Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania horst, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania horst, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 grudnia 2017

Gdy morze cichnie - Jørn Liera Horst, czyli jak ja lubię tego faceta

Horst już od dawna ma u mnie zapewniony czas na to, że przeczytany zostanie szybko. Wydawnictwo Smak Słowa powoli uzupełnia nasze zaległości wydając tomy zaległe (zostały już tylko dwa) o komisarzu Wistingu, a ja gdy tylko pojawia się coś nowego, nie mogę się powstrzymać od przełożenia tego na samą górę stosu. I wiecie co? Jeżeli nawet marudziłem przy tomach 1-2, to tym trzecim z kolei facet udowadnia, że potrzebował chwili na to by rozwinąć swoje pomysły i potem już jedynie trzymał równy poziom. Ci, którzy pamiętają "Jaskiniowca", który wydany u nas był jako pierwszy (tom 6), wiedzą o czym mówię. Wisting jest najlepszy gdy nie jest nieopierzonym policjantem, gdy może liczyć na kolegów z zespołu, ale i sam ma już spore doświadczenie. A do tej sprawy przyda ono mu się jak mało kiedy.

Wszystko zaczyna się tym razem bardzo dziwnie: przed apteką gdzie rozbito szybę znaleziono ciężko rannego mężczyznę, w tym samym czasie spłonął nieduży domek turystyczny, a następnego dnia znaleziono w zatoce opustoszałą żaglówkę - czy te trzy sprawy może coś łączyć? Przełożona komisarza twierdzi, że absolutnie nie i wcale nie zamierza słuchać jego próśb o dodatkowe siły do prowadzenia śledztwa.

niedziela, 31 grudnia 2017

Przeczytane 2017, czyli kryminalnie i nie tylko

O dziwo ten rok skromniejszy niż poprzedni, choć byłem pewny, że będzie podobnie jak wtedy (sprawdźcie podsumowanie w archiwum: grudzień 2016). 111 książek, kilka komiksów. W tych 111 kilka audiobooków, rośnie liczba książek czytanych w wersji elektronicznej, ale tego nie rozdzielam, bo i nie ma po co.
Gdybym miał powiedzieć co dominowało, to zdecydowanie były to klimaty kryminalne. Ledwie kończyłem jeden, zaraz zaczynałem kolejny. Ale to też był dobry rok dla tego gatunku, nowości i to niezłych ukazuje się coraz więcej, wchodzą do ekstraklasy kolejni debiutanci, tak że nawet człowiek nie wyrabia się z czytaniem wszystkiego co by chciał.

4 książki w jednym roku Horsta, 2 Puzyńskiej, 6 Mroza - to nieźle wygląda w podsumowaniu, ale po prostu staram się nadrabiać zaległości. Horsta wciąż lubię, choć każda kolejna książka wędruje na wymiany (ale im bliżej Jaskiniowca tym moim zdaniem lepiej, wreszcie domkniemy całość), Mróz to czytadła, więc się nie przywiązuję (choć myślę, że będę kontynuował), ale Puzyńska podpasowała na tyle, że nawet w kolekcję zainwestowałem. Będzie czytana. A na przyszły rok jeszcze cała lista nazwisk i tytułów.
 

Dużo w tych kryminalnych moich upodobaniach jest klimatów retro i to bardzo smakowitych - powrócił w nowej odsłonie Kalinowski (Pogromca grzeszników), nowe rzeczy podrzucili Wroński, Krajewski, ale podium zajęli by chyba oprócz Kalinowskiego kolejna odsłona Szymiczkowej (Tajemnica Domy Helclów) i debiutant, który w tym roku zaskoczył mnie miło aż dwoma powieściami: Bochus Krzysztof - Czarny manuskrypt (drugi tytuł znajdziecie w spisie).

Wśród kryminałów, których akcja jest bardziej współczesna na wyróżnienie zasługują moim zdaniem dwa. Pierwszy trochę za egzotykę, za wejście w świat zupełnie innej kultury: Honda Tetsuya - Przeczucie. Drugi typ to niby nie zaskoczenie, bo już pierwsza powieść wydana u nas była na bardzo dobrym poziomie, ale zdecydowanie Prohazkova przykuwa uwagę (Roznegliżowane) i potrafi stopniować napięcie.

W sumie niewiele mam porównań gatunkowych, ale warto wymienić jeszcze dwie pozycje, bo zrobiły spore wrażenie: horror, czyli Heuvelt Thomas Olde - Hex i thriller psychologiczny (Feeney Alice - Czasami kłamię).

Reportaż. W tym roku chyba najmilej wspominam nawiązanie
współpracy z Wydawnictwem Uniwersytetu Jagiellońskiego i ich serię Mundus - naprawdę warto poszukać ich tytułów, choćby Orth Stephan - Couchsurfing w Iranie. (Nie)codzienne życie Persów.

Co dalej...

sobota, 31 grudnia 2016

Przeczytane 2016, czyli oby przyszły rok równie interesujący

Ostatnie podsumowanie tego roku i to właśnie ono najbardziej mnie cieszy. O ile bowiem w tym kończącym się szóstym roku blogowania zmniejszyła się liczba wpisów na temat muzyki, pojawiło się sporo teatralnych, to jeżeli chodzi o lektury to był bardzo dobry rok. I nie mówię tu wcale o ilości (133 - było trochę więcej, ale nie o wszystkich jeszcze pisałem), ale wśród tych stosów trafiło mi się naprawdę sporo bardzo dobrych tytułów. Cały czas rośnie pula książek do recenzji i wydawców, chętnych do współpracy, i choć staram się trochę ograniczać, robić selekcję, to mam przecież z tego nie tylko stres (na widok stosów), ale i frajdę. Wszystkim, którzy podsuwali mi różne tytuły (szczególnie klubom DKK), dawali rekomendacje, kusili na różne sposoby - po prostu wielkie dzięki.
Trudno mój wpis nazwać podsumowaniem wydawniczego roku, bo przecież czytam mnóstwo staroci, wcale nie przejmując się tym czy jestem "na bieżąco". Ale jeżeli jesteście ciekawi: oto moje osobiste podsumowanie i wybór tego co najciekawsze dla mnie w tym roku.

środa, 13 lutego 2019

Kod Kathariny - Jørn Lier Horst, czyli coś nie daje spokoju


Jedenaście już razy towarzyszyłem Williamowi Wistingowi w jego śledztwach, nic więc dziwnego, że przy kolejnym tomie trafił on błyskawicznie na moją e-półkę i mimo stosów do czytania, natychmiast się za niego zabrałem. Jego powieści łyka się błyskawicznie, choć przecież nie ma w nich jakiejś szybkiej akcji, chodzi raczej o umiejętność wciągnięcia czytelnika w śledztwo. Gdy się to uda, nawet fakt iż my już domyślamy się rozwiązania, nie psuje przyjemności, dalej towarzyszymy śledczym, trzymając za nich kciuki. 
Horst pokazuje dochodzenie jako proces dość mozolny, w którym sporo jest zbierania danych, a potem ślęczenia nad nimi godzinami, by wyłuskać z nich to jakiś drobiazg, który pozwoli na złapanie jakiegoś tropu.

czwartek, 3 września 2015

Poza sezonem - Jorn Lier Horst, czyli to nie będzie proste śledztwo

Dziś na początek cała masa linków.

Po pierwsze - zerknijcie co pisałem o poprzednich książkach tego autora (podobały się!) wydawanych przez Wydawnictwo Smak Słowa.

Po drugie - jeżeli zainteresuje Was ten tytuł, to jeszcze przez kilka dni, przed premierą wydawnictwo sprzedaje ją po promocyjnych cenach.

Po trzecie - zerknijcie przy okazji na kilka zdań, które dorzucam do recenzji "Zbrodni w szkarłacie" Kwiatkowskiej. Zastanawiam się nad czy ten tytuł nie pójdzie do konkursu w następnym miesiącu. A propos konkursów - zaglądaliście?

No i po czwarte - kryminały uwielbiam, więc jak tu było przegapić taką inicjatywę?

I po tym bombardowaniu Was linkami, mogę spokojnie przejść do lektury. Znowu wystarczyły dwa dni czytania i to ograniczonego do podróżowania z pracy i do pracy. Te powieści się po prostu połyka. Krótkie rozdziały sprawiają, że wciąż powtarzasz sobie: jeszcze kawałeczek, jeszcze jeden i nagle jesteś już przy końcu. Bohaterów już znamy dość dobrze. William Wisting to doświadczony śledczy, a w dodatku rozpoznawalna twarz policji, bo często robi za rzecznika. Natomiast jego córka - zdolna dziennikarka co i rusz wpada na trop jakiejś sprawy, która w dziwny sposób krzyżuje się z pracą ojca. Niby o pracy oboje nie dyskutują, nie wymieniają się informacjami, a i tak rozwiązanie robi się jasne dopiero gdy złożymy w całość to co odkryli niezależnie od siebie. Może trochę budzi to naszą wątpliwość (bo policjant, który ma w rodzinie dziennikarza raczej byłby na cenzurowanym w pracy), ale nie czepiajmy się detali.

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Jedna jedyna - Jørn Lier Horst, czyli co krok to ślepy trop

Kwiecień dopełniam dopiero dziś, ale co zrobić... Budapeszt zwiedzamy intensywnie i czasem nie ma już sił na pisanie.
Do notki wybieram jednego ze swoich ulubieńców. No może przesadzam, ale jak dotąd czytałem jego wszystkie kryminały z komisarzem Williamem Wistingiem i każdego kolejnego wypatruję z niecierpliwością, praktycznie od pierwszego. I nie ma to nic wspólnego z tzw. wypełnianiem historii - rzeczywiście u nas rozpoczęto wydawanie serii od środka, a od niedawna dopiero się cofnęliśmy do początku, by poznać pierwsze sprawy. Nie, po prostu facet pisze tak, że chciałoby się kończąc, natychmiast sięgać po kolejną książkę. Niczym dobry serial, który jeszcze się nie znudził.
Horst zna się na pracy policjantów, pisze o przesłuchaniach, grzebaniu w papierach, szukaniu drobiazgów, które być może pominął ktoś inny, naradach... To nie jest śledztwo prowadzone przez samotnego wilka, ale cały zespół, choć faktycznie Wisting ma niesamowitego nosa i niejednokrotnie rozwiązuje sprawy nawet z zamierzchłych czasów.

czwartek, 7 maja 2015

Psy gończe - Jørn Lier Horst, czyli kodeks policjanta


Jakiś czas temu pisałem o kryminale "Jaskiniowiec", troszkę dziwiąc się, że nieznany u nas szerzej Jørn Lier Horst, popełnił już cały cykl powieści z policjantem Williamem Wistingiem w rol głównej, a u nas jako pierwszy wydano chyba tom dziewiąty z kolei. Na szczęście każdy z nich jest odrębną historią i oto dzięki uprzejmości wydawnictwa Smak Słów, spieszę donieść, że właśnie ukazał się kolejny tom tego cyklu. I od razu zdradzę wam - jeszcze lepszy od poprzedniego opublikowanego w Polsce.

sobota, 7 września 2019

Ukryty pokój - Jørn Lier Horst, czyli wyjaśnijcie to po cichu

Dwóch autorów, którym towarzyszę od początku.  Dziś pierwszy z nich. No dobra, tak naprawdę "Jaskiniowiec" przecież nie był jego debiutem, ale kiedy wydało to wydawnictwo Smak Słowa, chyba nikt nie spodziewał się aż tak dużej popularności. A ja już wtedy czułem, że to dobre policyjne kryminały i czekałem na dokończenie cyklu (bo rozpoczęto od tomu 6).
Co prawda na moje prośby o "Ukryty pokój" do recenzowania wydawnictwo nie odpowiedziało, w przypadku tego autora jednak stwierdziłem, że nie będę czekał - e-book wskoczył na półkę.
Dziś więc piszę po raz 13 o Williamie Wistingu (wszystkie książki w spisie przeczytanych, czyli zakładce na górze) - z ogromną przyjemnością i mając nadzieję, że jeszcze parę spraw Horst trzyma dla nas w zanadrzu. Bo choć schemat śledztwa powtarza się, każda z tych spraw jest wyjątkowa i pokazuje nam różne oblicza policyjnej roboty. Frustrację gdy nie możesz ruszyć do przodu, mozolne zbieranie śladów, zeznań i wreszcie jakiś trop, który prowadzi do celu. To możliwe nawet po wielu latach.

wtorek, 1 grudnia 2020

Zła wola - Jorn Lier Horst, czyli tym razem już nie za biurkiem

To dla odmiany po klimatach bardziej kobiecych, coś mocniejszego. Horst, którego czytam od pierwszego tomu wydanego w Polsce (chyba mało kto wtedy spodziewał się takiego sukcesu) serią o Wistingu podbił moje serducho, więc czternastej już książki z cyklu nie mogłem przegapić.
I jak zwykle otrzymuję dokładnie to czego się spodziewałem, czyli dobrze napisany, trzymający w napięciu kryminał policyjny. Nawet pewne schematy mi nie przeszkadzają - w tylu tomach równoległe śledztwo prowadzi córka komisarza, która jest dziennikarką, w tylu tomach ładuje się w finale w kłopoty, a i tak mam frajdę, mimo że wiem czego się spodziewać pod koniec.
Realizm z jakim pokazuje się policyjną robotę, ciekawie budowane śledztwo z jakimiś błędnymi tropami, robią taką robotę, że jakieś schematy schodzą na drugi plan.

sobota, 29 kwietnia 2017

Kluczowy świadek - Jorn Lier Horst, czyli wreszcie poznajemy początki

Począwszy od pierwszego tytuły, który u nas się ukazał dzięki Wydawnictwu Smak Słowa, czyli "Jaskiniowca" wyczekiwałem tego, że poznamy całą serię o sprawach prowadzonych przez komisarza Wistlinga. Zaczęliśmy od 6, potem posuwaliśmy się dalej, ale wciąż nie znaliśmy początków jego kariery. Autor zrobił nam niedawno niespodziankę, bo zafundował tom, który jest jakby prequelem, czyli dotyczy sprawy, którą młodziutki policjant prowadził zaraz po studiach, a oto wydawnictwo wysłuchało też naszych próśb i wydaje brakujące tomy serii. 
Dzięki temu możemy przyglądać się pracy komisarza, gdy jeszcze nie był szefem wydziału, gdy uczył się pracy dochodzeniowej. I dodajmy jeszcze "Kluczowy świadek" różni się od tych tomów które znamy, bo nie ma równoległego śledztwa prowadzonego przez jego córkę, będącą dziennikarką. Dotąd ten schemat występował w każdej historii, a tu dzieci Wistlinga dopiero chcą wkraczać w dorosłe życie. Ba, bohater nie jest aż tak samotny jakim go poznaliśmy, ma żonę (którą trochę zaniedbuje), wciąż poświęca się zbyt mocno pracy, ale przecież za to, że kocha swoją robotę, że nie potrafi odpuścić, polubiliśmy tego faceta.

czwartek, 3 grudnia 2015

Bent, czyli człowiek potrafi czerpać siły nawet z wyschniętej studni, jeśli musi...



Na blogu coraz więcej notek teatralnych - między innymi dzięki Włodkowi. Dziś gości na Notatniku Teatr Dramatyczny z "Bentem" , a potem ode mnie notki teatralno-filmowe, czyli Korolianus i Makbet.

             Bywają spektakle łatwe w odbiorze, lekkie tematycznie, przewidywalne, takie, po których naładowani pozytywną energią wychodzimy z teatru, by żyć dalej swoim życiem. Są jednak i takie, które wywierają na nas piętno, otwierają rany, takie, które zmuszają do myślenia, czasem wywołują refleksję nad tym, jak sami żyjemy, takie, po których płakać się chce i nie da się ich zapomnieć. „Bent” jest jednym z nich...

            W teatrze szukam piękna, emocji i prawdy. Wszystko to – w dużym natężeniu odnajduję w wystawianym od niedawna w Teatrze Dramatycznym (na Scenie Przodownik) spektaklu pt. „Bent”. Sztuka bardzo zręcznie wykorzystuje popularny w sztuce wątek homoseksualizmu, by nadać mu koloryt niemal całkowicie dotąd nieznany. Zamiast więc epatować tanimi chwytami, autorzy przedstawienia wciągają nas w emocjonalną karuzelę, która zmienia nasze spojrzenie na miłość.

            Bo przecież „Bent” jest właśnie przede wszystkim uniwersalną opowieścią o miłości, całkowicie niezależną od kwestii bycia homo- czy heteroseksualnym człowiekiem, na dodatek opowieścią tragiczną, choć z przepięknym morałem.

sobota, 29 grudnia 2018

Przeczytane 2018, czyli niby dużo, a jednak niedosyt

Po podsumowaniu teatralnym i muzycznym, pora na kolejne, tym razem czytelnicze. 121 tytułów. Niby dużo, ale wiecie co? Sporo jest we mnie jakiegoś niedosytu. Może wynika on z tego, że stosy do przeczytania wcale nie maleją, że leżą na nich tytuły, które bardzo kuszą, a nawet takie, które znalazły się na listach z podsumowaniami o innych? Wiadomo, że pewnym wyjściem byłoby zdecydowanie się na czytanie jedynie rzeczy ambitnych, selekcję rzeczy do recenzji (i tak mam wrażenie, że to robię), ale co ja na to poradzę, że lubię czasem coś lżejszego i czytam po kilka tytułów na raz.





Pełną listę znajdziecie na dole, a jakby podsumowanie poprzedniego roku i wcześniejszych znajdziecie tu. Udało się zaktualizować też listę wszystkich przeczytanych. Przy 365 notkach w roku nie jest to proste, ale dałem radę. Widzę, że przy niektórych tytułach pisałem po łebkach, niektóre muszę pouzupełniać, to zostawiam sobie jednak na inny czas. Nie znajdziecie na liście notek pisanych przez M. a było ich trochę. Co zrobić - podsumowania zawsze są subiektywne. Może namówię ją, by napisała o swoich ulubionych z tego roku?
Nie jest to na pewno próba podsumowania roku wydawniczego - czytam przecież nie tylko nowości i nie ograniczam się do egzemplarzy recenzenckich. To notki zebrane z roku po prostu tego co było w czytaniu. Przejdźmy do konkretów.

sobota, 31 grudnia 2022

Przeczytane 2022, czyli lekkie czy poważne

No i ostatnia notka w tym roku, tym samym kończę dwunasty rok pisania na Notatniku. Jedna notka dziennie przez tyle czasu to lekkie szaleństwo, ale póki sprawia to frajdę i jest o czym pisać, nie zamierzam rezygnować. Zobaczymy czy w roku 2023 uda się utrzymać założony rytm. Kończąc rok i oddychając z ulgą, że się udało (czasem M ratowała mi tyłek, gdy nie chciało mi się pisać), pragnę podziękować wszystkim Wam, którzy zaglądacie na Notatnik Kulturalny. Każdy komentarz, dobre słowo, daje motywację do tego by nie rezygnować, choć przecież mój blog raczej nie ma szans konkurować z tymi gdzie wydaje się spore pieniądze na ich dopieszczenie, reklamę, zasięgi. A ja po prostu siadam na kwadrans dziennie i stukam w klawiaturę, przelewając tu swoje uczucia i refleksje. Dla mnie to ważne, jeżeli więc kto pisze że to dla niego było interesujące, to jakby miód wylany na moje serce. Dziękuję.

Zwykle ostatnia notka w roku dotyczyła podsumowania książkowego, chyba najbardziej przeze mnie lubianego (sprawdźcie co polecałem w poprzednich latach). Oczywiście nie mam zamiaru udawać, że ten wpis w jakiś realny sposób odnosi się do tego co ukazywało się na rynku książkowym - nie mam takich ambicji. Różne rzeczy trafiają na stos czytelniczy, na półki ebookowe, czy nawet do zeszyciku rzeczy "do zdobycia", sam czytam rzeczy starsze, czasem te mniej ambitne, rozrywkowe, więc te moje zapiski dotyczą tylko tego co przeczytałem sam (bo M też pisze u mnie o książkach), co zwróciło moją uwagę. Z przyjemnością zerkam na podsumowania u innych, czasem nawet mam wyrzuty sumienia, że tyle ciekawych tytułów przegapiłem, a czytałem głupotki, no ale od początku miałem takie założenie - sięgam po lektury dla przyjemności, czasem zmotywowany wyborem w DKK, czy zleceniem, ale piszę o wszystkim, nawet o mniej udanych tytułach. Po co? Trochę dla siebie, żeby pamiętać po roku, czy dwóch (tak szybko to ucieka), ale i może komuś się to przyda?
 

No dobra - 137 notek książkowych w tym roku, do tego 5 komiksów, 4 książki przeczytane jako recenzent wewnętrzny, więc o nich póki co nie mogę napisać. Czytane w różny sposób, bo w tym roku sporo weszło w wersji audio lub jako e-booki, ale i tak najbardziej kocham papier. Często rzeczy połykam równolegle, może stąd dużo więcej tu tytułów rozrywkowych, lekkich, bo te wchodzą po prostu szybciej. I może od nich zacznijmy.

niedziela, 14 lutego 2016

Kryminały dla dzieci - seria CLUE, czyli zagadki dna morskiego i hien cmentarnych

Choć tytuł może brzmieć dość tajemniczo i groźnie - no bo jak to, dzieci nie powinny czytać kryminałów, to jednak uwierzcie, że ta seria może spodobać się zarówno dorosłym, jak i ich starszym pociechom. Owszem - znajdziecie tu przestępców, jakieś ich ciemne sprawki, ale to przede wszystkim przygodówka i lekcja logicznego myślenia. Autor, czyli Jørn Lier Horst, w każdej książeczce z cyklu, wplata w treść również jakiegoś znanego filozofa i jego idee, jakąś myśl charakteryzującą jego poglądy. Choć znany jest ze swoich świetnych kryminałów dla dorosłych (o trzech wydanych w Polsce już pisałem, więc zapraszam do zajrzenia do spisu przeczytanych) i nadal jest dość poważny (brak humoru jest chyba jedyną słabszą stroną tych książek), to czuje się, że do młodszych czytelników, pisze zupełnie inaczej - zarówno język, jak i sama akcja jest w dużym stopniu uproszczona, aby bez trudu młodsze nastolatki mogły się przez to przegryźć. To taki współczesny "Pan Samochodzik", tyle, że bez dorosłego bohatera prowadzącego śledztwo (młodzi radzą sobie bardzo dobrze sami) i bez wszystkich opisów, które Nienacki fundował jako lekcję historii, geografii itp. 
A czemu CLUE? Oprócz tego, że po angielsku to słowo oznacza trop prowadzący do rozwiązania zagadki, to również skrót od imion Cecilii, Leo, Une i ich psa Egona. To właśnie ta czwórka rozwiązuje różne zagadki, których o dziwo na wyspie, którą zamieszkują, wcale nie brakuje. Tomiki dziś opisywane to już kolejne z tej serii, wydane w Polsce... I chyba będzie ciąg dalszy! W razie czego wbijajcie po nie na stronę wydawcy - Smak słowa

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Nocny człowiek - Jørn Lier Horst, czyli doczekaliśmy się

Doczekaliśmy się! Seria, która pojawiła się w Polsce jakoś bardzo dziwnie, czyli od środka, a potem dopiero ukazały się początkowe tomy, jest domknięta. Teraz pozostanie z ciekawością czekać na nowe pozycje tego autora. Bo szczerze mówiąc, mam nadzieję, że to nie koniec serii z komisarzem Wistingiem. Zachwycałem się jego książkami od tej pierwszej, która ukazała się kilka lat temu i nie zmieniam zdania. Dość klasyczne, policyjne kryminały, zwykle z ciekawym wątkiem społecznym, różnią się na pewno od tego co zwykle kojarzymy ze skandynawskimi powieściami o zbrodni. To nie znaczy, że u Horsta nie bywa bardziej mrocznie. Zdecydowanie jednak u niego to policjant jest na pierwszym miejscu, a nie sprawca, jak to bywa u innych. Nie ma tu specjalnie jakiejś szybkiej akcji, ale za to dość wiernie opisana jest praca policji: przekopywanie się przez masę danych, zeznań, hipotez, sprawdzanie wszystkiego co wydaje się podejrzane. To nie jest praca dla indywidualistów, samotnych wilków, którzy w nosie mają kolegów, procedury i podobno mają być najbardziej skuteczni. Autor sam był policjantem, więc wie o czym pisze.


wtorek, 11 października 2022

Sprawa 1569 - Jørn Lier Horst, czyli przecież dowody były mocne

Ach jak ja lubię powracać do Williama Wistinga, czyli do serii kryminałów norweskiego pisarza Jørna Liera Horsta. Od pierwszego tomu złapałem jakąś fajną energię i kolejne tomy cyklu zwykle nie czekają długo na swoja kolej - z tym miałem wyjątkowo długą przerwę, ale ponieważ wiem, że wyszedł już kolejny, to postanowiłem nadrabiać zaległości. Czemu tak bardzo podobają mi się te kryminały? Ano były policjant nie opowiada bajek, tylko pokazuje normalną, codzienną robotę, sprawdzanie hipotez, śladów, przesłuchania. Tu jeżeli nawet akcja gdzieś pod koniec powieści trochę przyspiesza, to wcześniej wiemy że czeka nas dość żmudne śledztwo. Czy to sprawia, że jest nudno? Ano właśnie co ciekawe to nie. Horst tak zgrabnie prowadzi nas w detale dotyczące dochodzenia, że idziemy za nim z ciekawością, zbierając niczym okruchy kolejne ślady. Czy będzie łatwo odgadnąć sprawcę? Czasem tak, czasem nie. Bo rzecz nie tylko w samym wskazaniu mordercy, ale udowodnieniu mu winy. Albo uniknięciu błędu, tak jak w przypadku sprawy opisanej w tym tomie.

czwartek, 14 kwietnia 2016

Ślepy trop - Jorn Lier Horst, czyli nawet glina może się mylić

Każdy pewnie ma wśród swoich ulubionych autorów, takich, którym towarzyszy praktycznie od pierwszej wydanej książki. Ja właśnie tak mam z Horstem, którego w Polsce kilka lat temu zaczęło wydawać Smak Słowa. I muszę Wam powiedzieć, że każdą kolejną powieść witam z coraz większą radością. To nie tylko powrót starych znajomych: komisarza Williama Wistinga i jego córki Line - Horst mam wrażenie, że po prostu jest coraz lepszy. Niby poznaliśmy już schemat według jakiego pisze (za każdym razem oboje prowadzą równolegle swoje dochodzenia, które potem okazuje się, że są ze sobą połączone), ale to wcale nie umniejsza frajdy z lektury. Siadasz i naprawdę trudno oderwać się aż do końca. 

wtorek, 3 stycznia 2017

Gdy mrok zapada - Jorn Lier Horst, czyli chciał czegoś więcej niż patrole i interwencje

Po raz kolejny czuje się ciut zrobiony w konia. W Polsce wydano dotąd z cyklu o sprawach prowadzonych przez komisarza Williama Wistinga 5 tomów: od 6 do 10. Wszystkie czytałem (zerknijcie do zakładki przeczytane), podobały mi się bardzo (szczególnie pierwsze) i z niecierpliwością czekałem na zapowiadane przez wydawnictwo Smak Słów wydanie początku serii. A tu niespodzianka. Owszem - książka opowiada o pierwszej sprawie prowadzonej przez bohatera, gdy dopiero aspirował do wydziału śledczego, ale to nie żaden tom 1, tylko 11, autor postanowił bowiem zabawić się ze wspomnieniami Wistinga, który mając wykład do młodych adeptów zawodu, powraca do przeszłości. Nadal nie znamy początku cyklu i nie wiadomo, czy kiedykolwiek będzie nam to dane. 
Nie tracę jednak nadziei, bowiem kolejny tytuł jedynie narobił mi apetytu. Zdecydowanie książki Horsta za szybko się kończą. Ma to swoje plusy, bo nie ma w nich zbyt wiele kombinowania, nudy, wszystko wydaje się takie jak trzeba, a akcja wciąż posuwa się do przodu, ale czasem aż by się chciało trochę więcej tajemnicy, zwodzenia czytelnika, budowania nastroju. Każda z książek cyklu dawała mi sporo frajdy, jednak wrażenie, że pomysły na fabułę można by nawet rozbudować, jest dość silne. Schemat jest dość podobny: sprawa (morderstwo, porwanie itp.), potem żmudne śledztwo, zbieranie poszlak, hipotezy, słuchanie świadków i wreszcie jakiś ślad, który prowadzi do rozwiązania. Mimo tego, że jest schemat, nie znaczy to, że jest banalnie. Horst po pierwsze zna się na robocie policji i dobrze potrafi opisać realia tej pracy, atmosferę jaka panuje przy prowadzonym dochodzeniu. Po drugie: stworzył ciekawą postać głównego bohatera. Inteligentnego faceta, któremu nie wystarczy złapać podejrzanego, ale zależy mu na wyjaśnieniu sprawy do końca, łącznie z motywacjami jakie kierowały sprawcą. W poprzednich tomach wydanych w Polsce mamy z nim do czynienia gdy jest już doświadczonym śledczym, zwykle jest szefem zespołu, natomiast "Gdy mrok zapada" jest ciekawy właśnie dlatego, że możemy poznać Wistinga jako młodziutkiego, zielonego glinę, który jeszcze niewiele potrafi.

wtorek, 29 grudnia 2015

Przeczytane 2015, czyli stare, nowe, najlepsze


Pora na kolejne podsumowania, tym razem czytelnicze. Nie mam ambicji oceniać jedynie nowości, bo przecież nie ze wszystkimi jestem na bieżąco, zresztą zauważam u siebie mocną tendencję do dość krytycznego oceniania masowo wydawanych nowych tytułów (dosyć sztampowych najczęściej), a z zachwytem odkrywać na nowo lub po raz pierwszy różne tytuły sprzed lat.
Pełną listę znajdziecie na samym dole - wyszło na to, że dobiłem do 100 pozycji (wliczając dwa bardzo smakowite komiksy) - było ich trochę więcej, ale część przechodzi mi na opisanie w przyszłym roku :(
Kto jest ciekaw jak wyglądało to w latach poprzednich: zapraszam do klikania
2014, 2013, 2012, 2011
A co podobało się najbardziej w roku 2015?

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Przeczytane 2019, czyli moja ulubiona kategoria

Pora na ostatnie podsumowanie tego roku, czyli to co lubię najbardziej: książki! 💓 W zakładce przeczytane na górze znajdziecie wszystkie, w grudniu każdego roku (na koniec) znajdziecie też podsumowania (np. 2018 jest tu). Czytam w papierze, słucham, czytam e-, często po kilka naraz, ale mimo wszystko wcale tak dużo tego w skali roku nie wychodzi. 118 tytułów to wcale nie tak wiele - wychodzi raptem dwie książki tygodniowo, a większość to czytadła, które połyka się dość szybko.
To jedno z postanowień na rok przyszły - za wszelką cenę uporać się z zaległościami do recenzji, ograniczyć napływ nowości, a to "co trzeba" przeplatać tym na co akurat mam ochotę, choćby były to rzeczy dużo starsze. Mimo tego, że wydaje się cała masa tytułów, sporo z nich naprawdę nie jest warta naszego czasu i uwagi. A może inaczej: są rzeczy dużo bardziej na to zasługujące. Czasem jestem pytany czemu na Lubimy Czytać moje oceny są tak niskie. Ale powiedzcie sami: czy każdy tytuł po który sięgacie zasługuje na 9 lub 10?
I tak cierpię niepomiernie widząc na swoich stosach wiele rzeczy, które z tego roku pominąłem, dlatego że wolałem sięgnąć po kolejne czytadło i uporać się z recenzją. Nawet jeśli w przyszłym roku będzie jeszcze mniej rzeczy przeczytanych, chciałbym mieć możliwość delektowania się tym co czytam.
Zanim do konkretnych tytułów na pewno wypada kilka spraw podsumowania:
- eksperymentuję z kontem premium empiku - niby wybór ebooków i audiobooków jeszcze skromny, ale i tak mam w czym wybierać, a wychodzi raptem niecała 10 za miesiąc;
- nie wiem czy to wydawca przeze mnie najczęściej czytany, ale moja prywatna nagroda dla wydawcy poleci w tym roku do Poznańskiego. Chodzi nie tylko o wybór tytułów, wydawanie debiutów, różnorodność serii (cudowna skandynawska, reportaże), ale i o staranność (no może, czasem redakcja nawala, ale to w rękach się nie rozwali);
- dodatkowe wyróżnienia dla wydawnictw, które nie tylko próbują ścigać się na nowości, ale i odświeżają klasykę - choćby Vonegutt i Jordan w Zysk i S-ka, Prószyński z Le Guin, czy seria klasyki S-F Rebisu. Zdecydowanie polecam.