niedziela, 29 września 2019

Deprawator, czyli artyści piją i dyskutują


R.: Jakie wrażenia po „Deprawatorze”?

MaGa : Sama się sobie dziwię, bo Gombrowicz do tej pory mnie w żaden sposób nie pociągał, a po spektaklu go polubiłam. Przeczytałam nawet „Gombrowicz.Ja geniusz” K. Suchanow - jego biografię, żeby go bardziej zrozumieć, ale dalej nie było mi z nim po drodze. Dopiero teraz…


R.:Może dlatego, że w tym spektaklu dostajesz taki dość uproszczony wizerunek, takie the best of, czyli najbardziej znane cechy i teksty pisarza, w dodatku zagrane po mistrzowsku przez Andrzeja Seeweryna. Ale to przedstawienie nie tylko o nim, bo przecież mamy też żonę Gombrowicza i goszczących w jego domu Czesława Miłosza i Zbigniewa Herberta.


MaGa: Ten spektakl w moim odczuciu to taka swoista debata o Polsce, polskości, patriotyzmie, historii i wizji przyszłości Polski, katolicyzmie, ateizmie. Debata w pigułce prowadzona przez trzech wielkich literatów: Witolda Gombrowicza (Andrzej Seweryn), Czesława Miłosza (Wojciech Malajkat) i Zbigniewa Herberta (Paweł Krucz). I, o dziwo, nie było to wcale nudne. Raczej intrygujące, momentami śmieszne. A przecież to ich własne słowa, ich stanowiska.



R.: Oczywiście pewien wybór, czasami wplecione to jest w rozmowę między nimi, dyskusję, a czasem, jak w przypadku Herberta jest to jedynie jego komentarz poetycki. Nie wiemy ile w tym uproszczeń, trzeba jednak przyznać, że dobrze wykazane różnice w podejściu do pewnych spraw, podkręcają atmosferę, dodają pikanterii. Nie oglądamy jedynie spotkań towarzyskich na obczyźnie, pisarzy marzących o tym by czytano ich nie tylko w kraju, ale i na świecie. Ich dyskusje na temat emigracji, stosunku do ojczyzny, do tego co w sercach i głowach rodaków, choć minęło od nich ponad 50 lat, wciąż mogą nieść dla nas jakieś odniesienia do współczesności.


MaGa: Ten spektakl to właściwie rozmowa w odcinkach (odsłonach) pomiędzy Gombrowiczem a Miłoszem, Miłoszem i Herbertem i poniekąd – jakby pośrednio – Gombrowiczem i Herbertem, który po początkowym zachwycie zraził się jednak mocno do Gombrowicza i nie chciał go odwiedzać.


R.: Dodajmy jednak, że ponieważ pomieszkiwał o Miłosza, często jednak do postawy "tego starego pederasty" jak nazywał go Herbert, wracali w rozmowach. A znowu młody poeta pojawiał się w dyskusjach u Gombrowicza. Jakoś dla siebie stali się w pewien sposób istotni, ocena twórczości jednego, była ważna też dla drugiego.

MaGa: Zwróciłam uwagę nad sposobem przedstawienia tych trzech wielkich. Reżyser Maciej Wojtyszko nie ustawił ich na piedestale; to zwykli ludzie ze swoimi wadami i zaletami, którzy umieją kulturalnie (zabawnie, szyderczo lub prześmiewczo) rozmawiać o rzeczach istotnych, ważnych dotyczących ojczyzny. Którym na sercu leży dobro kraju, ale każdy widzi to trochę inaczej. Aż nie chce się wierzyć, że tak można rozmawiać. To tak inny świat od naszego, współczesnego.

R.: Pewnie te dyskusje bywały jeszcze bardziej gorące, szczególnie gdy pojawiał się alkohol na stole. Tu słowa o zdradzie padają, ale nie ma aż tak wielkich emocji, jakbyśmy sobie mogli wyobrażać. Bez inwektyw, agresji, wciąż z poszanowaniem adwersarza.


MaGa: Zastanawiałam się czy mówienie po francusku Gombrowicza z żoną miało jakiś cel, przecież na widowni nie wszyscy rozumieli ten język… masz jakieś przemyślenia?


R.: Realizm? Przecież partnerka i późniejsza żona nie znała polskiego. Podkreślenie snobizmu i wielkiego ego?


MaGa: Myślę, że też. Jednak skłaniam się do stwierdzenia, że ten spektakl nie jest dla wszystkich. Chodzi mi o wyłapywanie kontekstów np. Magda Zawadzka jako Iza de Neyman opowiada o młodym aktorze Holoubku, powstawanie KIK-ów (inteligencja może być wrodzona) itp. jest zabawny właśnie przez znajomość kontekstu. To też walor tego spektaklu, ale czytelny raczej dla starszych widzów.


R.: Zgadzam się. I pewnie dla każdego kto zna twórczość panów, też przyjemność z oglądania tego spektaklu będzie większa. Nie poruszamy się wtedy jedynie w obszarze pewnych stereotypów na temat każdego z panów - kto jest prowokatorem, kto konserwatystą, a kto kosmopolitą. Sporo filozofii, literatury, takie smaczki dla tych, którzy aspirują do miana przynależności do inteligencji.


MaGa: Gombrowicz jawił mi się do tej pory jago egocentryk i dziwak. Po tym spektaklu widzę go jako człowieka znającego swoją wartość, świadomego swojego talentu. Przez to mało skromnego. Jednak mającego w sobie też dużą dawkę dystansu do siebie i oglądając w tej roli A. Seweryna ta postać nie złości, raczej śmieszy.


R.: Na pewno w granej przez niego postaci jest jakiś sznyt, elegancja, nawet jeżeli bywa komiczny w swoich pozach, to go lubimy, nie jest kimś kogo byśmy postrzegali jako człowieka nieprzyjemnego w kontakcie. O każdym dowiadujemy się tu tak naprawdę niewiele - o Miłoszu np. informacje na temat jego propagowania literatury polskiej w USA, nagrodach jakie gdzie tam przypadał w udziale każdemu z nich, padają tytuły, ale najważniejsze jest to iskrzenie między nimi - dzielące ich różnice w patrzeniu na pewne sprawy, charaktery, światopogląd...

MaGa: Chyba nie będziemy więcej odkrywać treści spektaklu, bo jednak każdy widz chciałby coś odkryć samemu i nie będziemy psuć nikomu tej frajdy. Powiem tylko, że ogromnie podobała mi się scenografia tego spektaklu – w małej przestrzeni Sali Kameralnej stworzono dwa domy w zależności od tego, którymi drzwiami wchodzono. Brawo za pomysł!


R.: Niby dużo się nie działo, sceny wydawały się dość przypadkowe, nie łączyły się w spójną fabułę, ale oglądało się to z przyjemnością. Zarówno jeżeli chodzi o stronę aktorską, pomysł, jak i sam tekst.


MaGa: Ogromna szkoda, że teraz tak się nie dyskutuje o sprawach ważnych. Debata publiczna różni się znacznie od rozmów jakie prowadzili ze sobą Miłosz z Gombrowiczem i pośrednio z Herbertem. Oni pokazują, że można trwać przy swoim stanowisku, ale można też być dalej człowiekiem kulturalnym, a nie obrzucać przeciwnika inwektywami, szanować jego stanowisko, doceniać starania. Centralną postacią spektaklu był Gombrowicz, zaraz za nim Miłosz. Trochę szkoda, że więcej nie było Herberta. Ale i tak mocno zaznaczyły się trzy różne punkty widzenia tych osób na sprawy istotne dla Polski. I to jest dodatkowa wartość tego spektaklu.


R.: Ano właśnie, w sytuacji gdy Miłosz i Gombrowicz tak często mówili podobnie, brakowało Herberta dla równowagi, pokazany został trochę jako młody, jeszcze mało zrównoważony, nazbyt rozemocjonowany. Jak się okazuje rozmowy o ojczyźnie i synowiźnie, o tym co ważniejsze: honor, czy święty spokój, czy wartości muszą być wspólne i niepodważalne, wciąż mogą budzić ciekawość i emocje. 


MaGa: Polecam ten spektakl.


R.:Na pewno nie wyszedłem rozczarowany. Trochę żal, że panie nie miały więcej do zagrania, naszą uwagę jednak kradną trzej panowie (wszyscy ciekawi, ale Seweryn to jednak klasa sama w sobie).


Szczegóły:
Reżyseria: Maciej Wojtyszko Scenografia: Paweł Dobrzycki
OBSADA: Janina Miłosz: Grażyna Barszczewska
Rita Labrosse: Anna Cieślak
Charlotte Caire: Katarzyna Skarżanka
Iza de Neyman: Magdalena Zawadzka
Zbigniew Herbert: Paweł Krucz
Czesław Miłosz: Wojciech Malajkat
Witold Gombrowicz: Andrzej Seweryn

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza