niedziela, 16 stycznia 2011

Rock'n'rolla, czyli z kim nie robić interesów

                 Reżyser - Guy Ritchie - po "Porachunkach" i "Przekręcie", które szybko stały się kultowe, popełnił parę innych dziwnych rzeczy, tu próbuje wrócić do sprawdzonych pomysłów. Mamy więc klasyczną czarną komedię kryminalną gdzie każdy próbuje wykiwać innych nie wiedząc, że sam jest kiwany jeszcze przez kogoś innego. Kiedy rosyjski gangster zamyka szemraną transakcję sprzedaży ziemi, w Londynie pojawiają się miliony dolarów, wszyscy kryminaliści zaczynają snuć plany przejęcia pieniędzy. Oprócz kasy mamy jeszcze słynny obraz, skorumpowanych polityków, piękną księgową, zawodowych zabójców, zaginionego uzależnionego od narkotyków muzyka (który podobno przeżył więcej swoich pogrzebów niż grabarz) i dużo, dużo więcej.
Na początku filmu z ust wytrawnego londyńskiego gangstera Lenny'ego Cole'a padają słowa "To miasto jest moje", ale czas gdy boss mógł być pewny swojej pozycji na wieki zdaje się, że już minął. Musi nieźle się natrudzić by udowodnić swoją pozycję.

Charakterystyczne dialogi, świetnie sportretowany półświatek, przemoc (tu jako wariant końcowy występują w roli głównej tym razem nie świnie tylko raki z Tamizy) i humor (uwielbiam obie sceny napadów na kasę rosyjskiej mafii) - mieszanka iście wybuchowa. Już to widzieliście? Ja też - mimo wszystko ogląda się nieźle. Zakończenie jak zwykle pogmatwane choć domyślamy się, że na pewno nie wszyscy będą pić szampana na koniec - tu nie Hollywood.  Kto nie widział "Przekrętu" lub "Porachunków" niech zacznie od tamtych tytułów - są lepsze, ale jeżeli widział oba i szuka czegoś podobnego będzie miał niezłą zabawę. Na koniec otrzymujemy zapowiedź kontynuacji... Żart,  czy rzeczywiście po świetnym "Sherlocku Holmesie" (który też ma mieć sequela) Ritchie znowu wróci do tego od czego zaczął?
trailer

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza