Kilka dni na porządki na blogu :) Dużych
zmian nie będzie, ale muszę zaktualizować spisy, bo jakiś czas tego już
nie robiłam. Cholercia, to już ponad 900 notek? Uwaga - nie zdziwcie
się, jak w rożnych miejscach na blogu pojawią się jakieś nowe notki -
jedna z nich już jest: kto ciekaw filmu Brighton Rock niech zajrzy. I nie zapomnijcie o zakładce z konkursami!!!
A dziś krótka i energetyczna muzycznie notka zainspirowana ogłoszeniem pełnej listy kapel występujących na tegorocznym Woodstocku. Wszystko wygląda na to, że będę :) Może uda się choć trochę poskakać...Piszę o rożnych płytach - jak sami widzicie od łagodnych dźwięków, aż po coś co dla niektórych jest już tylko łomotem. Tak to już u mnie jest, że kręcą mnie różne rzeczy, zależnie od nastroju. Punka słucham stosunkowo niewiele, ale mam duży sentyment choćby do takich kapel jak The Clash (mniejszy do Pistolsów). I dziś właśnie coś w takim stylu. Ewidentnie miałem takie skojarzenia - te same rytmy, ten sam styl śpiewania (wykrzyczanych protest-songów), te same melodyjne chórki i również solówki gitarowe brzmią bardzo podobnie. Ha! Nawet dowcipny numer kowbojski na koniec spokojnie można by przypisać weteranom z lat 80-tych. Ktoś pewnie powie, że to plagiat i trzymanie się na siłę martwego stylu, ale moim zdaniem to bardziej radość grania i robienia mało skomplikowanej muzy, która nadal może być nośnikiem jakichś treści (nie tylko hasła No future!). Nie dziwcie się, ze skojarzyło mi się z koncertami i z Woodstockiem - nagrania ze studia nie oddadzą w pełni tej energii jaka jest na żywo w tej muzie. Roger Miret & The Distasters niedawno byli w Łodzi, więc może będzie jeszcze okazja by ich zobaczyć na żywo.
A dziś krótka i energetyczna muzycznie notka zainspirowana ogłoszeniem pełnej listy kapel występujących na tegorocznym Woodstocku. Wszystko wygląda na to, że będę :) Może uda się choć trochę poskakać...Piszę o rożnych płytach - jak sami widzicie od łagodnych dźwięków, aż po coś co dla niektórych jest już tylko łomotem. Tak to już u mnie jest, że kręcą mnie różne rzeczy, zależnie od nastroju. Punka słucham stosunkowo niewiele, ale mam duży sentyment choćby do takich kapel jak The Clash (mniejszy do Pistolsów). I dziś właśnie coś w takim stylu. Ewidentnie miałem takie skojarzenia - te same rytmy, ten sam styl śpiewania (wykrzyczanych protest-songów), te same melodyjne chórki i również solówki gitarowe brzmią bardzo podobnie. Ha! Nawet dowcipny numer kowbojski na koniec spokojnie można by przypisać weteranom z lat 80-tych. Ktoś pewnie powie, że to plagiat i trzymanie się na siłę martwego stylu, ale moim zdaniem to bardziej radość grania i robienia mało skomplikowanej muzy, która nadal może być nośnikiem jakichś treści (nie tylko hasła No future!). Nie dziwcie się, ze skojarzyło mi się z koncertami i z Woodstockiem - nagrania ze studia nie oddadzą w pełni tej energii jaka jest na żywo w tej muzie. Roger Miret & The Distasters niedawno byli w Łodzi, więc może będzie jeszcze okazja by ich zobaczyć na żywo.












Amerykanie zrobili już sporo filmów o mafii włoskiej, pojawiło się też trochę obrazów o nie mniej "familijnych" Irlandczykach. Tym razem sięgnięto do autentycznej historii Danny'ego Greena - gangstera z lat 70-tych. Życiorys ciekawy i pewnie trudno w ciągu niecałych 120 minut zmieścić wszystko to co ciekawe, aby postać była realistyczna, prawdziwa. Twórcy musieli więc trochę wybierać i upraszczać - z jednej strony widzimy porywczego cwaniaczka, który ma ciężką rękę, jest uparty niczym osioł, a potem nagle mamy uwierzyć w woltę o 180 stopni i przemianę duchową faceta (po założeniu krzyżyka).