Od czasu do czasu warto wrzucić notkę z czymś starszym, żeby przypomnieć młodszemu pokoleniu, że filmu powstawały również przed rokiem 2000. I to lepsze!
Żartuję - sam nadrabiam różne zaległości albo oglądam coś ponownie z przyjemnością, a potem staram się dołączyć notkę do tej dłuuuugiej listy obejrzanych filmów.
Z Allenem jest tak, że albo się go lubi albo nie trawi. Większość filmów ma przegadanych, ale to właśnie w tych dialogach ukrywa się to za co kochamy tego reżysera. Inteligentne dowcipy, trochę neurotyczne grzebanie we własnych emocjach, rozważanie na głos tego, o czym rzadko się mówi. Nikt tak ciekawie nie pokazuje różnych frustracji, lęków, nerwic, jednocześnie bawiąc rozbrajającą szczerością i przykuwając uwagę, bo w tych jego poszukiwaniach idealnego związku, obrazu siebie, który by nie dołował, radości życia i odpowiedzi na różne pytania, jest coś fascynującego.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
piątek, 14 sierpnia 2020
Potop - Salcia Hałas, czyli ballada o rezygnacji

Po lekturze takiej książki, to i notka powinna być jakaś wyjątkowa.
Urywana.
Chaotyczna.
A jednocześnie udająca, że jest w niej więcej treści niż naprawdę jest.
Tylko ja chyba tak nie potrafię.
To nie tylko zabawa formą, tworzenie poematu prozą.
Konstrukcja tekstu.
Trzeba jeszcze mieć w głowie jakąś historię.
I choćby się wydawało komuś, że tu nie ma treści, nie ma akcji, to przecież ważne są postacie, choćby i przerysowane oraz realia w jakich tkwią, jakoś już wcale tak nie odległe od rzeczywistości.
Dziki Bill czyli żeby tak nie zadzierał nosa
Obecnie by jakiś serial kryminalny został zapamiętany, trzeba czegoś wyjątkowego - czasem twórcy stawiają na plener, klimat, czasem na ciekawego bohatera. W przypadku Dzikiego Billa trudno mi wskazać czym to coś miałoby być. Sceneria to leniwe brytyjskie peryferia, ale jakoś mocno ich się nie eksponuje, bohater to cynik, w dodatku dość zadufany w sobie i nie przepadający za ludźmi. Za co go lubić? Za to, że w Stanach miał sukcesy? Teraz przybył tu by realizować misję jakiej nikt nie chciał się podjąć - dokonać reorganizacji, której efektem mają być duże oszczędności.
czwartek, 13 sierpnia 2020
Blizna - Auður Ava Ólafsdóttir, czyli jak żyć z ranami
Seria Skandynawska potrafi zachwycić, ale czasem i zaskoczyć, tak jak miało to miejsce w przypadku mojej lektury "Blizny". Jak dla mnie to powieść zszyta z zupełnie dwóch odmiennych narracji i o ile pierwsza, niełatwa, dawała do myślenia, druga niestety rozczarowuje banalnością odpowiedzi na pytania, które wcześniej się mogły pojawić u czytelnika.
Bohater - Jonas Ebenezer - jest człowiekiem, który stanął na jakimś zakręcie i nagle stwierdza, że nie widzi już sensu dalszego życia. Nic go nie cieszy, na nic nie czeka. Tak naprawdę nawet spotkania z ludźmi męczą, bo wciąż zmuszają go do odłożenia tego co sobie zaplanował.
Jak tego dokonać, żeby nikogo jednocześnie nie narazić na stres? Może wyjechać za granicę, tam gdzie nikt nie jeździ, gdzie nikt go nie zna i nikt nie będzie się nim interesował?
Bohater - Jonas Ebenezer - jest człowiekiem, który stanął na jakimś zakręcie i nagle stwierdza, że nie widzi już sensu dalszego życia. Nic go nie cieszy, na nic nie czeka. Tak naprawdę nawet spotkania z ludźmi męczą, bo wciąż zmuszają go do odłożenia tego co sobie zaplanował.
Jak tego dokonać, żeby nikogo jednocześnie nie narazić na stres? Może wyjechać za granicę, tam gdzie nikt nie jeździ, gdzie nikt go nie zna i nikt nie będzie się nim interesował?
Siedem sióstr, czyli polityka jednego dziecka
Dawno nie było na Notatniku Fantastyki? Ano filmowo niewiele ciekawego upolowałem, a literacko mam sporo w zapasie, ale ciężko uporać się z zaległościami. "Siedem sióstr" to może nie świeżynka, bo ma już dwa lata, sam pomysł jednak mi się spodobał na tyle, że przymykam oko na schematyczną sieczkę w drugiej połowie obrazu.Co w nim oryginalnego? Oto świat, w którym zgodnie z prawem można posiadać jedynie jedno dziecko. Przeludnienie sprawiło, że restrykcje są bardzo ostre - pociechy odbierane są zaraz po urodzeniu, a te które przeżyły rejestrowane w specjalnych bankach danych i jedynie one mogą poruszać się, choć i tak z pewnym ograniczeniami. Pewien człowiek tak kochał swoje dzieci, że wymyślił sposób na przechytrzenie systemu - skoro wszystkie siedmioraczki są płci żeńskiej i w miarę do siebie podobne, to będą korzystać z jednej tożsamości, po prostu wychodząc z domu w inne dni tygodnia.
środa, 12 sierpnia 2020
MoMo - Różowy/Niebieski, czyli niby sprzed roku, ale dla mnie hit
Buszując po sieci w płytach z ubiegłego roku można czasem znaleźć bardzo sympatyczne i mało znane rzeczy. Ania Ołdak, nagrywająca jako MoMo ma świetny głos, a jej kompozycje naprawdę wpadają w ucho. Gdy tak modne jest proste granie Kwiatu Jabłoni, aż dziwne, że te kawałki nie zwróciły większej uwagi. Są bardziej popowe, mniej tu akustyki, ale słychać podobną lekkość i radość.
wtorek, 11 sierpnia 2020
Dalekie Pawilony - M. M. Kaye, czyli czy można mieć dwie ojczyzny

Jak przyjemnie jest czasem zanurzyć się w takie powieści, ciągnące się latami, pełne dramatów, uniesień i porażek, pełne szczęścia i smutku. Dwa tomy (bo tak wznowiło to Wydawnictwo Poznańskie), to cegły po blisko 800 stron, niełatwe do czytania w komunikacji bo wielkie, nieporęczne. Lektura też raczej do powolnego podążania za bohaterami, a nie wciągająca bez reszty na ileś dni i wieczorów. Autorka wychowała się w Indiach, zna je można by rzec od podszewki, wiadomo jednak, że dla miejscowych nigdy nie będzie "swoja". To rozdarcie - bycie "inną", a jednocześnie nigdzie do końca nie akceptowaną, tą miłość do kraju, do jego kultury, do różnorodności, do jego historii i do przeciwieństw jakie w nim tkwią, starała się zawrzeć w tej powieści.
2xBurton i Deep, czyli Sweeney Todd i Mroczne cienie
Tim Burton w duecie z Johny'm Deep'em stworzyli kilka niezapomnianych produkcji. Niestety zdarzyło się im tworzyć też rzeczy mniej udane. Można w nich dostrzec pewne elementy, które gdzie indziej zagrały, ale jak widać nie zawsze szablon się sprawdza. Nie wystarczy Deep w kolejnych maskach, minach, makijażach, nie wystarczy humor, bajkowa scenografia i odrobina okropieństw. Aby było oryginalnie musi być materiał wyjściowy.
Tymczasem "Mroczne cienie" od początku trąciły kiczem - to produkcja zdaje się z lat 60, serialowy koszmarek, opera mydlana z wątkami demonicznymi nie jest tak komediowa jak Rodzina Adamsów, ale jej fabuła jest zbyt prosta i dziecinna jak na poważny film dla dorosłych.
Tymczasem "Mroczne cienie" od początku trąciły kiczem - to produkcja zdaje się z lat 60, serialowy koszmarek, opera mydlana z wątkami demonicznymi nie jest tak komediowa jak Rodzina Adamsów, ale jej fabuła jest zbyt prosta i dziecinna jak na poważny film dla dorosłych.
poniedziałek, 10 sierpnia 2020
Nie ma nas w domu, czyli mieć czy być
Ken Loach przyzwyczaił nas do tego, że opowiada o ciężkim losie zwyczajnego człowieka, którego życie wciąż toczy się pod górkę. Jak by nie chciał zmienić swojego losu, to system, silniejsi, bogatsi, wciąż mu dopieprzają. Czy swoimi filmami jest coś w stanie zmienić, uwrażliwić nas trochę, przekonać, że to nie pieniądz jest najważniejszy, a relacje? Ośmielam się wątpić. Może jednak otworzy oczy tym, którzy biegają w tym kołowrotku i pozwoli uwierzyć, że jest inna droga?
"Nie ma nas w domu" nie jest seansem przyjemnym. To dość depresyjne gdy obserwujemy jak bohaterowie z uporem starają się zapewnić swoim dzieciom sensowny byt, a jedynym wyjściem jakie widzą to pracować więcej i ciężej.
"Nie ma nas w domu" nie jest seansem przyjemnym. To dość depresyjne gdy obserwujemy jak bohaterowie z uporem starają się zapewnić swoim dzieciom sensowny byt, a jedynym wyjściem jakie widzą to pracować więcej i ciężej.
Latający słoń/Dzieci księżyca - Boris Akunin, czyli walka równie istotna jak ta w okopach

Druga odsłona cyklu Bruderszaft ze śmiercią. A może powinienem napisać trzecia i czwarta odsłona? Przecież każda książka przynosi dwie oddzielne historie. Łączą je bohaterowie, łączy je klimat i czas w jakim umieszczona jest fabuła. Po wybuchu I wojny światowej cała Europa stanęła w ogniu, ale poza zmaganiami na froncie bezpośrednim, jest również nie mniej ważna inna linia walk: wywiadów i szpiegów, którzy za wszelką cenę chcą przeciągnąć szansę na swoją stronę. Zniszczyć potencjał militarny, wykraść plany, siać destrukcję - to front, który w równie wielkim stopniu może wpłynąć na zwycięstwo jak ten z okopami.
Akunin umiejętnie wykorzystuje tło historyczne, pokazuje atmosferę w jednostkach, czy nastroje wśród młodych w miastach, a jednocześnie snuje sensacyjno-przygodową intrygę, ubarwiając ją ilustracjami i fragmentami utworów muzycznych jakie jego zdaniem mogłyby towarzyszyć poszczególnym scenom ekranizacji.
niedziela, 9 sierpnia 2020
Kierunek Dolny Śląsk, czyli wciąż nam mało
Długa przerwa na blogu, ale ani kompa ze sobą nie brałem, ani nawet jakbym go miał i tak pewnie bym nic nie pisał. Intensywne kilka dni urlopu zaplanowanego na ostatnią chwilę, a potem jeszcze bonus, czyli doba spędzona z przyjaciółmi w drugim końcu Polski. Prawie półtora tysiąca km. w 6 dni. Ale ile wspomnień. I ile zdjęć. Dlatego postanowiłem popełnić kolejną notkę krajoznawczą.Wracamy w region, który kiedyś już "liznęliśmy" (kto ma ochotę niech zajrzy tu), już jednak wiemy, że będziemy do niego wracać, bo jeszcze wiele przed nami, lista jest dłuuuga, a niektóre miejsca odwiedzone chcemy zaliczyć raz jeszcze. W dobie koronawirusa niestety wiele rzeczy jest mocno ograniczonych (wszystkie atrakcje ekstremalne) lub nie starczyło na nie czasu. Ale po kolei.
niedziela, 2 sierpnia 2020
Psychoterapeutka - Helene Flood, czyli prawie idealne życie
Psycholog zabiera się za pisanie kryminałów? To może być niezłe. Dodajmy do tego jeszcze skandynawski klimat. O! Oczekiwania rosną. Może dlatego lektura "Psychoterapeutki" okazuje się niestety rozczarowaniem - gdyby od początku powiedziano, że to schematyczne czytadło, w którym więcej z obyczaju, niż thrillera, pewnie bym nie marudził. Ale skoro obiecywano emocje...
No to szczerze: zabrakło mi ich.
Nawet wątek pracy psychoterapeutycznej nie został do końca wykorzystany. A powiedziałbym, że Sara jak na profesjonalistkę ma raczej słaby wgląd w siebie i własne uczucia, nie radzi sobie z sytuacją i jest pogubiona bardziej niż czytelnik, który dość szybko wpada na pewne rozwiązania.
No to szczerze: zabrakło mi ich.
Nawet wątek pracy psychoterapeutycznej nie został do końca wykorzystany. A powiedziałbym, że Sara jak na profesjonalistkę ma raczej słaby wgląd w siebie i własne uczucia, nie radzi sobie z sytuacją i jest pogubiona bardziej niż czytelnik, który dość szybko wpada na pewne rozwiązania.
Projekt Koliber, czyli za czym wciąż gonimy
Coś co było reklamowane jako thriller, okazało się raczej dramatem i to dość mocno rozwodnionym emocjonalnie, zainteresował mnie jednak temat tego filmu, czyli coś co napędzało bohaterów.A tym czymś był... czas.
Przeliczanie każdej milisekundy na sukces, na pieniądze - nam się kojarzy to ze sportem, a tu okazuje się, że jeszcze większe znaczenie ma to dla handlujących akcjami. Aż dziwne, że urzędy kontrolujące giełdę jeszcze nie doszły do wniosku, że to forma oszustwa - skoro masz informacje o tym co będzie kupowane lub sprzedawane przed innymi, to posiadasz bezcenne informacje... Niby każdy twój ruch też wpływa na wartość akcji, ale nawet z tej różnicy w ciągu doby masz zysk rzędu milionów dolarów.
W głowie się nie mieści.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







