sobota, 28 września 2019

I sprawisz, że wrócę do prochu - Ambrose Parry, czyli medycyna, ambicje, zbrodnie i grzech

Ta powieść to przemiłe zaskoczenie. Spodziewałem się kryminału retro, bez większych niespodzianek, a tu mogłem się przenieść w klimaty jak z serialu The Nick, który  uwielbiam.
Edynburg, koniec XIX wieku, rozwój medycyny, eksperymenty, bo przecież nauka wciąż się rozwija, ogromna przepaść między bogatymi i nędzarzami, przestępczość, wobec której prawo często jest kompletnie bezradne. To jakby dostać trzy w jednym: coś w rodzaju Stulecia chirurgów, kryminał i jeszcze powieść historyczną. I nie dość, że wszystko zgrabnie połączone, to jeszcze każda z tych warstw bardzo smakowita.
Najmniej tu paradoksalnie miasta i ludzi, bo choć zaglądamy o do domów bogatych i w ciemne zaułki, klitki gdzie przyjmują kobiety, które upadły na samo dno, to bohater niewiele się włóczy po ulicach. Niby wiemy dlaczego - pożyczył pieniądze od ludzi, którzy są dość bezwzględni w ich odzyskiwaniu, a on nie jest w stanie ich zwrócić. Nie poznamy jednak przez to zbyt wielu zakamarków miasta. Chciałoby się po prostu więcej. Tej historii nie jest wcale aż tak mało - widzimy jak bardzo mężczyźni ograniczają świat kobiet, szanse ich rozwoju, widzimy rozwarstwienie społeczne i możliwości jakie są przekazywane niestety z pokolenia na pokolenie, jedni dziedziczą choroby i biedę, inni majątek i przywileje. Niewielu potrafi przełamać te bariery, a nawet jeśli się tak dzieje, są to mężczyźni. Czy da się dzięki wsparciu jakiegoś wujka skończyć studia? I potem jeszcze tylko marzenie: dostać się na praktyki do kogoś szanowanego, by dzięki niemu zdobyć nie tylko wiedzę, ale i kontakty...

Taką właśnie ścieżkę wybrał William Raven, młody chłopak, marzący o zmianie swojego otoczenia, swojego świata. I udało mu się. Może dlatego, że trafił pod skrzydła dobrego opiekuna, dr. Simpsona, lekarza, który sam pochodzi z plebsu i dorobił się majątku - teraz jest wyrozumiały dla niedoskonałości swojego praktykanta. William będzie czynił pierwsze kroki w karierze ginekologa (czy raczej położnika, bo głównie odbieraniem porodów zajmowali się wtedy lekarze, krojenie zostawiając chirurgom, którzy byli postrzegani jako lekarze gorszego sortu), pomagał w badaniach nad substancjami znieczulającymi (bądź usypiającymi), no i prowadził dodatkowo jeszcze swoje śledztwo w sprawie tajemniczych śmierci kobiet, które jego zdaniem umierały otrute w cierpieniach, a policja ze względu na ich pochodzenie i trudne warunki, każdą śmierć kwalifikowała jako samobójstwo. W śledztwie Williamowi pomoże Sara Fisher, pokojówka w domu jego mentora, dziewczyna z marzeniami i charakterem. Można by rzec, że mamy więc dwójkę postaci prowadzących dochodzenie, czasem niezależnie od siebie, czasem wspólnie, każde z nich ma swoje przygody i niełatwe doświadczenia, a dodatkowym, wyrazistym bohaterem jest lekarz, w którego domu mieszkają. Trochę ekscentryk, ale na pewno postać nietuzinkowa.
Każde z nich wprowadza tu coś ciekawego. Sara, mówienie o tym iż kobiety nie muszą być skazane na los jaki dyktują im mężczyźni, William, trochę łobuzerki i kombinowania, a dzięki Simpsonowi dotykamy świata medycyny, medykamentów, operacji i odkryć. I mam ogromną nadzieję na ciąg dalszy, bo zdaje się, że Ambrose Parry (a raczej para pisarz Chris Brookmyre i lekarka Marisa Haetzman) stworzyli całą serię w tych klimatach. Może i wątek kryminalny gdzieś ginął z oczu chwilami, ale nudzić się nie nudziłem ani przez chwilę. Bardzo smakowite (choć chwilami przerażające w opisach) danie w wiktoriańskich klimatach i mrocznych barwach.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza