej finału tym bardziej byłem zły i rozczarowany. A tak, gdy trochę odetchnąłem, mogę spokojnie powiedzieć, że drugi sezon pewnie sobie daruję, ale pierwszego, choćby ze względu na warstwę wizualną i klimat, nie żałuję (no dobra, smoka na koniec żałuję, tego się nie da odzobaczyć).

Aaron Guzikowski, czyli scenarzysta serialu, fantazję ma i podobno pomysły rozpisał sobie na wiele sezonów, ale nawet jeżeli znowu będzie firmował to Ridley Scott, jak pierwsze dwa odcinki tym razem, to i tak poziom degrengolady przekroczył już pewną granicę i chętnych nie będzie wielu. Początek zapowiadał się fajnie, potem jednak poszło to w jakąś dziwną stronę...

niedziela, 10 stycznia 2021

Teraz albo nigdy - Szymon Hołownia, czyli szukać nadziei

Jedna z pierwszych książek, które kończę w tym roku, a zacząłem jeszcze przed Bożym Narodzeniem, dawkując ją sobie powoli. I przy wielu z tych felietonów, mimo upływu kilku lat, wciąż znajduję coś celnego. Nie chodzi o sam komentarz do różnych wydarzeń, ale raczej pewnego rodzaju spojrzenie na świat, na ludzi, na Kościół. I nie zmienia mojego stosunku, pewnego rodzaju sympatii, fakt iż Pan Hołownia zaangażował się w politykę, że może popełnia błędy (kto ich nie popełnia?), że nie zawsze się z nimi zgadzam. Cieszę się z każdego mądrego zdania, które mogę dla siebie wziąć i nikt przecież mi nie każe podchodzić do tego na kolanach, że mam połykać wszystko jak pelikan. Ta książka to zbiór felietonów, a więc tekstów dość krótkich z "Tygodnika Powszechnego" z lat 2017-2019. Komentarzy do tego o czym się dyskutowało albo co po prostu zwróciło uwagę autora. Czyli od wydarzeń politycznych, medialnych, aż po jakieś jego przemyślenia i komentarz do tego co powiedzieli inni. I choć np. coraz ostrzejsze słowa związane z wegetarianizmem chwilami nie do końca kupuję, muszę przyznać, że nawet w swoim zacietrzewieniu, Szymon Hołownia nie przekracza pewnych granic, to czasem jest mocna krytyka, (np. polskiego episkopatu), ale bez zdeptania w ziemię, bez upokorzenia ludzi, którzy myślą inaczej. Ale to co najbardziej podoba mi się w różnych jego tekstach to coś innego...

sobota, 9 stycznia 2021

Szarlatan, czyli świat się zmienia, świat się wali, a on chce jedynie robić swoje

Agnieszka Holland po raz kolejny sięga po wydarzenia z przeszłości i autentyczną postać, nie po to by stawiać jakieś pomniki, ale by przyjrzeć się ludzkim wyborom, decyzjom, temu jak zachowują się w trudnych sytuacjach. Jana Mikoláška dziś byśmy pewnie określili jako speca od medycyny naturalnej, przed wojną traktowano takie osoby raczej jako znachorów, upatrując się w ich umiejętnościach jakiejś magii. To było jego marzenie - pomagać ludziom. I nie były najważniejsze pieniądze jakie na tym zarabiał. Uważał, że ma dar. Zna się na ziołach, na roślinach, wie jakie przepisać napary, by pomóc w określonych dolegliwościach, nauczył się też rozpoznawać objawy po moczu chorego. I choć zdaje sobie sprawę, że motywacja pacjenta była równie ważna jak i same zioła, dawał im coś czego pragnęli - wraz z lekarstwem nadzieję... Leczył przed wojną, w trakcie niej i nawet w komunistycznej Czechosłowacji, próbując się dostosować do każdej władzy, byle pozwoli mu robić swoje. 

piątek, 8 stycznia 2021

Fantastyczne opowieści wigilijne, czyli dziecko z Marsa, czy Mikołaj w wersji hard?

Aż żal, że atmosfera świąteczna i ta tematyka to rzeczy, po które zwykle sięga się jedynie w grudniu. Może jednak znajdą się tacy, którzy upolują sobie ten zbiorek i sięgną po niego z lubością dopiero za 11 miesięcy. Ja swój wystawiam na Allegro na WOŚP więc jakby co macie okazję (wszystkie nasze aukcje tu).

Pomysł, by zebrać antologię opowiadań nawiązujących do Bożego Narodzenia, ale napisanych przez ludzi na co dzień zajmujących się pisaniem fantastyki, sam w sobie jest dość zwariowany. Na szczęście nie zrobiono tego w taki sposób jak teraz często wydaje się antologie - kilku znanych i popularnych ma napisać coś na szybko, na kolanie a do tego dodamy mniej znanych autorów. Piotr Gociek, który jest autorem pomysłu, zebrał nazwiska ciekawe, ale też teksty z różnych lat - czuje się, że trochę napracował się przy ich wyborze, a dzięki temu całość na pewno jest bardzo różnorodna. Od rzeczy wprost odwołujących się do świąt, do zupełnego dolotu tematycznego, od baśni, przez horror, aż po twardą fantastykę. Na duży plus - uzasadnienie wyboru i krótka notka o autorach (dość osobista). Może i nie wszystkie nazwiska są w tej chwili "na topie", ale to pisarze nagradzani i na pewno interesujący.

czwartek, 7 stycznia 2021

Elegia dla bidoków, czyli jemu się udało...

Powieść przyjąłem jakoś bez wielkiego entuzjazmu (pisałem o niej tu), a i film jakoś chyba nie zagości na dłużej w mojej głowie. Może dzięki roli Glenn Close ogląda się to całkiem nieźle, natomiast podobnie jak przy powieści - to raczej wydmuszka, a nie głęboki dramat, czy też analiza społeczna. Na szczęście mocno ograniczono rozważania na temat sąsiadów i próbę szerokiej diagnozy społecznej - jej namiastką są obrazki, gdy bohater jedzie przez miasta i widzi mało zadbane domy, nastolatki z alkoholem itp. Najważniejsza zaś staje się tu jego własna historia - dzieciństwo, które sobie przypomina, jadąc z powrotem do domu, by ratować tyłek swojej matce (Amy Adams). Ona przez wiele lat powtarzała mu jaka była dobra w szkole, jaką mogła zrobić karierę, ale ponieważ przytrafiło się jej dziecko, potem nie miała szczęścia do facetów, nie miała wsparcia ani kasy, skończyła jak skończyła. Czyli łapiąc się różnych fuch i szukając szczęścia w narkotykach. J.D. zresztą pewnie mógłby, podobnie jak wielu jego rówieśników i wielu przed nim, powielić podobny schemat - dobrze zapowiadający się, ale bez szans na wyrwanie się ze środowiska, z miasta, z regionu... Ile jest w każdym z krajów takich miejsc jak amerykańskie Apallachy, z których po kryzysie gospodarczym wycofał się przemysł, wcześniej wyeksploatowawszy ziemię i ludzi do cna.

środa, 6 stycznia 2021

Fizyka smutku - Georgi Gospodinow, czyli podróż przez czas, podróż przez uczucia

Zaległości ciąg dalszy, tym razem książkowych. Zbierałem się długo do napisania o tym tytule, bo też wcale niełatwo oddać wszystkie emocje jakie ona budzi. Melancholijne, pełne symboli i wizji, w których nie jesteśmy pewni do końca, co jest realne, a co jest jedynie fantazją, słowa Gospodinowa sprawiają wrażenie wspomnień, ale są raczej podróżą wgłąb pamięci. Tej narodowej, jak i tej osobistej. Spotkaniem przodków i pochyleniem się nad ich decyzjami, nad tym jak ich losy wpłynęły na nas samych. Ukształtowały nie tylko statut materialny, ale i to jak myślimy o sobie, czego się lękamy. Dzieciństwo jako kraina z której każdy wyrusza w podróż, potem jedynie tęskniąc za nią jak za domem, idealizując... A może ten smutek i gorycz to owoc rozczarowania, że nie wszystko układa się tak jak sobie to człowiek wyobrażał?  

wtorek, 5 stycznia 2021

Król, czyli czy można zachwycać się czymś tak brutalnym

Pora na zaległości serialowe z roku ubiegłego. Gdybym zdążył z notką w grudniu, w podsumowaniach na pewno o "Królu" bym napisał, czy zrobię to za rok, tego nie wiem.
Na razie wciąż jestem pod wrażeniem. Świetnie wykorzystano materiał literacki i zadbano o detale, o klimat (muzyka, kostiumy). No i jakie świetne role aktorskie!
Serial - palce lizać. No chyba, że kogoś brzydzą wszelkiego rodzaju wulgaryzmy, przemoc i dosłowność w pokazywaniu pewnych rzeczy. Wtedy "Króla" raczej powinien unikać.
Przy okazji mogę przypomnieć to co M. napisała o książce (sam nie wiem czemu ja tego nie zrobiłem, a teraz pewnie będę musiał sobie ją powtórzyć - ale w sumie to dobry pomysł, bo chcę sięgnąć też po "Królestwo") i co oboje napisaliśmy o spektaklu z Teatru Polskiego

poniedziałek, 4 stycznia 2021

Kroniki portowe - Annie Proulx, czyli zacząć od nowa

W ubiegłym roku zafundowałem sobie maraton czytelniczy z Annie Proulx, ale przeceniłem chyba swoje możliwości - to nie są lektury łatwe i przyjemne, przez które przelatuje się błyskawicznie. Może właśnie taki ich urok? Przyroda, która staje się równie ważnym bohaterem jak postacie, które w niej się szarpią, ich lęki, tęsknoty i marzenia, czasem ważniejsze niż ich działania... I zdania, przy których czasem masz ochotę się zatrzymać, tak ich połączenia są niebanalne. Ona po prostu nie tworzy historii od do, z wyraźnie zarysowaną akcją, ale każe nam się przyglądać detalom, poczuć jakąś atmosferę i w nią właśnie wejść, a nie szukać początku, końca, intrygi...
W "Drwalach" utknąłem na dłużej, okazuje się, że serial daje co najwyżej 1/10 tego co jest w powieści, nawet jeżeli chodzi o chronologię wydarzeń (no chyba, że będą kolejne sezony). Ale za to "Kroniki portowe" już połknięte. I mam ochotę powtórzyć sobie film, który wspominam bardzo miło (pisałem o nim tu).

Może dobrze, że nie pamiętałem go idealnie i nie skupiałem się na porównywaniu detali (np. czemu zabrano jedno dziecko bohaterowi), za to niektóre sceny i tak przypominały się jak żywe (budzenie się trupa :)).

niedziela, 3 stycznia 2021

Powrót z bambuko – Katarzyna Nosowska czyli książka na dobry początek nowego roku

Cieszę się, że rok 2021 zaczęłam od audiobooka Kasi Nosowskiej. I wydaje mi się, że ta książka największy efekt osiąga właśnie w tej formie, czytana przez autorkę, która swoją intonacją, barwą głosu i akcentem wyciąga z tekstu najwięcej, najdosadniej i najbardziej szczerze treści jakie pragnie nam przekazać.


Bambuko to potoczne powiedzonko, które w czasach mojej młodości znaczyło tyle co: nabicie kogoś w butelkę, robienie kogoś w balona czy w konia. Innymi słowy robić kogoś w bambuko to: oszukać, niekiedy ośmieszyć, wykorzystując cudzą dobroć, naiwność, wiarę. A co jeśli w bambuko, raz zupełnie niechcący a raz z pełną premedytacją, robi nas świat zewnętrzny a w nim ludzie nam najbliżsi? Tak na dobrą sprawę, każdy z nas miał lub dalej ma swoje „bambuko”…

I jeszcze świątecznie, czyli 1800 gramów i Pewnego razu w Betlejem

 

.

Niby już po Świętach Bożego Narodzenia, ale jak ktoś ma ochotę jeszcze przedłużyć sobie tą atmosferę to dwie propozycje filmowe. A w tym tygodniu dorzucę jeszcze książkową.
1800 gramów to ubiegłoroczna produkcja TVN - coś co miało być kontynuacją pasma sukcesów ich komedii Listy do M. Takie połączenie komedii romantycznej i kina społecznie zaangażowanego, bo Magdalena Różczka zaangażowana jest we wsparcie jednego z ośrodków preadopcyjnych dla maluszków i chętnie wystąpiła w filmie, który pokazuje problemu takich placówek. Jak wyszło? Niestety płyciutko, bo poza problemami finansowymi i pazernym deweloperem, który chce przejąć działkę, niewiele z tego wynika. Wątki z dziećmi, które kogoś zaciekawiły, nie są kończone, a nacisk jest położony na to, by bohaterka, zabiegana i nie mająca czasu dla siebie, dostała szansę na zakochanie. Scenariusz coś rozwija, a potem nagle na siłę wszystko jest kończone i to w zalewie słodkiego optymizmu - wiadomo, skoro Święta, to musi być dobre zakończenie.

sobota, 2 stycznia 2021

Płotka - Lisa Brennan-Jobs, czyli nie potrafiłem bardziej z Tobą i dla Ciebie być...

Wszyscy kojarzymy kim był Steve Jobs, być może ktoś interesował się bardziej nie tylko jego osiągnięciami na polu biznesu komputerowego, ale i jego charakterem, tym jaki był prywatnie. I oto do pełni obrazu otrzymujemy jeszcze jeden element. Choć prawdę mówiąc przy lekturze książki jego córki, nie miałem takiego odczucia, żeby w tym przypadku istotne było kim jest jej ojciec. To opowieść dziecka, które jest odrzucone, a przynajmniej tak się czuje, to opowieść dziecka, które pragnie akceptacji i miłości. Rodzice Lisy rozstali się jeszcze przed jej urodzeniem i choć później utrzymywali jakieś kontakty, to raczej ich powodem było właśnie istnienie córki, dla której matka najpierw wywalczyła alimenty, a potem już ona sama próbowała dla siebie wywalczyć odrobinę kontaktu. 

piątek, 1 stycznia 2021

Cóż za piękny dzień, czyli i po co ta podejrzliwość, po co ta złość?

Minęło 10 lat od założenia Notatnika, 10 lat pisania dzień w dzień, czyli 3653 notek. Zastanawiam się czy z tej okazji nie obdarować Was kilkoma książkami ze stosów jakie mi się piętrzą, ale jeżeli to zrobię, to pewnie na FB Notatnika.
A póki co, robię to co lubię, czyli piszę o jakichś odkryciach, dzieląc się emocjami. I na nowy rok coś ładnego - ciepłego, może i trochę uproszczonego, ale jak na film amerykański i tak bez patosu... Po prostu historia dość minimalistyczna, pełna dobroci, życzliwości, wybaczenia. Film biograficzny i choć pewnie, podobnie jak i ja, niewiele wiecie o Panu Rogersie, to w niczym nie przeszkadza, by zachwycić się tą historią. W USA to postać uwielbiana od wielu lat, ktoś w stylu p. Zygmunta Kęstowicza u nas, tyle że program Pana Rogersa był nie tylko programem edukacyjnym jak nasz Zwierzyniec. Fred Rogers też występował z kukiełkami, też śpiewał, ale interesowały go prawdziwe historie o życiu, o tym jak sobie radzić z emocjami, szczególnie tymi trudnymi. Prowadzić program gdzie opowiada się o smutku, żałobie, złości, żalu i tym podobnych sprawach i jednocześnie nie przynudzać i stać się legendą, autorytetem? Nie każdy by pewnie tak potrafił.