Szymon Hołownia jest na moim blogu dość częstym gościem, choć jeszcze kilka rzeczy zostało mi do przeczytania (żeby zobaczyć co za mną klikajcie na zakładkę przeczytane). W głowie mam co prawda wciąż obrazy z kina (Foucammare, o którym napiszę jutro wieczorem), ale dziś szybka notka, bo jeszcze trochę pracy na kompie przede mną.
Nie wiem czy pamiętacie, bo już parę lat minęło od emisji tego programu, ale najpierw był zdaje się pomysł na wywiady telewizyjne. Ale nie jakieś plotkarskie, bo część ich bohaterów, to były osoby nie mające nic wspólnego ze światem mediów. Szymon Hołownia zapraszał ludzi, by pytać o sprawy ludzkie, sprawy ważne.
"Ludzie na walizkach" to próba przełożenia tamtych słów na z ekranu, na tekst literacki, zebranie tekstów, które były drukowane w różnych pismach. Mamy więc do czynienia ze zbiorem rozmów autora z osobami, których doświadczenie życiowe – zawodowe lub osobiste – postawiło w sytuacjach krańcowo trudnych, w których zmieniło się ich spojrzenie na życie.
Może to komuś wydać się dziwne - jak rozmawianie o nieszczęściach, o cierpieniu, bólu i dramatach może być jednocześnie poszukiwaniem nadziei i siły. Ale naprawdę coś w tym jest. Bo poprzez stawianie pytań o sens takich doświadczeń, o wartość ludzkiego życia, o dylematy przed jakimi stajemy, człowiek przekonuje się, że by nie popaść w depresję, nie załamać się, musi przyznać się czasem do bezsilności, do słabości. I paradoksalnie, wychodzi z tego silniejszy niż przedtem. Mądrzejszy. Wrażliwszy. O ile nie zamkniemy się w sobie, przekonani, że my cierpimy najbardziej, że jesteśmy sami na świecie, a życie dla nas traci sens, możemy go odkryć na nowo.
Być bardziej dla...
Wiara. Nadzieja. I miłość. A my wciąż gonimy, tracąc z oczu to co najważniejsze.
Smutne. Ale i bardzo prawdziwe. I tyle poruszających pytań w tej cieniutkiej książeczce (np. refleksji z wywiadów z lekarzami zajmującymi się ciężko chorymi).
W zalewie różnych poradników: jak żyć szczęśliwie, ta książka jest naprawdę wyjątkowa.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Porządnie się przy niej spłakałam...
OdpowiedzUsuń