sobota, 2 lutego 2013

Poradnik pozytywnego myślenia, czyli film w sam raz na dziś

Podobno 2 lutego to właśnie Międzynarodowy dzień pozytywnego myślenia. A więc będzie to idealny dzień na to by napisać o tym filmie, tym samym rozpocząć lutowy maraton filmów nominowanych do Oscarów. Do rozdania nagród mam nadzieję iż o większości tytułów uda się napisać (do tej pory pisałem o 4: Miłość, Życie Pi, Bestie z południowych krain oraz Mistrz).
A co można powiedzieć o tym komediodramacie? Tak właśnie: nie o komedii romantycznej jak się to czasem reklamuje, będę się upierał by go definiować jako komediodramat. Bo mimo całej fabuły opartej o motyw choroby psychicznej, dużych trudności z adaptacją do otoczenia głównych bohaterów, reżyser wpadł na pomysł by nakręcić to w duchu komedii romantycznych. Dało to efekt zaskakujący, bo film może się podobać zarówno tym, którzy lubią lekkie, romantyczne historie (które zwykle się dobrze kończą), jak i tym, którzy w filmach szukają czegoś głębszego. Dwa w jednym, albo też jak wolą określać to niektórzy pod przykrywką czegoś lekkiego dostajemy coś poważniejszego. 


Każde z dwójki bohaterów - Pat i Tiffany (Bradley Cooper i Jennifer Lawrence) - zmaga się zarówno z demonami przeszłości, stratą i brakiem umiejętności poradzenie sobie z nią, ale też z otoczeniem, które próbuje narzucić im własną wizję tego jak wygląda "normalne życie". I trochę o tym właśnie jest ten film. Każdy człowiek szuka sobie własnych sposobów na to by poradzić sobie z tym co leży mu na sercu, co go zadręcza. Jeden potrafi to uzewnętrznić i staje się to czasem kłopotliwe dla otoczenia, inni latami mogą udawać, że wszystko jest w porządku aż dojdzie do niekontrolowanego wybuchu. W tym filmie bawi właśnie to, że chwilami szczerość i bezpośredniość naszych trochę pokręconych bohaterów wydaje się bardziej konstruktywna niż zachowanie się wydawałoby się "normalnych" w ich otoczeniu. Mimo pewnych akcentów humorystycznych sporo tu rzeczy jest dość gorzkich i do przemyślenia, dopiero w finale robi się zupełnie cukierkowo.

"Poradnik pozytywnego myślenia" (reż. David O. Russell) - kadr z filmuPrzesłanie jakie z tego bije: zacznij żyć, czerpać radość z tego co przed Tobą jest bardzo optymistyczne i cały film właśnie tak odbieramy. Zadziwiające zważywszy na to iż ilość różnych trudnych sytuacji i traum tu zebranych starczyłaby na niejeden dramat. 
To wszystko w dodatku dobrze zagrane (szczególnie może podobać się Cooper), fajne role rodziców (Robert De Niro może wreszcie daruje sobie głupie role) i kilka postaci drugoplanowych. Zdecydowanie warto zobaczyć. A Oscary? Cóż Amerykanie są nieprzewidywalni w swoich wyrokach. Może i ten troszkę sentymentalny, optymistyczny i co warte podkreślenia dość oryginalny film ma jakieś szanse...
Na pewno jest to obraz, który ma w sobie spory ładunek optymizmu i motywacji. Szkoda tylko, że po jakimś czasie pewnie niewiele będziemy już z niego pamiętać.   


22 komentarze:

  1. Interesujący film, a ja dzisiaj jestem pozbawiona całkowicie pozytywnego myślenia,gdyż dopadło mnie myślenie o tym, jak niepewnie rysuje się przyszłość naszych dzieci. Obejrzenie takiego filmu pomogło by mi.
    A De Niro, który już widocznie mniej jest obsadzany/ ze względu na wiek / niż dawniej chcąc grać bierze nie tylko role ambitniejsze i myślę, że trudno mu się dziwić.Ja go cenię i lubię od lat , ale dzisiaj konkurencja na tym rynku ogromna.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niby tak, ale aktor jego formatu i z jego majątkiem mógłby sobie darować głupawe i puste role. Tu przynajmniej miał coś więcej do zagrania

      Usuń
    2. Kiedyś gdzieś czytałam krytyczne uwagi pod jego adresem właśnie ze względu na to o czym piszesz więc dobrze, że jeszcze są dla niego dobre role.)

      Usuń
  2. Niezły film, bardzo optymistyczny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyjątkowo mam ochotę na taki pozytywny film, nawet jeśli z cukierkowym zakończeniem. Chyba czas męża do kina wyciągnąć :) szkoda tylko, że jeszcze dziś go nie grają..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie grają? kurcze, w W-wie raczej w tym tygodniu można było go spokojnie dorwać.

      Usuń
    2. ha! na stronach Mulitkina jest, że od 8-ego lutego, ale i tak się wybieram dziś do Waw do kina, więc jak będzie, to po prostu entuzjastycznie zmienimy plany :)

      Usuń
    3. heh mój błąd - widziałem go w domu, a sugerowałem się tym iż w kinie widziałem plakaty i myślałem że już normalnie jest grany. Dobrze, że nie był w planach kinowych bo bym się zdziwił (wybraliśmy Operację ARGO, którą polecam!)

      Usuń
    4. To już jednak wolałabym żeby to był błąd kina ;) no ale trudno się mówi, tydzień wytrzymam.
      Operacja ARGO? Zaraz popatrzę na opis, Marcin coś mnie kusi żeby na "Sępa" pójść - widziałeś?

      Usuń
    5. jeszcze nie! też mnie kusi.

      Usuń
  4. Haha, ja też jestem po obejrzeniu i też dzisiaj wrzuciłam recenzję. Dobry dzień na taką recenzję, chociaż ja nie miałam pojęcia, że dzisiaj obchodzimy dzień pozytywnego myślenia :D

    Zgadzam się, że film był dobry, a jeśli chodzi o to, że szybko o nim zapomnimy... Cóż, w końcu po coś są te płyty dvd i wszechobecny Internet. Ja tam lubię oglądać po kilka razy, szczególnie te obrazy, którym dałam wysoką ocenę :)

    Scena z wyrzuceniem książki Hemingwaya za okno i wylewanie żalów o 4 w nocy biednym rodzicom mnie osobiście rozbroiła ;) Choć to taki śmiech przez "łzy" właściwie. W ogóle ten cały film niby momentami jest śmieszny, ale jak człowiek tak dokładniej się przyjrzy to już nie wie, czy to bardziej śmieszne, czy smutne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. biegnę w takim razie czytać do Ciebie :)

      Usuń
  5. A mnie ten film bardzo rozczarował. Jest bardzo przewidywalny i właśnie moim zdaniem zupełnie nie oryginalny. I szczególnie optymistycznie mnie nie nastawił, znam do tego lepsze filmy. Moja recenzja na dniach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koniec rzeczywiście totalnie nie pasuje do całości, ale to co czyni go moim zdaniem oryginalnym i niebanalnym to właśnie to połączenie. Wiadomo, że jest wiele filmów lepszych, nikt temu nie przeczy, ale ponieważ jest to rzecz świeża nie dziwne, że budzi zainteresowanie...

      Usuń
  6. Nie czytam na razie :) bo wybieram się na seans ;) Nie chcę się uprzedzić :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Pomyślałam dokładnie o tym samym - całkiem przyjemny i optymistyczny (choć nie aż tak jak można się tego spodziewać po tytule), ale też nie zapada zbyt głęboko w pamięć, pewnie łatwo będzie o nim zapomnieć. Nie wiem, czy ma szanse na Oskara, w każdym razie ja trzymam kciuki za "Nędzników" i coś czuję, że "Django" również przypadnie mi do gustu (mam ten film w planach na najbliższy tydzień). Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Django obawiam się że jednak nie na gusta dość konserwatywnego gremium. Ja raczej stawiałbym na Operację Argo, albo w przypadku gdy nie dadzą nagrody za film nieanglojęzyczny (bo jest nominowany w obu kategoriach) to wybór dla mnie jest oczywisty: najbardziej poruszający i najlepszy film to Miłość

      Usuń
  8. dla mnie to najlepszy film od początku 2013 roku i jestem pewien, że będzie u mnie bardzo wysoko w podsumowaniu całego roku (jest prześwietny!)

    OdpowiedzUsuń
  9. a moze jednak coś będziemy? Dla mnie ten film zapowiada się na równie dobry co Jedz, módl sie, kochaj, a ten to jeden z najważniejszych jakie obejrzałam w życiu, taki, do którego się wraca i który jest czymś więcej niż rozrywką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może to po prostu kwestia tego co odnajdujemy w danym obrazie "dla siebie". Bo między nami mówiąc ja Jedz, módl sie, kochaj uważam za pusty koszmarek...

      Usuń
  10. Oczywiście seans obowiązkowy :D najprawdopodobniej jutro w kinie. Jestem nastawiona bardzo pozytywnie, tym bardziej, że jeszcze żadnej negatywnej opinii nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń