poniedziałek, 3 marca 2014

American Hustle, czyli każdy kłamie

Chyba po Złotych Globach wszyscy spodziewali się, że Oscary sypną się i przy Oscarach, a tu cicho... I może dobrze? Nie ukrywam, że mocno wkurzył mnie ten film. Nie dziwcie się - po przeczytaniu powieści (o której pisałem tu) też będziecie się łapać za głowę. Ja rozumiem, że reżyser ma prawo pozmieniać sobie historię tak jak chce, ale w takim razie może niech się nie powołuje na książkę jako źródło inspiracji do scenariusza? Inaczej rozłożone akcenty, główny bohater trochę przesunięty na bok, żeby zrobić miejsce innym postaciom. Ale to wszystko bym jeszcze wybaczył. Najgorsze jednak jest to, że zmieniono zupełnie zakończenie historii (przypomnijmy ona jest oparta na faktach) i przez to zupełnie inny jest odbiór całości. Zamiast ciekawej historii o chyba największym przekręcie w historii FBI, tajnej operacji, która przywróciła im dobre imię, doprowadziła do wyroków dla sporej gromadki wysoko postawionych osób (w tym kongresmenów), otrzymujemy raczej dramat obyczajowy, ciekawy i klimatyczny obrazek z lat 70-tych. Cała afera pokazana jest nie tyle jako sukces służb federalnych, które zaufały oszustowi i dzięki niemu w świetnej akcji złowiły grube ryby, ale jako dziwna przepychanka i jedna wielka hucpa, w której każdy kręci jakieś własne lody...
A teraz jak już trochę dałem upust emocjom, przejdźmy do oceny samego filmu.
I tym razem przyznaję, że gdyby nie to powiązanie z powieści, w której zupełnie o co innego chodzi, gdybym obejrzał sam film to na pewno moja ocena byłaby dużo bardziej pozytywna. Oczywiście nie jest to coś w stylu ubiegłorocznej "Operacji Argo", gdzie rozkręcanie operacji jest najciekawsze, gdzie rośnie napięcie i trzymamy cały czas kciuki. Takich emocji tu nie będzie i może trochę szkoda, bo film pewnie dużo więcej by zarobił.
photo.titlePrzypomnijmy o co chodziło w przekręcie - chodziło o stworzenie iluzji bogatego szejka, który chce zainwestować w Stanach olbrzymie pieniądze, ale chce mieć pewność, że nie będzie mu się nic utrudniało (np. zdobycia koncesji, albo przyznania obywatelstwa). Najdroższe apartamenty, luksusowe jachty i odrzutowce, odlotowe imprezy - to wszystko miało sprawić, że ludzie uwierzą w tę bajkę. I uwierzyli. Kolejnych ludzi, którzy bardzo chętnie obiecywali pomoc i odbierali walizki z "wyrazami wdzięczności" FBI nagrywało, by potem postawić przed sądem. Tylko, że w książce wokół tej operacji zbudowana jest świetna atmosfera, poznajemy detale, a tu jakoś to wszystko idzie zbyt szybko i zbyt łatwo, nawet powiedziałbym komediowo.
To co w filmie jest najciekawsze to wizerunki poszczególnych postaci dramatu. Każdy z jakimiś swoimi ambicjami, kompleksami i stąd udział w przekręcie dla każdego z nich był czymś wyjątkowo ważnym. Cwaniak, zawodowy oszust i naciągacz, który dzięki FBI ma szansę rozkręcić swoje pomysły na taką skalę, na jaką dotąd mu się nie udało; jego kochanka i żona - obie zazdrosne o siebie i walczące o uwagę, o miejsce na scenie; agent, który ma go prowadzić i pilnować by nie przegiął z budżetem, a potem sam popada w manię wielkości i bryluje w najlepszym towarzystwie... To czworokąt w którym namiętność, żądza, zazdrość i manipulacja wciąż iskrzą, co jest chyba najmocniejszą stroną filmu. Jest wreszcie jedna ze złapanych grubych ryb - burmistrz Camden i polityk z New Jersey, który naiwnie łapie się na obietnicę inwestycji i przekonuje innych do brania łapówek. W filmie zamiast na kolejnego złodzieja, raczej wychodzi na idealistę, który ma nadzieję na zrobienie czegoś dla miasta i stanu, a nie dla siebie... 
Ciekawe dialogi, świetnie odtworzony klimat lat 70-tych, ciekawe kreacje (Amy Adams, Christian Bale, Bradley Cooper, Jennifer Lawrence). Parę dobrych scen, ale ogólnie bez większych emocji (no chyba, że te gdy porównywałem coś z książką).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz