środa, 16 lipca 2014

Po ślubie, czyli jak mogłeś

Kolejna propozycja kinowa - premiera w kinach studyjnych w najbliższy piątek. Nazwisko reżysera - Jan Hrebejk, pewnie Polakom niewiele mówi, ale wystarczy na Filmwebie zerknąć na listę jego filmów by uświadomić sobie, że wiele z nich, nie tylko zgarnia nagrody na festiwalach (w tym przypadku Karlowe Vary), ale też przyciąga publiczność. U mnie znajdziecie na razie jedynie notkę o "Świętej czwórcy".
Nie oczekujcie jednak tym razem komedii, ani nic słodkiego o miłości. Choć film rozpoczyna się ślubem i weselem, to te sielskie obrazki dość szybko zastąpione są atmosferą tajemnicy, niepokoju i narastającego konfliktu.


Nie chcę zdradzać zbyt wiele, powiedzmy jednak iż to wydawałoby się idealne szczęście młodej pary niszczy jeden człowiek, który przybywa na ich wesele. Choć twierdzi, że zna Radima (pana młodego) ze szkoły, ten się go wypiera, nikt go nie zapraszał, a nie chce opuścić imprezy bez rozmowy z Terezą - panną młodą.
Co che jej przekazać, jak to wpłynie na małżonków, do czego doprowadzi - ot i cała tajemnica i pomysł. Ale mimo tej prostoty, mamy do czynienia z naprawdę dobrym kinem psychologicznym. Przeszłość ciąży na nas niczym kamień u szyi, nawet jeżeli chcielibyśmy o niej zapomnieć, ukryć ją głęboko. Ciąży, bo echo naszych czynów i decyzji wraca czasem nawet po wielu latach. Czy można się zmienić naprawdę, naprawić dawne błędy?

 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza