Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
niedziela, 10 grudnia 2017
Gdy morze cichnie - Jørn Liera Horst, czyli jak ja lubię tego faceta
Wszystko zaczyna się tym razem bardzo dziwnie: przed apteką gdzie rozbito szybę znaleziono ciężko rannego mężczyznę, w tym samym czasie spłonął nieduży domek turystyczny, a następnego dnia znaleziono w zatoce opustoszałą żaglówkę - czy te trzy sprawy może coś łączyć? Przełożona komisarza twierdzi, że absolutnie nie i wcale nie zamierza słuchać jego próśb o dodatkowe siły do prowadzenia śledztwa.
niedziela, 31 grudnia 2017
Przeczytane 2017, czyli kryminalnie i nie tylko
O dziwo ten rok skromniejszy niż poprzedni, choć byłem pewny, że będzie podobnie jak wtedy (sprawdźcie podsumowanie w archiwum: grudzień 2016). 111 książek, kilka komiksów. W tych 111 kilka audiobooków, rośnie liczba książek czytanych w wersji elektronicznej, ale tego nie rozdzielam, bo i nie ma po co.Gdybym miał powiedzieć co dominowało, to zdecydowanie były to klimaty kryminalne. Ledwie kończyłem jeden, zaraz zaczynałem kolejny. Ale to też był dobry rok dla tego gatunku, nowości i to niezłych ukazuje się coraz więcej, wchodzą do ekstraklasy kolejni debiutanci, tak że nawet człowiek nie wyrabia się z czytaniem wszystkiego co by chciał.
4 książki w jednym roku Horsta, 2 Puzyńskiej, 6 Mroza - to nieźle wygląda w podsumowaniu, ale po prostu staram się nadrabiać zaległości. Horsta wciąż lubię, choć każda kolejna książka wędruje na wymiany (ale im bliżej Jaskiniowca tym moim zdaniem lepiej, wreszcie domkniemy całość), Mróz to czytadła, więc się nie przywiązuję (choć myślę, że będę kontynuował), ale Puzyńska podpasowała na tyle, że nawet w kolekcję zainwestowałem. Będzie czytana. A na przyszły rok jeszcze cała lista nazwisk i tytułów.
Dużo w tych kryminalnych moich upodobaniach jest klimatów retro i to bardzo smakowitych - powrócił w nowej odsłonie Kalinowski (Pogromca grzeszników), nowe rzeczy podrzucili Wroński, Krajewski, ale podium zajęli by chyba oprócz Kalinowskiego kolejna odsłona Szymiczkowej (Tajemnica Domy Helclów) i debiutant, który w tym roku zaskoczył mnie miło aż dwoma powieściami: Bochus Krzysztof - Czarny manuskrypt (drugi tytuł znajdziecie w spisie). 
Wśród kryminałów, których akcja jest bardziej współczesna na wyróżnienie zasługują moim zdaniem dwa. Pierwszy trochę za egzotykę, za wejście w świat zupełnie innej kultury: Honda Tetsuya - Przeczucie. Drugi typ to niby nie zaskoczenie, bo już pierwsza powieść wydana u nas była na bardzo dobrym poziomie, ale zdecydowanie Prohazkova przykuwa uwagę (Roznegliżowane) i potrafi stopniować napięcie.
W sumie niewiele mam porównań gatunkowych, ale warto wymienić jeszcze dwie pozycje, bo zrobiły spore wrażenie: horror, czyli Heuvelt Thomas Olde - Hex i thriller psychologiczny (Feeney Alice - Czasami kłamię).
Reportaż. W tym roku chyba najmilej wspominam nawiązanie współpracy z Wydawnictwem Uniwersytetu Jagiellońskiego i ich serię Mundus - naprawdę warto poszukać ich tytułów, choćby Orth Stephan - Couchsurfing w Iranie. (Nie)codzienne życie Persów.
Co dalej...
sobota, 31 grudnia 2016
Przeczytane 2016, czyli oby przyszły rok równie interesujący
Trudno mój wpis nazwać podsumowaniem wydawniczego roku, bo przecież czytam mnóstwo staroci, wcale nie przejmując się tym czy jestem "na bieżąco". Ale jeżeli jesteście ciekawi: oto moje osobiste podsumowanie i wybór tego co najciekawsze dla mnie w tym roku.środa, 13 lutego 2019
Kod Kathariny - Jørn Lier Horst, czyli coś nie daje spokoju
Jedenaście już razy towarzyszyłem Williamowi Wistingowi w jego śledztwach, nic więc dziwnego, że przy kolejnym tomie trafił on błyskawicznie na moją e-półkę i mimo stosów do czytania, natychmiast się za niego zabrałem. Jego powieści łyka się błyskawicznie, choć przecież nie ma w nich jakiejś szybkiej akcji, chodzi raczej o umiejętność wciągnięcia czytelnika w śledztwo. Gdy się to uda, nawet fakt iż my już domyślamy się rozwiązania, nie psuje przyjemności, dalej towarzyszymy śledczym, trzymając za nich kciuki.
Horst pokazuje dochodzenie jako proces dość mozolny, w którym sporo jest zbierania danych, a potem ślęczenia nad nimi godzinami, by wyłuskać z nich to jakiś drobiazg, który pozwoli na złapanie jakiegoś tropu.
czwartek, 3 września 2015
Poza sezonem - Jorn Lier Horst, czyli to nie będzie proste śledztwo
Po pierwsze - zerknijcie co pisałem o poprzednich książkach tego autora (podobały się!) wydawanych przez Wydawnictwo Smak Słowa.
Po drugie - jeżeli zainteresuje Was ten tytuł, to jeszcze przez kilka dni, przed premierą wydawnictwo sprzedaje ją po promocyjnych cenach.
Po trzecie - zerknijcie przy okazji na kilka zdań, które dorzucam do recenzji "Zbrodni w szkarłacie" Kwiatkowskiej. Zastanawiam się nad czy ten tytuł nie pójdzie do konkursu w następnym miesiącu. A propos konkursów - zaglądaliście?
No i po czwarte - kryminały uwielbiam, więc jak tu było przegapić taką inicjatywę?
I po tym bombardowaniu Was linkami, mogę spokojnie przejść do lektury. Znowu wystarczyły dwa dni czytania i to ograniczonego do podróżowania z pracy i do pracy. Te powieści się po prostu połyka. Krótkie rozdziały sprawiają, że wciąż powtarzasz sobie: jeszcze kawałeczek, jeszcze jeden i nagle jesteś już przy końcu. Bohaterów już znamy dość dobrze. William Wisting to doświadczony śledczy, a w dodatku rozpoznawalna twarz policji, bo często robi za rzecznika. Natomiast jego córka - zdolna dziennikarka co i rusz wpada na trop jakiejś sprawy, która w dziwny sposób krzyżuje się z pracą ojca. Niby o pracy oboje nie dyskutują, nie wymieniają się informacjami, a i tak rozwiązanie robi się jasne dopiero gdy złożymy w całość to co odkryli niezależnie od siebie. Może trochę budzi to naszą wątpliwość (bo policjant, który ma w rodzinie dziennikarza raczej byłby na cenzurowanym w pracy), ale nie czepiajmy się detali.
poniedziałek, 30 kwietnia 2018
Jedna jedyna - Jørn Lier Horst, czyli co krok to ślepy trop
Do notki wybieram jednego ze swoich ulubieńców. No może przesadzam, ale jak dotąd czytałem jego wszystkie kryminały z komisarzem Williamem Wistingiem i każdego kolejnego wypatruję z niecierpliwością, praktycznie od pierwszego. I nie ma to nic wspólnego z tzw. wypełnianiem historii - rzeczywiście u nas rozpoczęto wydawanie serii od środka, a od niedawna dopiero się cofnęliśmy do początku, by poznać pierwsze sprawy. Nie, po prostu facet pisze tak, że chciałoby się kończąc, natychmiast sięgać po kolejną książkę. Niczym dobry serial, który jeszcze się nie znudził.
Horst zna się na pracy policjantów, pisze o przesłuchaniach, grzebaniu w papierach, szukaniu drobiazgów, które być może pominął ktoś inny, naradach... To nie jest śledztwo prowadzone przez samotnego wilka, ale cały zespół, choć faktycznie Wisting ma niesamowitego nosa i niejednokrotnie rozwiązuje sprawy nawet z zamierzchłych czasów.
czwartek, 7 maja 2015
Psy gończe - Jørn Lier Horst, czyli kodeks policjanta
sobota, 7 września 2019
Ukryty pokój - Jørn Lier Horst, czyli wyjaśnijcie to po cichu
Co prawda na moje prośby o "Ukryty pokój" do recenzowania wydawnictwo nie odpowiedziało, w przypadku tego autora jednak stwierdziłem, że nie będę czekał - e-book wskoczył na półkę.
Dziś więc piszę po raz 13 o Williamie Wistingu (wszystkie książki w spisie przeczytanych, czyli zakładce na górze) - z ogromną przyjemnością i mając nadzieję, że jeszcze parę spraw Horst trzyma dla nas w zanadrzu. Bo choć schemat śledztwa powtarza się, każda z tych spraw jest wyjątkowa i pokazuje nam różne oblicza policyjnej roboty. Frustrację gdy nie możesz ruszyć do przodu, mozolne zbieranie śladów, zeznań i wreszcie jakiś trop, który prowadzi do celu. To możliwe nawet po wielu latach.
wtorek, 1 grudnia 2020
Zła wola - Jorn Lier Horst, czyli tym razem już nie za biurkiem

To dla odmiany po klimatach bardziej kobiecych, coś mocniejszego. Horst, którego czytam od pierwszego tomu wydanego w Polsce (chyba mało kto wtedy spodziewał się takiego sukcesu) serią o Wistingu podbił moje serducho, więc czternastej już książki z cyklu nie mogłem przegapić.
I jak zwykle otrzymuję dokładnie to czego się spodziewałem, czyli dobrze napisany, trzymający w napięciu kryminał policyjny. Nawet pewne schematy mi nie przeszkadzają - w tylu tomach równoległe śledztwo prowadzi córka komisarza, która jest dziennikarką, w tylu tomach ładuje się w finale w kłopoty, a i tak mam frajdę, mimo że wiem czego się spodziewać pod koniec.
Realizm z jakim pokazuje się policyjną robotę, ciekawie budowane śledztwo z jakimiś błędnymi tropami, robią taką robotę, że jakieś schematy schodzą na drugi plan.
sobota, 29 kwietnia 2017
Kluczowy świadek - Jorn Lier Horst, czyli wreszcie poznajemy początki
Dzięki temu możemy przyglądać się pracy komisarza, gdy jeszcze nie był szefem wydziału, gdy uczył się pracy dochodzeniowej. I dodajmy jeszcze "Kluczowy świadek" różni się od tych tomów które znamy, bo nie ma równoległego śledztwa prowadzonego przez jego córkę, będącą dziennikarką. Dotąd ten schemat występował w każdej historii, a tu dzieci Wistlinga dopiero chcą wkraczać w dorosłe życie. Ba, bohater nie jest aż tak samotny jakim go poznaliśmy, ma żonę (którą trochę zaniedbuje), wciąż poświęca się zbyt mocno pracy, ale przecież za to, że kocha swoją robotę, że nie potrafi odpuścić, polubiliśmy tego faceta.
czwartek, 3 grudnia 2015
Bent, czyli człowiek potrafi czerpać siły nawet z wyschniętej studni, jeśli musi...
Na blogu coraz więcej notek teatralnych - między innymi dzięki Włodkowi. Dziś gości na Notatniku Teatr Dramatyczny z "Bentem" , a potem ode mnie notki teatralno-filmowe, czyli Korolianus i Makbet.
sobota, 29 grudnia 2018
Przeczytane 2018, czyli niby dużo, a jednak niedosyt
Pełną listę znajdziecie na dole, a jakby podsumowanie poprzedniego roku i wcześniejszych znajdziecie tu. Udało się zaktualizować też listę wszystkich przeczytanych. Przy 365 notkach w roku nie jest to proste, ale dałem radę. Widzę, że przy niektórych tytułach pisałem po łebkach, niektóre muszę pouzupełniać, to zostawiam sobie jednak na inny czas. Nie znajdziecie na liście notek pisanych przez M. a było ich trochę. Co zrobić - podsumowania zawsze są subiektywne. Może namówię ją, by napisała o swoich ulubionych z tego roku?
Nie jest to na pewno próba podsumowania roku wydawniczego - czytam przecież nie tylko nowości i nie ograniczam się do egzemplarzy recenzenckich. To notki zebrane z roku po prostu tego co było w czytaniu. Przejdźmy do konkretów.
sobota, 31 grudnia 2022
Przeczytane 2022, czyli lekkie czy poważne
No i ostatnia notka w tym roku, tym samym kończę dwunasty rok pisania na Notatniku. Jedna notka dziennie przez tyle czasu to lekkie szaleństwo, ale póki sprawia to frajdę i jest o czym pisać, nie zamierzam rezygnować. Zobaczymy czy w roku 2023 uda się utrzymać założony rytm. Kończąc rok i oddychając z ulgą, że się udało (czasem M ratowała mi tyłek, gdy nie chciało mi się pisać), pragnę podziękować wszystkim Wam, którzy zaglądacie na Notatnik Kulturalny. Każdy komentarz, dobre słowo, daje motywację do tego by nie rezygnować, choć przecież mój blog raczej nie ma szans konkurować z tymi gdzie wydaje się spore pieniądze na ich dopieszczenie, reklamę, zasięgi. A ja po prostu siadam na kwadrans dziennie i stukam w klawiaturę, przelewając tu swoje uczucia i refleksje. Dla mnie to ważne, jeżeli więc kto pisze że to dla niego było interesujące, to jakby miód wylany na moje serce. Dziękuję.
Zwykle ostatnia notka w roku dotyczyła podsumowania książkowego, chyba najbardziej przeze mnie lubianego (sprawdźcie co polecałem w poprzednich latach). Oczywiście nie mam zamiaru udawać, że ten wpis w jakiś realny sposób odnosi się do tego co ukazywało się na rynku książkowym - nie mam takich ambicji. Różne rzeczy trafiają na stos czytelniczy, na półki ebookowe, czy nawet do zeszyciku rzeczy "do zdobycia", sam czytam rzeczy starsze, czasem te mniej ambitne, rozrywkowe, więc te moje zapiski dotyczą tylko tego co przeczytałem sam (bo M też pisze u mnie o książkach), co zwróciło moją uwagę. Z przyjemnością zerkam na podsumowania u innych, czasem nawet mam wyrzuty sumienia, że tyle ciekawych tytułów przegapiłem, a czytałem głupotki, no ale od początku miałem takie założenie - sięgam po lektury dla przyjemności, czasem zmotywowany wyborem w DKK, czy zleceniem, ale piszę o wszystkim, nawet o mniej udanych tytułach. Po co? Trochę dla siebie, żeby pamiętać po roku, czy dwóch (tak szybko to ucieka), ale i może komuś się to przyda?
No dobra - 137 notek książkowych w tym roku, do tego 5 komiksów, 4 książki przeczytane jako recenzent wewnętrzny, więc o nich póki co nie mogę napisać. Czytane w różny sposób, bo w tym roku sporo weszło w wersji audio lub jako e-booki, ale i tak najbardziej kocham papier. Często rzeczy połykam równolegle, może stąd dużo więcej tu tytułów rozrywkowych, lekkich, bo te wchodzą po prostu szybciej. I może od nich zacznijmy.
niedziela, 14 lutego 2016
Kryminały dla dzieci - seria CLUE, czyli zagadki dna morskiego i hien cmentarnych
Choć tytuł może brzmieć dość tajemniczo i groźnie - no bo jak to, dzieci nie powinny czytać kryminałów, to jednak uwierzcie, że ta seria może spodobać się zarówno dorosłym, jak i ich starszym pociechom. Owszem - znajdziecie tu przestępców, jakieś ich ciemne sprawki, ale to przede wszystkim przygodówka i lekcja logicznego myślenia. Autor, czyli Jørn Lier Horst, w każdej książeczce z cyklu, wplata w treść również jakiegoś znanego filozofa i jego idee, jakąś myśl charakteryzującą jego poglądy. Choć znany jest ze swoich świetnych kryminałów dla dorosłych (o trzech wydanych w Polsce już pisałem, więc zapraszam do zajrzenia do spisu przeczytanych) i nadal jest dość poważny (brak humoru jest chyba jedyną słabszą stroną tych książek), to czuje się, że do młodszych czytelników, pisze zupełnie inaczej - zarówno język, jak i sama akcja jest w dużym stopniu uproszczona, aby bez trudu młodsze nastolatki mogły się przez to przegryźć. To taki współczesny "Pan Samochodzik", tyle, że bez dorosłego bohatera prowadzącego śledztwo (młodzi radzą sobie bardzo dobrze sami) i bez wszystkich opisów, które Nienacki fundował jako lekcję historii, geografii itp.
A czemu CLUE? Oprócz tego, że po angielsku to słowo oznacza trop prowadzący do rozwiązania zagadki, to również skrót od imion Cecilii, Leo, Une i ich psa Egona. To właśnie ta czwórka rozwiązuje różne zagadki, których o dziwo na wyspie, którą zamieszkują, wcale nie brakuje. Tomiki dziś opisywane to już kolejne z tej serii, wydane w Polsce... I chyba będzie ciąg dalszy! W razie czego wbijajcie po nie na stronę wydawcy - Smak słowa. poniedziałek, 6 sierpnia 2018
Nocny człowiek - Jørn Lier Horst, czyli doczekaliśmy się
wtorek, 11 października 2022
Sprawa 1569 - Jørn Lier Horst, czyli przecież dowody były mocne
czwartek, 14 kwietnia 2016
Ślepy trop - Jorn Lier Horst, czyli nawet glina może się mylić
wtorek, 3 stycznia 2017
Gdy mrok zapada - Jorn Lier Horst, czyli chciał czegoś więcej niż patrole i interwencje
wtorek, 29 grudnia 2015
Przeczytane 2015, czyli stare, nowe, najlepsze

Pora na kolejne podsumowania, tym razem czytelnicze. Nie mam ambicji oceniać jedynie nowości, bo przecież nie ze wszystkimi jestem na bieżąco, zresztą zauważam u siebie mocną tendencję do dość krytycznego oceniania masowo wydawanych nowych tytułów (dosyć sztampowych najczęściej), a z zachwytem odkrywać na nowo lub po raz pierwszy różne tytuły sprzed lat.
Pełną listę znajdziecie na samym dole - wyszło na to, że dobiłem do 100 pozycji (wliczając dwa bardzo smakowite komiksy) - było ich trochę więcej, ale część przechodzi mi na opisanie w przyszłym roku :(
Kto jest ciekaw jak wyglądało to w latach poprzednich: zapraszam do klikania
2014, 2013, 2012, 2011
A co podobało się najbardziej w roku 2015?
poniedziałek, 30 grudnia 2019
Przeczytane 2019, czyli moja ulubiona kategoria
Pora na ostatnie podsumowanie tego roku, czyli to co lubię najbardziej: książki! 💓 W zakładce przeczytane na górze znajdziecie wszystkie, w grudniu każdego roku (na koniec) znajdziecie też podsumowania (np. 2018 jest tu). Czytam w papierze, słucham, czytam e-, często po kilka naraz, ale mimo wszystko wcale tak dużo tego w skali roku nie wychodzi. 118 tytułów to wcale nie tak wiele - wychodzi raptem dwie książki tygodniowo, a większość to czytadła, które połyka się dość szybko.To jedno z postanowień na rok przyszły - za wszelką cenę uporać się z zaległościami do recenzji, ograniczyć napływ nowości, a to "co trzeba" przeplatać tym na co akurat mam ochotę, choćby były to rzeczy dużo starsze. Mimo tego, że wydaje się cała masa tytułów, sporo z nich naprawdę nie jest warta naszego czasu i uwagi. A może inaczej: są rzeczy dużo bardziej na to zasługujące. Czasem jestem pytany czemu na Lubimy Czytać moje oceny są tak niskie. Ale powiedzcie sami: czy każdy tytuł po który sięgacie zasługuje na 9 lub 10?
I tak cierpię niepomiernie widząc na swoich stosach wiele rzeczy, które z tego roku pominąłem, dlatego że wolałem sięgnąć po kolejne czytadło i uporać się z recenzją. Nawet jeśli w przyszłym roku będzie jeszcze mniej rzeczy przeczytanych, chciałbym mieć możliwość delektowania się tym co czytam.
Zanim do konkretnych tytułów na pewno wypada kilka spraw podsumowania:
- eksperymentuję z kontem premium empiku - niby wybór ebooków i audiobooków jeszcze skromny, ale i tak mam w czym wybierać, a wychodzi raptem niecała 10 za miesiąc;
- nie wiem czy to wydawca przeze mnie najczęściej czytany, ale moja prywatna nagroda dla wydawcy poleci w tym roku do Poznańskiego. Chodzi nie tylko o wybór tytułów, wydawanie debiutów, różnorodność serii (cudowna skandynawska, reportaże), ale i o staranność (no może, czasem redakcja nawala, ale to w rękach się nie rozwali);
- dodatkowe wyróżnienia dla wydawnictw, które nie tylko próbują ścigać się na nowości, ale i odświeżają klasykę - choćby Vonegutt i Jordan w Zysk i S-ka, Prószyński z Le Guin, czy seria klasyki S-F Rebisu. Zdecydowanie polecam.
















