piątek, 8 listopada 2019

Odrobinę postraszyć, czyli Halloween i Escape Room

Wciąż jakieś zaległości, bo umknął mi tegoroczny festiwal Fest Makabra (dorwaliście?), niewiele łapię nowości kinowych, ale staram się przynajmniej w telewizorku je potem dorwać. Dziś dwa filmy, które może i nie powalają, ale dla tych, którzy lubią odrobinę strachu, mogą okazać się całkiem sympatyczne.
Najnowsza wersja klasyka sprzed lat, czyli Halloween... Cóż, ciekawe czy "ostateczne rozstrzygnięcie" konfliktu okaże się końcem serii, czy zaraz znowu producenci z czymś nie wyskoczą... Przecież nawet jeżeli bohater nie przeżył, to może teraz mścić się jego jakiś kuzyn czy coś...
Michael Myers (Nick Castle) ucieka z więzienia chyba głównie po to, by jakoś odegrać się na tej, dzięki której tam się znalazł. Tyle że Laurie Strode (Jamie Lee Curtis) jest przygotowana, bo zawsze czuła, że niebezpieczeństwo nie jest zażegnane do końca.


photo.titlePo 40 latach to już jakby nie to samo, ale mimo wszystko ogląda się nieźle. "Babcia" chroni jak może swoją rodzinę, rzeźnik morduje kolejnych ludzi, coraz bardziej się do niej zbliżając, muzyka Carpentera buduje fajny klimat, a finał jak to finał, ma nas przyprawić o palpitację (wstanie? czy już nie wstanie, o wstał!). I nawet ktoś nie znając oryginału może spokojnie obejrzeć, niewiele tracąc. Jak na sequel, zadziwiająco niezłe! Odpowiednia dawka niepokoju zasłania braki prawdopodobieństwa w scenariuszu.

Escape Room miał u nas wyjątkowego pecha, bo tragiczny pożar w jednym z pokoi w Koszalinie, sprawił że film został zdjęty z kin. Nie wiem czy zebrałby jakąś większą publikę, ale sam pomysł na fabułę całkiem całkiem. Nie jest to oczywiście rzecz na miarę "Gry", liczą się raczej efekty, a nie aktorstwo, natomiast jatka jaką urządzają twórcy były dla mnie zaskoczeniem. Wchodzi szóstka ludzi, którzy się wcześniej nie znali, dostaje zaproszenie do przejścia pokoju - nagrodą ma być spora sumka. Wszyscy zdeterminowani, ale nikt ich nie uprzedził, że kasę zgarnie ten kto przeżyje... I nie można się wycofać.
Absurdalne ciut jest fakt, że mamy uwierzyć iż w wieżowcu na którymś tam piętrze uda się urządzić las, zamarźnięte jezioro i masę innych atrakcji, kompletnie nie przejmując się ograniczeniami kubatury. Pomysły na kolejne pułapki całkiem fajne, wizualnie też nieźle, jednak wszystko co w escape roomach fajne, poszukiwanie wskazówek, tu idzie prawie błyskawicznie i bez większej logiki, co trochę psuje frajdę. "Cube" bardziej trzymał w napięciu i zaskakiwał, choć przecież nakręcono go za mniejszą kasę.

No i to zakończenie, nie do końca wykorzystane, a z drugiej strony sugerujące kontynuację. Ich zmagania oglądane przez bogaczy żądnych sensacji - gdzieś to już widzieliśmy, nie?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza