niedziela, 22 września 2019

Na cały głos, czyli jaki ten świat prosty

Sporo słyszałem o tym serialu dobrego, że niby odważny, demaskatorski... Cóż, subtelnością nie grzeszy, ale co do prawdy jaką ma opowiadać, pozwolicie że pozostanę ciut sceptyczny. Nie, to nie jest tak, że podejrzewam jakiś spisek lewicy, by przyłożyć konserwatystom, ale naprawdę ogląda się to dziwnie. Zwłaszcza gdy przypominasz sobie inne obrazy dotyczące stacji telewizyjnych i roboty dziennikarskiej - zestaw sobie "Na cały głos" np. z "Newsroom" i masz obraz świata, w którym lewicowi i liberalni dziennikarze to ideowcy, sympatyczni, walczący o prawdę, a prawicowcy to bez wyjątku kłamliwe świnie, szowiniści i najgorsze skór....ny.

Roger Ailes, twórca i szef FOX news przez kilkadziesiąt lat był jedną z najbardziej wpływowych osób w USA, wykorzystał lukę medialną, to że masa ludzi nie czuła zaufania do liberalnych telewizji, nie czuła że są wyrazicielem ich opinii. Zarobił dzięki temu masę kasy, ale miał też ambicje, by kierować dzięki swojej telewizji np. wynikami wyborów. Jak to robił? Serial odsłania trochę kulisy tego co robił, ale niewiele w tym pracy profesjonalnej, a raczej skupianie się na najbardziej chamskich numerach, manipulacjach do jakich się posuwano za jego wskazówkami. To był geniuszem, czy jednak kłamcą, tyle że przez ponad 20 lat nikt nie potrafił mu tego udowodnić? Łatwo czyjąś pracę podsumować: to faszysta, manipulant i oglądają go tylko prymitywni ludzie. Tylko obraża się w ten sposób może i połowę społeczeństwa, bo oni kochali FOX bo czuli, że ta stacja wyraża ich własne poglądy. Ailes po prostu to wyczuwał. Czy manipulował? Pewnie tak, ale i druga strona robi to samo. Szkoda, że jednak twórcy nie spróbowali pokazać, że on wierzy w to co robi, że walczy o prawdę (w swoim przekonaniu), bez definiowania jego poglądów łopatologicznie, by widz nawet nie próbował polubić bohatera.
Russel Crowe mocno zmieniony przez charakteryzatorów, stworzył postać, która od początku budzi niechęć i obrzydzenie. I to nawet bez molestowania. A gdy dodamy do tego sceny "promowania" kolejnych młodych kobiet, zakłamanie, ogląda się to z coraz większą niechęcią. I chyba to największa wada serialu. Twórcy tak skupili się obnażeniu wad, że ten człowiek wydaje się mało prawdziwy, nie ma tu czegoś co by budziło ciekawość, jakąś zmianę, napięcie, dylematy. O ile "Newsroom" był bajeczkowaty, to każdy odcinek to była jakaś ciekawa sprawa - ich wygrana lub zwycięstwo, tu się tego kompletnie nie czuło.
Ciekawe, ale w mojej opinii, zbyt jednowymiarowe.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza