czwartek, 24 kwietnia 2014

Oh Boy, czyli sam w mieście

Pamiętacie sprzed roku film Frances Ha? Podobał się? To wybierzcie się na Oh Boy. Premiera w kinach studyjnych już jutro. Po raz kolejny powraca do nas obraz młodego pokolenia - zagubionego, korzystającego w pełni z różnych dobrodziejstw (np. kasy starych), ale nie bardzo potrafiącego znaleźć sobie miejsce. Jan Ole Gerster, który debiutuje jako reżyser tym filmem, sam jest niewiele starszy od głównego bohatera - trzydziestolatka, więc dobrze czuje to o czym opowiada. Efektem jest film i zabawny i do refleksji. 
Tak naprawdę obserwujemy tylko jeden dzień Niko, a mimo to poprzez jego różne rozmowy, zachowania, czujemy, że dość dobrze rozumiemy jego sytuację i stan w jakim się znajduje. Konsekwencje różnych decyzji (np. rzucenie studiów, kłamstwa) powoli go już dopadają. A mimo to nie widać żeby miał ochotę coś zmieniać - nauczyć się odpowiedzialności, znaleźć pracę. Jak tu podejmować jakieś wybory, zobowiązania, jeżeli jednoczesnie mogą one zamknąć jakieś inne możliwości, drogi, które wciąż chciałby mieć otwarte (choć wciąż jeszcze nie potrafi ich nazwać). Żyje z dnia na dzień, czekając na to co mu przyniesie los...
Podobnie jak we Francis Ha, skojarzenia z wczesnym Allenem dla mnie dość bliskie. Podobna autoironia w opowiadaniu o bohaterze, miasto (Berlin) jako wyraźne tło i jakby drugi bohater. No i ten jazz w ścieżce dźwiękowej. Nawet czarno-białe zdjęcia tworzą ciekawy, trochę melancholijny klimat retro. 

 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza