wtorek, 22 kwietnia 2014

Mój rower, czyli powiedzieć słowo kocham


W poprzedniej notce żartowałem, że będzie o rowerach, ale tak naprawdę jest to gadżet, który pojawia się w tytule i gdzieś w tle, jako wspomnienie z przeszłości. O czym w takim razie jest ten film? O niełatwych, męskich relacjach w rodzinie. Jak wychowywani byliśmy my, jacy sami staramy się być wobec naszych dzieci, jak nieustanie poddawani jesteśmy ocenie i musimy udowadniać, że jesteśmy mężczyznami. Trochę w naszym kinie brakuje podjęcia na serio takich tematów.
I choćby dlatego warto ten kameralny i wyciszony film obejrzeć. 


Dziadek (Michał Urbaniak), syn (Artur Żmijewski) i wnuk (Krzysztof Chodorowski). Każdy z nich żyje we własnym świecie, ba, nawet w innym punkcie świata, niespecjalnie potrzebując kontaktu z innymi. Duma, żale, urazy... Przecież dobrze to znamy. Nie zajmowałeś się mną, piłeś, byłeś surowy, wymagający, albo może tak jak młodszy - nie interesowałeś się mną, liczyła się kariera, pieniądze, nie miałeś dla mnie czasu, tylko goniłeś do nauki. Niby czasy się zmieniają, problemy też, a wielu mężczyzn wciąż wpada w te same pułapki. Ojcostwo, odpowiedzialność, obowiązki wydają się tak frustrujące, że zamiast słuchać serca, faceci napinają się grając jakieś "role" i potem szukając wytchnienia i możliwości "odetchnięcia"...

Gdy najstarszy z trójki - Włodek, ląduje w szpitali (zawał po odejściu żony), pozostali przylatują by jakoś "zająć się" dziadkiem i ojcem. Tak naprawdę chcą zrzucić z siebie jak najszybciej odpowiedzialność i kłopot, ale ponieważ senior nie chce słyszeć o domu opieki, nie pozostaje nic innego jak wyruszyć w Polskę w poszukiwaniu jego żony, ich matki i babki, która odeszła z nowym/starym ukochanym, by zacząć nowe życie.
"Mój rower" [RECENZJA DVD]Wspólna podróż na nowo wzbudzi różne uczucia (również te negatywne), jednak bliskość, brak możliwości ucieczki pozwoli też na wyartykułowanie niektórych rzeczy, nazwanie ich po imieniu, przemyślenie. To nie tak, że można za pstryknięciem palca w kilka dni się całkowicie zmienić, wybaczyć, zaakceptować i rzucić się w ramiona. To jednak dobry czas by na nowo ujrzeć pewne rzeczy, może przemyśleć. Gdy nie ma gdzie zwiać, schować się (choćby za butelką) może przyjdzie też czas na dostrzeżenie, że w tych relacjach każdy ma jakąś swoją rolę, którą zawalił, coś zepsuł.
Piotrowi Trzaskalskiemu po świetnym "Eddiem" (chyba muszę sobie powtórzyć) trudno powtórzyć tamten sukces, ale czuje się w jego filmach jakąś ciekawą wrażliwość i chęć opowiadania o niełatwych uczuciach, relacjach, bez specjalnych fajerwerków, akcji i głupawego śmiechu. A to w naszym kraju przecież wcale nie takie częste. Pewnie można by się przyczepić trochę do scenariusza, czy gry aktorskiej, ale ja obejrzałem z przyjemnością, więc marudzić nie będę. Dobrze, że takie filmy powstają. Bez wielkich tragedii i rozdzierania szat - ot, nasze zwykłe codzienne sprawy i drobiazgi, które potem siedzą latami w sercu i w głowie, a nigdy ich nie wypowiadamy na głos.
To nie jest ciężki dramat, ale raczej ciepłe kino, z odrobiną refleksji na deser.
Czy wspominałem o muzyce i zdjęciach? To kolejny plus! A Michał Urbaniak na ekranie to miłe zaskoczenie. 

2 komentarze:

  1. Oglądałam! Świetny film! Pozdrawiam NightB.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie tylko faceci popełniają te same błędy,kobiety też.Wiem to z własnego doświadczenia i wkurza mnie to jak się na takim powielaniu zachowania moich rodziców łapię.Trudno jednak zmienić siebie tak jak pisałaś w jednym momencie i trudno się do własnych błędów przyznać.Znakomicie jednak mi idzie wyłapywanie tych zachowań u innych :P
    Film widziałam i z przyjemnością oglądałam,bo lubię tego typu kino.

    OdpowiedzUsuń