niedziela, 12 czerwca 2016

Polak sprzeda zmysły - Konrad Oprzędek, czyli dzień dobry, ja w sprawie ogłoszenia

Wracam do pisania notek, choć z pewnymi trudnościami. Najpierw intensywnie i poza zasięgiem - dwa dni na chodzenie po Tatrach, a teraz, gdy już mogę pisać, szwankuje komputer... Wrrr. No, próbuję na pożyczonym. Oby do kolejnej konferencji wszystko udało się naprawić. 

Zaległości książkowych zrobiło się sporo, zanim więc o świeżych lekturach, kilka notek o tym co przeczytałem jakiś czas temu i pisałem recenzje dla Allegro. W przypadku dzisiejszego tytułu okazało się, że wypatrzył ją autor :) Obu nam się zrobiło chyba miło.

Czasem mam trudność, by lawirować w tekście tak, aby nie pisać zbyt wiele o wadach, a znaleźć jak najwięcej zalet. Na szczęście w przypadku tytułów z Dowodów na istnienie, póki co jeszcze takiej sytuacji nie miałem. W tym przypadku można by zacząć od pochwał za okładkę - co prawda cenzurował ją Facebook i przez to nie wszędzie może ją dostrzeżono, ale trzeba przyznać, że przykuwa uwagę. Obiecuje kontrowersje i choć ich tu niewiele znajdziecie, to mimo wszystko nasza rozbudzona ciekawość dostanie pożywkę.

Czy przeglądając ogłoszenie umieszczane w prasie lub w internecie, można na ich podstawie napisać dobry reportaż? Czy mówią one coś o tym, czym żyją obecnie Polacy? Karol Oprzędek udowadnia, że na oba pytania można odpowiedzieć twierdząco. „Polak sprzeda zmysły” pokazuje jak zmienia się nasz sposób myślenia o wielu sprawach: obyczajowości, relacjach, religii, sensie życia. I to nie tylko młodych mieszkańców miast.
Nie trzeba kontrowersyjnych tematów, kłótni na temat historii, czy polityki, by wciągnąć Polaków w ciekawe rozmowy. Jak się okazuje wystarczy czasem podążyć za tym co sami zamieścili gdzieś jako ogłoszenie (dziś najczęściej to nie prasa, a internet), udać się do nich z pytaniem o to co nimi kierowało, aby usłyszeć ciekawe historie. Rolą dziennikarza jest znaleźć temat, zadać dobre pytanie i potem słuchać. Nie trzeba nawet tego ubarwiać, koloryzować, okraszać jakimiś rozbudowanymi opisami, czy własnymi przemyśleniami. Ten tekst zaskakuje właśnie przez swoją surowość, brak ozdobników, naturalność bohaterów, jakich przedstawia nam autor. Wkraczamy w ich świat, w ich życie, podobnie jak on – udając zainteresowanie ich ogłoszeniem, a wychodzimy z głową pełną refleksji na temat różnych postaw ludzkich, historii. I to zarówno tych, którzy coś oferują, jak i tych (o nich możemy jedynie snuć domysły), którzy mogą odpowiadać na ich ogłoszenia. 
To trochę chyba znak czasów - mimo technologii, które miały pomóc nam w kontaktach, zbliżyć ludzi, oddalamy się od siebie, czujemy się samotni. To jedna z refleksji z lektury tych reportaży. Ile jest udawania w naszym życiu i czemu tak często czepiamy się jakichś pomysłów, które wydaje nam się, że uczynią je ciekawszym, lepszym, pełniejszym?

Czemu ktoś decyduje się sprzedać własną nerkę? Czy można zarobić na sprzedaży damskiej, używanej bielizny? Czy ogłoszenie w internecie to dobry sposób na znalezienie ojca dla swojego przyszłego dziecka? Czy będzie ktoś zainteresowany kupnem krzyża z Chrystusem albo kocyka, którego historia sięga jeszcze Auschwitz? 
Za każdym takim pytaniem stoją konkretni ludzie, do których warto dotrzeć, aby usłyszeć ich historie. Czasem banalne, przewidywalne, ale też nieraz zupełnie zaskakujące. Przecież nie zawsze chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze, o ciułanie na realizację marzeń. Zresztą, nawet te marzenia są ciekawe - szczęście ma tyle różnych interpretacji.  
Chwilami dziwne, chwilami zabawne. Ale na pewno ciekawe...

3 komentarze:

  1. Jak można oprzeć się książce po takiej recenzji? Ja nie potrafię, zaciekawiłeś mnie tym tytułem. Bardzo.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się! polecam całą serię - będę jeszcze do niej wracał

      Usuń
  2. Zapowiada się niezwykle ciekawa lektura!

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...