piątek, 14 lutego 2014

Czekolada, czyli czy przejmność jest zła?

"Czekolada", reż. Lasse Hallstrom
Pisałem już o dwóch propozycjach kinowych na Walentynki i mimo mojego mało entuzjastycznego stosunku do tych świąt, dziś też wybieramy się na kolejny romantyczny seans. Czego nie robi się dla ukochanej :) A miły wieczór raz na jakiś czas to przecież fajna sprawa.
A na temat notki wybrałem Czekoladę. Film starszy, ale jakoś mi się pozytywnie kojarzy. Również z tym dniem. W końcu słodkości to przyjemność, która bardzo pozytywnie nastraja do świata (o ile nie przesadzamy, by potem nie było wyrzutów sumienia). Komu spodobał się klimat sklepiku głównej bohaterki i jej produktów niech nie myśli, że u nas nie ma takich rzeczy - zajrzyjcie tu.

Co takiego jest w tym filmie, że zwraca na siebie uwagę i pozostawia pozytywne odczucia? Przecież nie chodzi tylko o obsadę i romans między dwoma wolnymi duchami, które stają przeciw hipokryzji i sztywnym zasadom obyczajowym. Juliette Binoche jest bardzo fajna, ale już Deep taki sobie. Ciekawsza jest Judi Dench w roli drugoplanowej. Nie chodzi więc o samą obsadę. I chyba nawet nie o romans.

Bo to nawet nie samo uczucie jest tu najważniejsze, a podkreślenie tego, że każdy ma do niego prawo. Niezależnie czy jest wdową, kawalerem, porzuconym mężem, nieszczęśliwą i bitą żoną. Każdy. I nie nam to oceniać, potępiać jeżeli ktoś chce zmienić swoje życie. Czy to przesłanie demoralizujące i niszczące moralność? Nie do końca. Bo cała ta historia kobiety z dzieckiem przybywającej do małego miasteczka by otworzyć tam sklep z czekoladą, nie jest skupiona na moralności i obyczajowości. Owszem - jest ona niewierząca, nie chodzi do kościoła jak reszta społeczności (czym bardzo chlubi się konserwatywny burmistrz), jest wolnym duchem, który tuła się po świecie, kusi słodyczami mimo, że w okresie postu, wiele osób stara się tego unikać. Ale przecież nie jest żadnym szatanem, a jedynie stara się poznać lepiej ludzi wśród których zamieszkała, stara się dać im odrobinę serdeczności, zainteresowania i czegoś wyjątkowego na czym się zna, czyli przyjemności płynącej z kosztowania magii produktów z kakaowca. 
Dla mnie nie jest to film o walce z religijnością, zasadami moralnymi, a raczej opowieść o tym jak nasze lęki, opory, kompleksy, brak otwartości potrafią zniszczyć jakąkolwiek radość życia. 
Odrobina magii, szczypta humoru i spora dawka optymizmu. No i ta czekolada... mmmm
Może nie oryginalne, może nie wyjątkowe. Ale i tak palce lizać. 

13 komentarzy:

  1. Chyba miałam ten film gdzieś u siebie w szafce... ale nigdy nie obejrzałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam książkę i się zachwyciłam. A później obejrzałam fotosy z filmu i kilka migawek i stwierdziłam, że za niego podziękuję. Miałam wrażenie, że ekranizacja trochę zabiła powieść.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawno temu czytałam książkę i oglądałam film. Czarodziejski urok sklepiku i jej właścicielki pamiętam do dziś. W życiu nie warto zamykać się w sztywnych ramach zasad, bo wtedy gorzknieje się, a życie traci swój blask i sens. Czekolada to metafora radości i szczęścia, na jakie każdy zasługuje. Bądźmy więc szczęśliwi i ... kochajmy się - nie tylko w Walentynki! Czego wszystkim życzę :) Pozdrawiam .

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię film jak i książkę, choć zakończenie trochę zmieniono.. Mimo, iz przygodę z powieściami Joanne Harris zaczęlam właśnie od niej to o wiele lepiej wspominam jej (też z pysznościami w tle) "Pięć ćwiartek pomarańczy" czy "Jeżynowe wino". Odnośnie filmu to co jakiś czas wracam do niego i napełniam serce tą pozytywnie nakręcającą opowiastką o dorastaniu, odnajdywaniu siebie, akceptacji własnych demonów i zarazem uczenia się cieszenia drobiazgami. Jesli chodzi o równie smakowite filmy to polecam "Julie&Julia", "Tylko Marta" (bądź amerykańską wersję "Życie od kuchni") oraz "Kobieta na topie" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znam tylko Julię - sympatyczne. A resztę może kiedyś sprawdzę

      Usuń
  5. Oglądałam film i teraz chciałabym przeczytać książkę i jej kontynuacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kontynuacjami bywa różnie. Jako tako bronią się Rubinowe czółenka, natomiast "Brzoskwinie dla ksiedza proboszcza" choć przesłanie ma ważne niknie w nawale przydługiej fabuły i towarzyszących jej rozlicznych dłużyzn :(
      Smutnym faktem jest iż niektórzy pisarze po sukcesie zaczynają jakby mniej się starać lub serwują wciąż ten sam sprawdzony przepis. Mam nadzieję, iż to tylko przejściowy okres, bo wciąż z utęsknieniem czekam na kolejne pozycje jej autorstwa.

      Usuń
    2. W takim razie szkoda. Faktycznie, bywa że lepiej by powieść czy również film nie miał kontynuacji. A muszę napisać, że trochę się rozczarowałam, gdyż miałam ochotę na całą trylogię.

      Usuń
  6. Smaka na czekoladę narobiłeś ;)

    OdpowiedzUsuń