Jako że jutro całodniowa delegacja i notki nie będzie, to leci jeszcze drugi wpis, tym razem serialowy.
"Pewnego razu na krajowej jedynce" mocno wyróżnia się spośród innych rodzimych produkcji serialowych i to nie tylko spośród tych netflixowych, ale generalnie wszystkich. Niewielu twórców czuje u nas czarną komedię, pewnie też boją się reakcji publiczności i niewielu ma odwagę w takim kierunku zmierzać. A tu proszę. Coś pomiędzy Tarantino, Fargo, ale nasze krajowe, swojskie. Czyli generalnie szaro, ponuro i siermiężnie. A mimo to jakoś inaczej niż zwykle. Każde z czwórki bohaterów raczej nie będzie kojarzyć nam się z bohaterem, któremu można by kibicować, a mimo to z ciekawością ogląda się ich perypetie.
Oto ojciec, który mimo że mocno pogrążony w swoim nałogu, nagle odkrywa że ma dorastającą córkę i powinien mocniej zainteresować się jej życiem. Co też czyni w dość dziwny sposób, bo gdy ta komunikuje mu iż zaszła w ciążę, postanowił siłą zapakować ją w samochód i wyruszyć w stronę Czech, by dokonać aborcji. By jednak trochę przyoszczędzić na trasę zabiera jeszcze dwoje współpasażerów, nie wiedząc że sam się prosi o kłopoty, bo oni tak potulni względem niego jak córka nie mają zamiaru być. Zresztą ona też za wszelką cenę chce mu zagrać na nosie. Podróżująca z nimi kobieta, której właśnie zawaliło się życie, gdy bogaty facet kazał jej się wynosić, bo teraz wybrał sobie młodszą oraz nieśmiały, zakompleksiony chłopak marzący o tym by któraś z wielu dziewczyn pokochała go w realu, a nie jego internetowy profil, zgodnie uznają że kierowca to gbur, prostak, ale raczej niezdolny do krzywdzenia. Przekonają się wkrótce czy któreś z nich będzie miało w sobie tyle determinacji by dokonać czegoś złego...
Cała zabawa polega na tym iż przypadkowo zamieniają swój samochód na stacji benzynowej na auto złodzieja, który właśnie napadł na bank i wiezie w bagażniku sporą sumkę. Gdy się orientują, każde z czwórki bohaterów ma sporą pokusę, by zaopiekować się przynajmniej częścią tej kwoty, złodziej oczywiście będzie ich ścigał, a zainteresowanych przytuleniem torby będzie jeszcze kilka osób.
Serial wcale jednak nie idzie śladami Guya Ritchie by stworzyć szaloną i pełną akcji fabułę, rozwija się to wszystko dość powoli. Klimat za to tworzy nie tylko nie zawsze przewidywalne zachowanie tych postaci, ich nieporadność, ale i fakt iż o każdym z nich możemy dowiedzieć się czegoś więcej. Przyglądając się ich przeszłości, rozumiemy lepiej czemu obecnie próbują wydawać się inni, są bardziej gotowi do ryzykowania, do czegoś szalonego. Los wyrwał ich z marazmu, z problemów, postawił w sytuacji ekstremalnej, mogą więc na chwilę spróbować jakby to było być kimś innym, coś zmienić.
Może i na jak na komedię za mało zabawne, może jak na kino akcji zbyt dużo mielizn, uwierzcie jednak że i tak ogląda się z ciekawością. Za oryginalność, za klimat, z ciekawe postacie - duże brawa. Choć przyznaję że spokojnie można byłoby to skrócić do pełnego metrażu, a nie serialu.
Pokręcone, trochę mroczne, w odróżnieniu jednak od Tarantino czy Cohenów, nie ma tyle przemocy, która dla niektórych bywa niesmaczna.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz