poniedziałek, 11 listopada 2019

Kyś, czyli Moskwa, 200 lat później



MaGa: Jako osoba mocno stąpająca po ziemi trochę nieufnie podchodzę do utworów z gatunku science fiction, nie czuję się dobrze z ich niemal zawsze katastroficzną wizją świata. Choć z drugiej strony wszystko wskazuje na to, że jak ćmy do światła tak ludzkość dąży do samozagłady. A potem może być „kyś-kyś”.
R.: Przyznaję, że ja też, odczuwając spore zmęczenie po kilkudniowej konferencji i trasie za kółkiem przed spektaklem, chwilami czułem się zagubiony, ale w tej dystopii było całkiem sporo realizmu.
MaGa: Po ponad dwustu latach, po jakimś wielkim wybuchu (katastrofa atomowa?) z Moskwy zostaje niewielki teren i garstka ludzi, która go przeżyła. Katastrofa zniszczyła znane nam osiągnięcia cywilizacyjne i cofnęła ludzkość kilka wieków wstecz. Obecnie tworzy się nowa rzeczywistość i nowe ludzkie dysproporcje. Tylko czy one są nowe?

 R.: No tak - podziały na "inteligencję" i robotników, na tych, którzy posiadają jakąś wiedzę sprzed wybuchu i tych, którzy nie znają innej rzeczywistości, na biednych i bogatych, na władzę i poddanych, wcale nie są nowe. Ani próby kontrolowania "nieprawomyślności", ani też podkopywanie władzy przez tych, którzy oskarżając ją o dyktaturę, sami wręcz marzą o tym, by działać identycznie. Co się więc zmieniło? To, że ludzie muszą sami upolować sobie jedzenie, że są zdani na łaskę i niełaskę tych, którzy dzielą dobra i wiedzę?
MaGa: I jeszcze ludzie pokroju Fiodora-Kuźmicza (niech się sławi imię jego), który po wybuchu przywłaszczył sobie ocalałe książki, przypisał sobie ich autorstwo, zlecił innym przepisywać ich treści i w ten sposób usiłował przez długi czas być autorytetem dla innych.
R.: I dla większości z nich był autorytetem, bo jeżeli nie pamiętali tego co było przed wybuchem, widzieli w nim przywódcę, nauczyciela, źródło wszelkiego dobra. Ci którzy pamiętali, woleli zbyt głośno nie wyrażać swojego zdania, wspominając o przeszłości jedynie w swoim gronie.  
MaGa: Jednak cudza własność intelektualna przywłaszczona przez prostaka wcześniej czy później odsłoni jego nieuctwo albo doprowadzi do rebelii, bo mądrzyć się i zakrzykiwać brak wiedzy przez dłuższy czas się nie da…
R.: Impulsem do działania dla bohatera była wiedza i dobre intencje, ale chyba nie bardzo zdawał sobie sprawę z konsekwencji swoich decyzji. Idzie przez życie najpierw zdając się na los, a potem nie zważając na innych, siedząc z nosem w książkach.
MaGa: Książka przedmiotem pożądania! Dla mnie to przesłanie jest ok. Tylko czy czytane bezrozumnie przez Benedikta, bez opamiętania, oddają obraz rzeczywistości, uczą go czegoś, czy może mieszają mu w głowie? Jak ten tytułowy Kyś, który według ludzi mieszka w okolicznych lasach i robi: kyś-kyś, a jak jakiś człowiek wpadnie w jego ręce to mu się klepki w mózgu luzują. A może to niewiedza i przesądy mieszają w głowie… Głupiemu łatwiej coś wmówić, do czegoś przymusić, łatwiej nim manipulować. 
 R.: Może ten tytułowy Kyś powinien być dla nas kluczem do odczytania tego spektaklu. Powieść Tatiany Tołstoj niesie obraz Moskwy, obraz Rosji, w której ludzie mimo katastrofy nie uczą się niczego ze swoich błędów, nadal więcej jest dzielenia niż łączenia, utrzymywania w biedzie niż wspólnoty. Władza, metody policyjne oraz utrzymywanie ludzi w niewiedzy są zdaje się tym co siedzi w głowach ludzi bardzo mocno. I nawet obalenie jednego tyrana nic zmienia, bo przychodzi drugi. I to przecież obraz nie tylko Rosji.
MaGa: No właśnie, to nie jest obraz tylko Rosji. Na świecie się burzy i gotuje. Rebelia, rebelia… i po rebelii. Walka o władzę wszędzie jednaka, idea niby słuszna tylko dziwnie łatwo przygina się ją szybko do potrzeb zwycięzcy. Jaki by on nie był. I tak historia zawsze zatacza koło. W walce o władzę zmieniają się epoki, sceneria i główni bohaterowie… a potem idea, o którą walczono ulega wypaczeniu i jest to co zwykle. Smutne to.
R.: Ano smutne i gorzkie. Pieniądze czy też pełny brzuch zastępują potrzebę pytań o to czy tak właśnie musi być. Skoro mamy jakieś profity, a innym żyje się gorzej, to może lepiej się nie wychylać, żeby tego nie stracić?
MaGa: „Kyś”, jak podejrzewam, to miała być satyra na Rosję. Jednak nie mogę się pozbyć wrażenia, że nie tylko na Rosję. Już chociażby sprawa książek na cenzurowanym – w „Kysiu” wokół nich wytworzyło się coś na kształt terroru. A mnie jakoś to kojarzy się z filmami, których nie powinniśmy oglądać, bo są „be” i które znalazły się pod obstrzałem. Albo mechanizmy sprawowania władzy… takie jakieś dziwnie znajome.
R.: Na pewno nie jest to spektakl łatwy w odbiorze, ale pomysł na pokazanie wizji świata po katastrofie całkiem ciekawy. Mroczny i chwilami trącący przerysowaniami.
MaGa: Oj, tak. I podkreślony scenografią (Honza Polivka), która mi się bardzo podobała; taka niby byle jak sklecona z desek konstrukcja, rzeczywiście jak po kataklizmie. W dodatku wykorzystano przestrzeń za kotarami, co tworzyło świetne efekty. I te kostiumy (Joanna Walisiak-Jankowska). Brawo!
R.: Jak to by ktoś rzekł: nawet dziadostwo musi być w teatrze dopracowane. To świat pełen brutalności, brudu i egoizmu. I to właśnie udało się nam, widzom przekazać. Powolną degenerację ludzkich cech poznajemy nie tyle po mutacjach, co po zaniku empatii, braku zasad w tej społeczności. 
MaGa: I to wszystko podkreślone świetną grą aktorską.Jeśli chodzi o obsadę to wg mnie kobiety górą. A już Anna Smołowik z tym swoim głosem… nie do podrobienia, w każdej odsłonie inna i w każdej dobra. Julia Wilczewska – świetna gra, dobry ruch sceniczny. Jednak muszę być uczciwa, panowie swoje kwestie musieli w większości scen mówić w ruchu, nie zawsze przodem do widowni, co wpływało na jakość odbioru. Świetny był Igor Kowalunas w roli Benedikta (jakże sympatyczna scena obcinania ogonka) i Tomasz Borkowski pędzący po podestach na złamanie karku. Zresztą już na początku mówiłam, że gra aktorów bardzo mi się podobała. Dla miłośników s-f ten spektakl to może być gratka.
R.: No popatrz, a ja bym stawiał raczej na panów, do świetnych: Kowalunasa i Borkowskiego dodałbym nie mniej ciekawych Nowickiego i Korzeniowskiego. Dla mnie spektakl napisany i wyreżyserowany przez Igora Gorzkowskiego to fantastyka dla dorosłych, dystopia, która może nas czegoś nauczyć. Jej baśniowość i uproszczenia sprawiają, że chwilami się uśmiechamy, ale wymowa wcale zabawna nie jest.
MaGa: Jako duet pod każdym względem mieszany 😊 wybraliśmy sobie ze spektaklu wszystko to co nam bliższe, ale zgodzimy się chyba w jednym – „Kyś” należy do tych utworów, które warto znać, o których można dyskutować długo i ciągle znajdować w nim coś jeszcze. A to jak zostało to przedstawione, zagrane… to już najwyższa szkoła jazdy. Polecam.
R.: Ja miałem kłopot na poziomie emocjonalnym, bo moim zdaniem to się ogląda zbyt chłodno, bez zaangażowania, ale to może moje zmęczenie... W każdym razie na pewno ciekawe!
Więcej informacji tu: https://teatrsoho.pl/spektakl/kys/

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza