niedziela, 26 maja 2013

Płytki grób, czyli wielka pokusa, wielkie szaleństwo. I rozdawajka

Pamiętam ten film sprzed lat i wtedy jakoś wzbudził spore emocje, dziś oglądany już niestety czuję, że troszkę "wywietrzał". Chyba po różnych pomysłach m.in. Tarantino czy Ritchiego nie znajduję w tej opowieści tyle oryginalności. Wtedy gdy moja edukacja filmowa nie była chyba aż tak bogata, to połączenie przemocy i lekkiej wydawało by się opowieści o przyjaźni zaskakiwało. Bo też trzeba przyznać, że początek nie zapowiada tego co nastąpi potem... Trójka przyjaciół mieszka w sporym mieszkaniu i szuka lokatora do jednego z pokoi. Mają spore wymagania, bo nie chcą by był to ktoś banalny, nudny. I wreszcie znajdują kandydata, wprowadza się i...

Lęk wysokości, czyli ojciec i syn


Pisząc różne notki, wciąż łapię się na tym, że nie potrafię wyrazić różnych emocji i wrażeń w jakiś skondensowany sposób. Dziś taką mamy rzeczywistość medialną, że 90% odbiorców ogranicza się do czytania nagłówków i wszystko co ma więcej niż jeden akapit (i to nie za długi) powoduje zniechęcenie. A u mnie nawet jeżeli próbuję ograniczyć się do kilku zdań, potem wychodzi elaborat. Tak mam trochę też z tym filmem. Z jednej strony poruszającym, a z drugiej strony mam wrażenie, że trochę przekombinowanym.
Reżyser Bartosz Konopka w wywiadach wspominał o tym iż ta historia jest oparta na jego osobistych przeżyciach i to się trochę czuje. W tym filmie emocje i chwile uchwycone w kadrze maja większe znaczenie niż próba oceny całości fabuły, czy też doszukiwania się historii, która ma początek, środek i koniec.

piątek, 24 maja 2013

Matka diabła - Wiktor Suworow, czyli z rakietami stoimy tak samo jak z produkcją kiełbasy

Już dawno nie czytałem nic Suworowa (a raczej Rezuna, bo przecież to tylko pseudonim), dałem się wiec skusić na jedną z nowszych pozycji wydaną przez Rebis. I powiem Wam, że mam jakiś niesmak i spory zawód po jej przeczytaniu. Zacznijmy od tego, że Suworow bawi się w historyka - przekopuje różne źródła i przedstawia nam sporą ilość liczb, nazwisk, nazw jednostek i zakładów, niestety dla osób, które trochę interesują się historią powojenną większość wydarzeń jakie opisuje jest znanych. Jesteśmy zarzuceni detalami, a pomija się inne wydarzenia, które działy się w tym samym czasie - Suworow opisuje bowiem tylko to co uznał za przydatne do opowiedzenia jego własnej historii. Na tle pierwszego lotu w kosmos, wyścigu zbrojeń między ZSRR i USA, rządów Chruszczowa, opisuje on bowiem przebieg spisku radzieckich generałów, którym według hipotezy autora zawdzięczamy uratowanie ziemi przed wojną nuklearną i zagładą. I rzeczywiście - hipoteza ciekawa, o misji specjalnej pułkownika Pieńkowskiego, który miał przekazać Amerykanom tajne informacje, przeciętny czytelnik nigdy nie słyszał. Tyle, że treści starczyłoby może na dobry artykuł, góra na jeden rozdział.

książka do kupienia m.in. tu

czwartek, 23 maja 2013

Hannibal, czyli wytrawnie czy niestrawnie

Po milczeniu owiec postać psychiatry i psychopaty zarazem, weszła do popkultury i nic dziwnego, że różni twórcy próbują do tego tematu wracać. Zaskoczenia nie ma, bo i być nie może, pojedynek zatem jest trochę na to kto bardziej zaszokuje widza, kto lepiej ukażę tę postać, kto uzyska większy nastrój grozy (i obrzydzenia). Jeżeli chodzi o to ostatnie to twórcy najnowszego serialu moim zdaniem wysforowali się do przodu. Po litrach keczupu i latających kończynach w kolejnych sezonach Spartakusa, teraz widz ma się delektować kolejnymi organami wycinanymi z ciała i przyrządzanymi na różne sposoby... Prawdę mówiąc raczej niesmaczne niż wstrząsające. Straszne raczej jest to oswajanie z najbardziej okrutną zbrodnią, pokazywanie mordercy jako kogoś fascynującego. 
Po 8 odcinkach stwierdzam, że jedna rzecz na pewno się twórcom udała. 

środa, 22 maja 2013

Mróz - Marcin Ciszewski, czyli twardzi, sprawiedliwi, niezłomni, ale z własnym kodeksem moralnym

Tą lekturą kończę na razie przygodę czytelniczą z Panem Marcinem Ciszewskim. Kończę nie dlatego iż mam go dość, wręcz odwrotnie - po prostu przeczytałem już wszystko co wyszło spod jego pióra i pozostaje mi tylko czekać na kolejen rzeczy. Historyk, który wszedł jak burza na rynek serią o przeniesieniu się w czasie grupki dobrze przeszkolonych żołnierzy, sprawdza się równie dobrze jako twórca thrillerów sensacyjnych mocno osadzonych w naszej rzeczywistości politycznej. "Mróz" rozpoczyna ten cykl, "Upał" już za mną, czekam na kolejne anomalie pogodowe :) Kto ciekaw niech zerka - zakładka przeczytane, tam znajdziecie linki do wszystkich notek na temat książek tego Pana.  

wtorek, 21 maja 2013

Co lepsze kawałki - Lecha Janerka, czyli wszyscy inteligentni mężczyźni idą do...

Notki powoli wypełniają różne puste miejsca - kto ciekaw niech zerka....
Chattahoochee, czyli wzorzec psychola z Sevres

A propos tytułu notki - potraficie dokończyć ten tytuł?
Notka Ani o publikacji zawierającej teksty Lecha Janerki zainspirowała mnie wtedy by przegrzebać półki i odświeżyć sobie trochę klasyków tego muzyka. Notkę odkładałem długo, ale okazja nadarzyła się fenomenalna - oto jeden ze sklepów zrobił promocję na płytki, gdzie legalnie można zdobyć sporo ciekawych rzeczy od 10 do 20 zeta, w tym świetny zestaw Lecha Janerki - płytę "Co lepsze kawałki". Jak przegapić taką okazję? Nie żałujcie kasy! 

poniedziałek, 20 maja 2013

House of cards, czyli zastanów się dobrze zanim wejdziesz w to bagno

Pisząc o serialach lubię to robić od razu po pierwszych odcinkach, gdy wiem już czy coś mnie wciąga czy nie, a nie mam jeszcze jasności co do kierunku w jakim się wszystko potoczy... Można by oczywiście czekać na finał, analizować każdy kolejny sezon, ale tą robotę zostawiam fanom poszczególnych produkcji, krytykom i zapaleńcom. Przecież i tak mało kto zacznie oglądać od któregoś sezonu, omijając początek. A jak się wciągniesz to przecież będziesz oglądał, aż do jakiejś totalnej obsuwy (wiadomo, że sztuką jest nie zarżnąć pomysłu i zakończyć tak aby ludzie jeszcze chcieli trwać przy odbiornikach)... W serialach ostatnich miesięcy mam swojego faworyta - to trzynastoodcinkowy dramat polityczny „House of Cards”, oparty na brytyjskiej produkcji BBC (i powieści z Wielkiej Brytanii). Jestem przy siódmym odcinku (przez wyjazdy miałem sporą przerwę) i tylko żal, że już tak mało mi zostało do końca... Już samo nazwisko Finchera, któremu zaproponowano czuwanie nad całością może narobić smaku, a przecież kolejne odcinki dopracowywali spece od takich produkcji jak Sześć stóp pod ziemią, Zakazane imperium, Upadek, czy Tudorowie... O House of Cards głośno było ze względu na dystrybucję - to jeden z pierwszych seriali, który nie był produkowany z myślą o żadnej telewizji, ale zainwestowała w niego firma Nettflix, która udostępnia treści w internecie. Ale to tylko kolejny dowód na wartość tej produkcji - dzięki szeptanej reklamie i nagłośnieniu przez samych internautów rzecz stała się wydarzeniem sezonu i toruje drogę kolejnym tego typu inwestycjom...   

niedziela, 19 maja 2013

Żywiołak - Nowa Mix Tradycja, czyli dawne i nowoczesne. I roztrzygnięcie konkursu


Czasem jakieś płyty powędrują do znajomych i wracają do mnie po kilku miesiącach, albo nawet latach. Żal i zgrzytanie zębów. Ale jest i korzyść - nagle ma się ochotę odkrywać różne rzeczy na nowo. Tak trochę miałem z ta płytą. 
Jedyna płyta Żywiołaka jaką mam (niestety), to remixy tego co zwykle robią, nie daje więc takiej frajdy jak ich zwykłe nagrania. Czy to zabawa, czy próba dotarcia do słuchaczy, którzy właśnie siedzą w techno i elektronice? Na co dzień kapela, która gra folk z niesamowitą punkową energią tu wchodzi do strefy, która mnie niespecjalnie kręci (ale taka to już moda - Sweet noise też strasznie mnie rozczarowało takim kierunkiem) i łączy wodę z ogniem... 

sobota, 18 maja 2013

Drive, czyli samotny jeździec

Kolejna zaległość filmowa. Film, który narobił naprawdę sporo szumu, podzielił widzów i zgarnął też trochę nagród. Ostatnio kompletnie nie mam czasu na kino, pozostaje mi więc zapisywać sobie różne tytuły, czytać Wasze recenzje, a potem polować w różnych miejscach jak jest chwila. 
Nawet nie wiem jak Drive określić. Thriller? Romans? Pierwsza połowa filmu to delikatna, przepełniona wrażliwością opowieść i chłopaku, którego miłością jest jazda samochodem. Niby wszystko zaczyna się od scen kradzieży, gdzie bohater robi za kierowcę, który ma wywieźć rabusiów z danej dzielnicy, zwiać policji, ale całość niczym raczej nie zapowiada tego co otrzymujemy w części drugiej.

Sędzia Di: Naszyjnik i tykwa - Robert Hans van Gulik, czyli detektyw Państwa Środka

Zbliżają się ciepłe miesiące i już tradycyjnie nasz DKK z Ochoty wybiera lżejsze lektury, wychodzi w plener. Na czerwiec zastanawialiśmy się nad jakimiś kryminałami retro, ale długo żadna z propozycji nie zdobyła aplauzu wszystkich obecnych. I wreszcie: Robert van Gulik i jego historie o sędzim Di! Tak - to spodobało się wszystkim - tomów do wyboru sporo, nie są ze sobą powiązane, a jak się przeczyta jeden, już znamy klimat i styl pozostałych. Wracam więc do tych historii z przyjemnością, do czego i Was namawiam - książki tego autora to zwykle czytadła na jeden, dwa dni, a w sieci ich ceny oscylują gdzieś koło 6 złotych (czyli taniej niż kioskowe śmieciowe wydania). Tym razem wybrałem sobie "Naszyjnik i tykwę" - książkę, w której jak na tę serię jest całkiem sporo akcji i tym razem niedużo filozofii (cytowanie nauk Konfucjusza i koloryt chińskiej kultury, tradycji i zwyczajów są elementami charakterystycznymi dla tych powieści).

piątek, 17 maja 2013

Jacek Piekara - Szubienicznik, czyli słuchamy tedy waści pilnie

Ponieważ jeden z konkursów trwa jeszcze do niedzieli, kolejny raz przypominam - zajrzyjcie do zakładki konkursy. Powoli ogarniam notatki, ale stwierdziłem, że mimo powrotu do domu z delegacji czasu wcale nie jest więcej, a raczej mniej (nawet Targi Książki muszę odpuścić). Ubocznym efektem różnych wyjazdów jest też odzwyczajenie się od tv, ale póki co do tego nie tęsknię (szczególnie do wiadomości). Dziś o książce (jednej z tych, które oddaję w konkursach). Piekara obok Komudy wyrobił sobie już trochę markę, ale dotąd najbardziej znany był z opowiadań o inkwizytorze Mordimerze. Po raz kolejny (m.in. po Charakterniku) próbuje się zmierzyć z powieścią czysto historyczną (bez elementów fantastycznych). I wiecie co Wam powiem?

środa, 15 maja 2013

Mech - ZWO, czyli heavy nie musi być jedynie serio

Nie wiem jeszcze co nam zagra w odtwarzaczu w samochodzie, na co będziemy mieli ochotę (a trasa przecież długa), ale póki co jeszcze notka o czymś, co zaciekawiło mnie i gdzieś tam towarzyszy od kilku tygodni. Chodzi o płytę Mech - kapeli, która debiutowała jeszcze w latach 70-tych, a ostatnio się reaktywowała i dzięki wsparciu WOŚP zdobyła troszkę rozgłosu. Mocne brzmienie, gitarowe riffy i ciekawy wokal Macieja Januszko (niewiele kapel grających cięższą muzę ma tak rozpoznawalne teksty) - to granie trochę mocniejsze niż na dawnych płytach, stylem bliższe temu co np. robiło TSA, Black Sabbath (a Januszko przypomina stylem śpiewania Ozzy'ego).

wtorek, 14 maja 2013

Posłuchaj to do Ciebie - Kult, czyli znowu wspomnienia, tym razem muzyczne

Podobno na dniach pojawia się nowa płyta Kultu, a mnie wzięło na wspomnienia - płyta trafiła do auta i spory kawałek drogi do Zakopanego ożywiała i powodowała, że człowiek sobie coś nucił (jak się jedzie z kimś i ma taki głos jak ja, lepiej głośno nie śpiewać). To już blisko 30 lat! Tyle wspomnień, tyle fantastycznych numerów - to właśnie na tej płycie znajduje się sporo moich ulubionych kawałków tej formacji. Z jednej stron to po prostu hiciory, do których znam prawie całe teksty (po tylu latach), ale to też okazja by posłuchać od czego Kult zaczynał - jakże dziwnie chwilami się słucha wokalu Kazika i tych lekko drażniących, psychodelicznych numerów z brzęczącymi organami Hammonda...