piątek, 14 września 2012

Big - Macy Gray, czyli łagodna muza, ale głos jak żyleta


Wybierając różne płytki, którymi chcę się z Wami podzielić najczęściej mało zwracam uwagę na to czy jest to nowość, czy o artyście jeszcze ktoś pamięta. Ważne, że mi coś tam w duszy zagra przy słuchaniu. A z tą artystką moja "przyjaźń" trwa już kilka lat. Co prawda nie mam zbyt wielu jej nagrań, ale te kilka płyt jak wpadną mi w ręce to czasem słuchane są non stop przez wiele dni. 
Jak w tytule notki - muzyka łagodna - mieszanka soulu, R&B, może troszkę funky, jest melodyjnie, chwilami przebojowo, ale ten głos! To on stanowi o sile tej muzyki. Nie chodzi tylko o charakterystyczną barwę (nie będę przytaczał jej własnych wypowiedzi skąd ta barwa, bo to lekko niecenzuralne), ale przede wszystkim o to co Macy ze swoim głosem wyczynia. Od szeptu aż po krzyk, od spokoju i kołysania, aż po uniesienie, skoki w tonacjach i zmiany napięcia. Ta jej chrypka cudownie pasuje do tej muzyki, jest feeling, dużo emocji, dzięki temu całość aż kipi od energii. Bo nawet przy spokojnych numerach, które ktoś by zakwalifikował jako pościelówy, trudno by usnąć - wiem, bo ostatnio wracałem po nocy z wesela w kółko słuchając właśnie tej płyty).     

Warto jeszcze wspomnieć o gościach. Natalie Cole, Fergie, Sergio Mendes, Justin Timberlake, a nad całością muzycznie czuwał Will.I.Am (Black Eyed Peas)...
Jak dla mnie świetny materiał - lekki, energetyczny, ba, nawet przebojowy. Buja, kołysze i podrywa z kanapy (no chyba, że akurat przytulamy się do drugiej połowy, ale wtedy też lepiej przy tym zatańczyć). Kto ma ochotę dowiedzieć się więcej o tej artystce zapraszam na jej stronkę. A sam gadać już nie będę, bo o muzyce nie bardzo potrafię. 
Lepiej posłuchajcie!





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza