No powiedzcie sami jak tu się nie wściec. Spodziewałem się dobrego dokumentu społeczno-politycznego, rzutu oka na to co w Europie się dzieje (a w naszych mediach jakoś mało o tym się mówi). A dostałem...
No właśnie nie wiadomo co. Co prawda po Tonym Gatlifie (jego
Exils kiedyś już opisywałem) można by się spodziewać czegoś oryginalnego, ale nie nazywajmy tego do diabła dokumentem. Nie dowiecie się nic albo prawie nic o przyczynach protestów, nie dowiecie się jakie dokładnie były postulaty tych tysięcy ludzi w Hiszpanii, ani co uzyskali swoim wyjściem na ulicę. Kim są, przeciw komu walczą, o co im chodzi? Przecież to ważne pytania, bo i u nas problemy są podobne - bezrobocie młodych, napływ imigrantów, a wyjeżdżanie Polaków za chlebem, rozpasanie i oderwanie od przeciętnego poziomu życia władzy, spółek i banków (za nasze podatki), rozgoryczenie na polityków, zaciskanie pasa kosztem przeciętnych ludzi itd. Ruch "oburzonych" w Hiszpanii wyszedł na ulice, u nas tak naprawdę młodzi kompletnie są obojętni na problemy społeczne - jedyny masowy protest był przeciw ACTA. Czym się różnimy, w czym jesteśmy podobni? Tyle pytań. Jak choćby to czy takie protesty w ogóle maja jakiś sens - czy przynoszą jakieś owoce?
Ciekawy temat, ale to co możemy w filmie zobaczyć to niestety jak dla mnie jakaś wydmuszka - puste hasła, ogólniki, zero konkretów, manipulowanie obrazkami, czyli jednym słowem nie tyle obiektywny dokument, ale bezczelna agitka. Na szczęście dość toporna, więc wątpię by kogoś poruszyła na tyle, żeby w to uwierzył i wyszedł na ulicę, bo nie wiedziałby specjalnie nawet przeciw komu protestować.