Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania horst, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania horst, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 sierpnia 2026

Zasłona dymna - Jørn Lier Horst i Thomas Enger, czyli ufaj intuicji

Gdy sięgniesz po pierwszy tom jakiegoś cyklu i nie ma wielkiej wtopy, często te kontynuacje mocno kuszą, tylko jak tu znaleźć czas na wszystko gdy tyle tytułów się ukazuje - w skali roku to chyba już ponad 500 kryminałów i thrillerów, a przecież nie czyta się jedynie tego gatunku i nie same nowości. Robię więc listy, na Legimi jak coś wypatrzę też dorzucam sobie do biblioteki a potem czekam na impuls że akurat to... Może powinienem ustawić jakiś system losowań jak w lotto? 

Generalnie tak jak kiedyś powieści Horsta mnie zachwycały, to jakoś nie bardzo mogę się przekonać do nowego cyklu pisanego w duecie. Niby schemat podobny, tylko zamiast córki gliniarza która jest dziennikarką, mamy kobietę wykonującą ten zawód, którą łączy trochę inna więź - kiedyś gdy Emma Ramm była jeszcze dzieckiem, Alexander Blix na interwencji uratował jej życie, zabijając ojca, który chciał podciąć jej i mamie gardła. O ile więc w tamtej serii komisarz William Wisting raczej nie gadał o prowadzonych sprawach, to tu dość często zdarza się że między tą parą dochodzi do jakiejś wymiany informacji. Blix po prostu troszczy się o dziewczynę, traktuję jako drugą córkę, pomaga, a czasem również dając jej pierwszeństwo w dostępie do informacji, może też lepiej kontrolować pojawiające się w przestrzeni publicznej treści. 

środa, 15 kwietnia 2026

Oszast - Grzegorz Mirosław, czyli co tu się...

Rano niby marudziłem że czasem tempo akcji nie wystarczy by mieć satysfakcję, człowiek szuka oryginalności, zagadki, a nie jedynie dynamiki i pewnie to samo co przy powieści duetu Horst i Enger, mógłbym powiedzieć o najnowszej powieści Grzegorza Mirosława. W tym przypadku jednak trzeba przyznać, że mroczna atmosfera i tajemnica dodaje trochę zarówno do oryginalności jak i satysfakcji.  

W warunkach polskich góry ostatnio stały się modnym miejscem jako tło dla kryminałów i thrillerów, z totalnie dziką przyrodą kojarzymy jednak głównie Bieszczady czy Beskid Niski. A tu proszę Beskid Żywiecki odmalowany tak że ciarki chodzą po plecach. Oszast to nie tylko szczyt, ale całe pasmo, rezerwat będący fragmentem pierwotnej Puszczy Karpackiej. Czy to możliwy by w tych ostępach kryły się miejsca, w które ludzie nie zaglądają albo jak zajrzą, to już z nich nie wracają? Brzmi mało prawdopodobnie, prawda? Autor jednak kreśli tak barwne opisy, że czujemy się jakby to były tereny w których można błądzić tygodniami i we wszystko można by uwierzyć. 

Zgrabnie wplata też wątki historyczne, w tym przypadku klęskę głodu w Galicji w XIX wieku, która podobnie jak w Irlandii spowodowana była zarazą ziemniaków, stanowiących podstawę diety i podobnie jak tam skończyła się śmiercią wielu ludzi i emigracją kolejnych tysięcy. 

Punkt zero - Jørn Lier Horst, Thomas Enger, czyli czy nie za bardzo to amerykańskie?

Postanowiłem wrócić do autora, którego śledziłem przez długi czas, od pierwszej powieści wydanej w Polsce, ale potem jakoś straciłem z oczu. Wiem że wydaje się go sporo i to nie tylko kryminałów ze świetnej serii, którą pokochałem z inspektorem Williamem Wistingiem, ale też jakaś seria dla młodzieży, pojawiły się również thrillery sensacyjno-kryminalne pisane wraz z Thomasem Engerem. I właśnie ten cykl postanowiłem wziąć na warsztat. 

Zawsze ceniłem Horsta za realizm z jakim odtwarzał pracę policjanta, te papiery, przesłuchania, żmudne śledztwo, stawianie hipotez i czasem błądzenie po omacku. W tej nowej serii też tak bywa, mam jednak wrażenie że to książki pisane trochę bardziej "po amerykańsku", czyli jednak dużo większy nacisk jest na tempo, na to żeby cały czas zaskakiwać czytelnika. Do tego że mamy dwie perspektywy: policjanta oraz dziennikarki autor już zdążył nas przyzwyczaić, teraz tylko trochę te media się zmieniają, raczej chodzi o dziennik internetowy, a nie o prasę. No i bohaterka nie jest jego córką, choć córka też się pojawia. W pierwszym tomie cyklu poznajemy oboje, czyli komisarza Blixa oraz młodą blogerkę Emme Ramm, która początkowo będzie trochę go drażnić, potem jednak wymiana informacji mocno ich zbliży. 

sobota, 31 grudnia 2022

Przeczytane 2022, czyli lekkie czy poważne

No i ostatnia notka w tym roku, tym samym kończę dwunasty rok pisania na Notatniku. Jedna notka dziennie przez tyle czasu to lekkie szaleństwo, ale póki sprawia to frajdę i jest o czym pisać, nie zamierzam rezygnować. Zobaczymy czy w roku 2023 uda się utrzymać założony rytm. Kończąc rok i oddychając z ulgą, że się udało (czasem M ratowała mi tyłek, gdy nie chciało mi się pisać), pragnę podziękować wszystkim Wam, którzy zaglądacie na Notatnik Kulturalny. Każdy komentarz, dobre słowo, daje motywację do tego by nie rezygnować, choć przecież mój blog raczej nie ma szans konkurować z tymi gdzie wydaje się spore pieniądze na ich dopieszczenie, reklamę, zasięgi. A ja po prostu siadam na kwadrans dziennie i stukam w klawiaturę, przelewając tu swoje uczucia i refleksje. Dla mnie to ważne, jeżeli więc kto pisze że to dla niego było interesujące, to jakby miód wylany na moje serce. Dziękuję.

Zwykle ostatnia notka w roku dotyczyła podsumowania książkowego, chyba najbardziej przeze mnie lubianego (sprawdźcie co polecałem w poprzednich latach). Oczywiście nie mam zamiaru udawać, że ten wpis w jakiś realny sposób odnosi się do tego co ukazywało się na rynku książkowym - nie mam takich ambicji. Różne rzeczy trafiają na stos czytelniczy, na półki ebookowe, czy nawet do zeszyciku rzeczy "do zdobycia", sam czytam rzeczy starsze, czasem te mniej ambitne, rozrywkowe, więc te moje zapiski dotyczą tylko tego co przeczytałem sam (bo M też pisze u mnie o książkach), co zwróciło moją uwagę. Z przyjemnością zerkam na podsumowania u innych, czasem nawet mam wyrzuty sumienia, że tyle ciekawych tytułów przegapiłem, a czytałem głupotki, no ale od początku miałem takie założenie - sięgam po lektury dla przyjemności, czasem zmotywowany wyborem w DKK, czy zleceniem, ale piszę o wszystkim, nawet o mniej udanych tytułach. Po co? Trochę dla siebie, żeby pamiętać po roku, czy dwóch (tak szybko to ucieka), ale i może komuś się to przyda?
 

No dobra - 137 notek książkowych w tym roku, do tego 5 komiksów, 4 książki przeczytane jako recenzent wewnętrzny, więc o nich póki co nie mogę napisać. Czytane w różny sposób, bo w tym roku sporo weszło w wersji audio lub jako e-booki, ale i tak najbardziej kocham papier. Często rzeczy połykam równolegle, może stąd dużo więcej tu tytułów rozrywkowych, lekkich, bo te wchodzą po prostu szybciej. I może od nich zacznijmy.

piątek, 11 listopada 2022

Bez granic - Jørn Lier Horst, czyli nie ignoruj przeczucia

Moje szesnaste spotkanie z komisarzem Williamem Wistingiem, czyli bohaterem kryminałów autorstwa Jørna Liera Horsta. I jeszcze mi się nie znudziło, a nawet stwierdza, że poziom trzymany jest dość wysoko. Zmienia się sytuacja w jednostce bohatera, pojawia się coraz więcej formalności, utrudnień, mimo wszystko jego intuicja i upór wciąż są potrzebne. I dobrze, że nie rezygnuje, bo młodsi mają od kogo się uczyć, pokazuje im co to znaczy zaangażowanie w sprawę. Jak choćby tu: przecież telefon od dziewczyny z zagranicy, że od kilku dni w sieci nie odzywa się ktoś kogo zna jedynie z pseudonimu na forum, ale podejrzewa, że ta jest z Norwegii, to nie jest powód do tego żeby rozpoczynać oficjalne poszukiwania. Ani nie wiedzą kim ona jest, ani też nie mają żadnych zgłoszeń o osobach w jej wieku, które by zniknęły z domu. Wistinga jednak coś w tej sprawie niepokoi i próbuje pociągnąć ją dalej. I jak się okazuje, dzięki temu uruchamia lawinę z tajemnic, które wcześniej skrywały nie jedną, ale wiele ofiar na przestrzeni lat.

wtorek, 11 października 2022

Sprawa 1569 - Jørn Lier Horst, czyli przecież dowody były mocne

Ach jak ja lubię powracać do Williama Wistinga, czyli do serii kryminałów norweskiego pisarza Jørna Liera Horsta. Od pierwszego tomu złapałem jakąś fajną energię i kolejne tomy cyklu zwykle nie czekają długo na swoja kolej - z tym miałem wyjątkowo długą przerwę, ale ponieważ wiem, że wyszedł już kolejny, to postanowiłem nadrabiać zaległości. Czemu tak bardzo podobają mi się te kryminały? Ano były policjant nie opowiada bajek, tylko pokazuje normalną, codzienną robotę, sprawdzanie hipotez, śladów, przesłuchania. Tu jeżeli nawet akcja gdzieś pod koniec powieści trochę przyspiesza, to wcześniej wiemy że czeka nas dość żmudne śledztwo. Czy to sprawia, że jest nudno? Ano właśnie co ciekawe to nie. Horst tak zgrabnie prowadzi nas w detale dotyczące dochodzenia, że idziemy za nim z ciekawością, zbierając niczym okruchy kolejne ślady. Czy będzie łatwo odgadnąć sprawcę? Czasem tak, czasem nie. Bo rzecz nie tylko w samym wskazaniu mordercy, ale udowodnieniu mu winy. Albo uniknięciu błędu, tak jak w przypadku sprawy opisanej w tym tomie.

środa, 30 grudnia 2020

Przeczytane 2020, czyli czasu na czytanie było sporo

Ostatnie podsumowanie tego roku i jutro na blogu już chyba cisza :) Kupiłem sobie fotel bujany, zrobię dużo herbaty i Sylwester będzie pod kocykiem i z książką. Czyli tak jak lubię.
Nie ukrywam, że to moje ulubione z całorocznych postanowień, książki pamiętam najlepiej, więc najłatwiej mi potem wskazywać te z nich, które były najciekawsze w danym roku. Statystycznie - dobry rok, bo to aż 156 tytułów. Dużo? Niby tak, ale część z nich to rzeczy krótkie, dla młodzieży, to przeczytania w kilka godzin. No i pomaga to, że czytam nie tylko w papierze, ale i w e-, słucham audio, więc kilka tytułów równolegle na pewno pomaga w tym, by czytało się szybciej i więcej. Listy tego co bym chciał przeczytać i tak raczej się wydłużają, a nie skracają. Staram się jednak ograniczać czytanie jedynie nowości od wydawców, a sięgać po to co po prostu budzi ciekawość.

Pandemia sprawiła, że tego czasu na czytanie było sporo, to właśnie lektury czasem pomagały w tym, by uciec myślami przed różnymi bardziej ponurymi myślami. Pełną listę notek z tego roku znajdziecie na dole. Ale zanim kilka rekomendacji, to jeszcze małe podsumowania, czyli to co ważne, ciekawe i nowe.
Bardzo sprawdza mi się EMPIK GO. Co prawda wybór do audio i do ebooków jest dość skromny, za to korzyści zniżkowe już dawno zrekompensowały mi wydatek na kartę. Na razie z innymi stronami audio nie eksperymentuję, bo też tempo słuchania mam niewielkie, więc co kilka tygodni zawsze coś tam sobie wypatrzę (teraz np. kontynuacja Kastora Miłoszewskiego).

Kody Legimi - korzystam nie z abonamentu płatnego, tylko z darmowych kodów z biblioteki i uważam to za fantastyczny pomysł. Będzie ciężko jak mi się skończy ta możliwość, bo biblioteczka budowana "na zapas" to u mnie i córki już chyba około 100 tytułów w kolejce. Wybór nie jest pełny, ale naprawdę ogromny, na pewno nie ma audio, ale ebooków cała masa. 

Fajne na pewno były spotkania autorskie, które przeniosły się do sieci. Nie zawsze byłeś w stanie pojechać do innego miasta, a tu proszę. Nawet wręczanie nagród Wielkiego Kalibru online. Wiadomo, że nie ma autografu, atmosfera nie ta sama, ale dla przeciętnego czytelnika to fajne doświadczenie - premiery książek, wywiady, większa aktywność pisarzy choćby na FB (nawet książki pisane online w odcinkach), to akurat plusy całej tej cholernej pandemii.

Odkrycie jeżeli chodzi o wydawców. Chyba Pauza. Na razie to gromadzenie zachłanne tego co wydają (tak jak do dziś mam z Dowodami na istnienie), ale już coś za mną i czuję, że to dobra droga - mniej, a większa selekcja. No i może wyróżnienie dla VESPER za piękne wydania nie tylko klasyki, ale i debiutów w gatunku groza/horror. Takie książki to aż przyjemność kupować (a cena w odróżnieniu od innych nie przeraża).

Chyba tyle wstępu, to teraz bardziej szczegółowo.

wtorek, 1 grudnia 2020

Zła wola - Jorn Lier Horst, czyli tym razem już nie za biurkiem

To dla odmiany po klimatach bardziej kobiecych, coś mocniejszego. Horst, którego czytam od pierwszego tomu wydanego w Polsce (chyba mało kto wtedy spodziewał się takiego sukcesu) serią o Wistingu podbił moje serducho, więc czternastej już książki z cyklu nie mogłem przegapić.
I jak zwykle otrzymuję dokładnie to czego się spodziewałem, czyli dobrze napisany, trzymający w napięciu kryminał policyjny. Nawet pewne schematy mi nie przeszkadzają - w tylu tomach równoległe śledztwo prowadzi córka komisarza, która jest dziennikarką, w tylu tomach ładuje się w finale w kłopoty, a i tak mam frajdę, mimo że wiem czego się spodziewać pod koniec.
Realizm z jakim pokazuje się policyjną robotę, ciekawie budowane śledztwo z jakimiś błędnymi tropami, robią taką robotę, że jakieś schematy schodzą na drugi plan.

środa, 6 maja 2020

Maraton kryminalny, czyli Wisting, Archiwista, Motyw i Wyznanie

Kryminały uwielbiam, nie dziwne więc, że obietnica dobrego serialu to zawsze dla mnie haczyk na który się łapię. Odrobina tajemnicy, zbrodnia, śledztwo... Czasem się udaje, a czasem wychodzi... nie chcę kląć. Zerkam bowiem na drugi sezon Znaków i łapię się za głowę - szkoda, że jeszcze ufoludków tam nie dołożyli. Zostawmy jednak żenadę i zajmijmy się tym co ciekawsze.

Jeden z moich ulubionych autorów -  Jørn Lier Horst i seria o detektywie Wistingu i jego córce Linie. Każda z książek to gotowy scenariusz na dobry film i dobrze to wykorzystano. 10 odcinków pierwszego sezonu opartych na kanwie dwóch książek (zaczynałem od Jaskiniowca, więc to jedna z moich ulubionych) to dobry początek, a mimo, że można wiele rzeczy rozpoznać, to są i zmiany w fabule, tak żeby nie było za nudno. Co prawda jakoś aktor grający głównego bohatera średnio pasuje, ale to już kwestia drugorzędna - ważne że zachowano ducha tych powieści, czyli pracę zespołu, a nie tylko jednego gościa, sprawdzanie tropów, masa przesłuchań, poszukiwań, czasem błędów i prędzej czy później wyjdzie jakiś ślad, który doprowadzi do rozwiązania sprawy.


poniedziałek, 30 grudnia 2019

Przeczytane 2019, czyli moja ulubiona kategoria

Pora na ostatnie podsumowanie tego roku, czyli to co lubię najbardziej: książki! 💓 W zakładce przeczytane na górze znajdziecie wszystkie, w grudniu każdego roku (na koniec) znajdziecie też podsumowania (np. 2018 jest tu). Czytam w papierze, słucham, czytam e-, często po kilka naraz, ale mimo wszystko wcale tak dużo tego w skali roku nie wychodzi. 118 tytułów to wcale nie tak wiele - wychodzi raptem dwie książki tygodniowo, a większość to czytadła, które połyka się dość szybko.
To jedno z postanowień na rok przyszły - za wszelką cenę uporać się z zaległościami do recenzji, ograniczyć napływ nowości, a to "co trzeba" przeplatać tym na co akurat mam ochotę, choćby były to rzeczy dużo starsze. Mimo tego, że wydaje się cała masa tytułów, sporo z nich naprawdę nie jest warta naszego czasu i uwagi. A może inaczej: są rzeczy dużo bardziej na to zasługujące. Czasem jestem pytany czemu na Lubimy Czytać moje oceny są tak niskie. Ale powiedzcie sami: czy każdy tytuł po który sięgacie zasługuje na 9 lub 10?
I tak cierpię niepomiernie widząc na swoich stosach wiele rzeczy, które z tego roku pominąłem, dlatego że wolałem sięgnąć po kolejne czytadło i uporać się z recenzją. Nawet jeśli w przyszłym roku będzie jeszcze mniej rzeczy przeczytanych, chciałbym mieć możliwość delektowania się tym co czytam.
Zanim do konkretnych tytułów na pewno wypada kilka spraw podsumowania:
- eksperymentuję z kontem premium empiku - niby wybór ebooków i audiobooków jeszcze skromny, ale i tak mam w czym wybierać, a wychodzi raptem niecała 10 za miesiąc;
- nie wiem czy to wydawca przeze mnie najczęściej czytany, ale moja prywatna nagroda dla wydawcy poleci w tym roku do Poznańskiego. Chodzi nie tylko o wybór tytułów, wydawanie debiutów, różnorodność serii (cudowna skandynawska, reportaże), ale i o staranność (no może, czasem redakcja nawala, ale to w rękach się nie rozwali);
- dodatkowe wyróżnienia dla wydawnictw, które nie tylko próbują ścigać się na nowości, ale i odświeżają klasykę - choćby Vonegutt i Jordan w Zysk i S-ka, Prószyński z Le Guin, czy seria klasyki S-F Rebisu. Zdecydowanie polecam.

sobota, 7 września 2019

Ukryty pokój - Jørn Lier Horst, czyli wyjaśnijcie to po cichu

Dwóch autorów, którym towarzyszę od początku.  Dziś pierwszy z nich. No dobra, tak naprawdę "Jaskiniowiec" przecież nie był jego debiutem, ale kiedy wydało to wydawnictwo Smak Słowa, chyba nikt nie spodziewał się aż tak dużej popularności. A ja już wtedy czułem, że to dobre policyjne kryminały i czekałem na dokończenie cyklu (bo rozpoczęto od tomu 6).
Co prawda na moje prośby o "Ukryty pokój" do recenzowania wydawnictwo nie odpowiedziało, w przypadku tego autora jednak stwierdziłem, że nie będę czekał - e-book wskoczył na półkę.
Dziś więc piszę po raz 13 o Williamie Wistingu (wszystkie książki w spisie przeczytanych, czyli zakładce na górze) - z ogromną przyjemnością i mając nadzieję, że jeszcze parę spraw Horst trzyma dla nas w zanadrzu. Bo choć schemat śledztwa powtarza się, każda z tych spraw jest wyjątkowa i pokazuje nam różne oblicza policyjnej roboty. Frustrację gdy nie możesz ruszyć do przodu, mozolne zbieranie śladów, zeznań i wreszcie jakiś trop, który prowadzi do celu. To możliwe nawet po wielu latach.

niedziela, 10 marca 2019

Niezatańczone tango, czyli obecność Matki

Mam do napisania trzy notki teatralne, w tym tygodniu kolejne trzy spektakle, widzę więc, że ta jedna notka dziennie to nawet mało, by o wszystkim napisać :) A kiedyś się wydawało, że nie będzie o czym pisać... Teraz mogę liczyć jeszcze na wsparcie M. więc o systematyczność wpisów nie muszę się martwić. Może jedynie o to, że każdy nowy przesuwa trochę do historii poprzednie, skazuje je na mniejszą oglądalność. Mam nadzieję jednak, że kto chce, to je znajdzie.
R

[...] tango to taniec, który trafia do serca. Jest w nim dramatyzm i pożądanie, niezobowiązujące poddanie się partnerowi i bliskość, która trwa tylko przez chwilę, ale którą długo się pamięta. Wszystko zależy od tego, z kim się tańczy. /J.L. Horst/

Nostalgiczny spektakl o życiu. A może o tangu, ukochanym tańcu bohaterki. Bo przecież w życiu kochamy, targają nami różne emocje, przeżywamy problemy, a tango to taniec, który to odzwierciedla. A jeśli dodatkowo jest się wielbicielką tego tańca… zawsze się znajdzie odniesienie życia do tanga i odwrotnie.
Spektakl napisany w oparciu o prozę Myśliwskiego, wyciszony, momentami smutny, momentami czuły, o relacjach między kobietą a mężczyzną, a w tym między matką i synem. Łączący w całość postacią kobiety, której już nie ma, a która opowiada o codziennych problemach, z którymi wszyscy się zmagamy, kłopotach, których doświadczamy, małych troskach i radościach, o relacjach ze spotkanymi na naszej drodze ludziach. Jak mówi sama Grażyna Barszczewska: „Takie tango życia, tango codzienności, porywów namiętności i czułości”.

środa, 13 lutego 2019

Kod Kathariny - Jørn Lier Horst, czyli coś nie daje spokoju


Jedenaście już razy towarzyszyłem Williamowi Wistingowi w jego śledztwach, nic więc dziwnego, że przy kolejnym tomie trafił on błyskawicznie na moją e-półkę i mimo stosów do czytania, natychmiast się za niego zabrałem. Jego powieści łyka się błyskawicznie, choć przecież nie ma w nich jakiejś szybkiej akcji, chodzi raczej o umiejętność wciągnięcia czytelnika w śledztwo. Gdy się to uda, nawet fakt iż my już domyślamy się rozwiązania, nie psuje przyjemności, dalej towarzyszymy śledczym, trzymając za nich kciuki. 
Horst pokazuje dochodzenie jako proces dość mozolny, w którym sporo jest zbierania danych, a potem ślęczenia nad nimi godzinami, by wyłuskać z nich to jakiś drobiazg, który pozwoli na złapanie jakiegoś tropu.

sobota, 2 lutego 2019

Obława, czyli i tak cię dorwiemy


Początek lutego, więc może parę zdań o tym co na tapecie zamiast podsumowania pierwszego miesiąca. Cztery książki czekają na wpis, kolejne sześć w czytaniu. Najszybciej idzie mi jak zwykle Horst, a przyspieszam bo przecież mam dużą chrapkę na nowego Cormorana Strike'a.
Jakoś w styczniu przypomniała sobie o mnie Agora i bombarduje mnie mailami, ale niestety nie z książkami, tylko z muzyką. Zobaczę co mi podejdzie. Ostatnimi czasy jakoś niewiele mam przestrzeni żeby w spokoju wysłuchać płyty w całości.
Wysyp teatrów w tym tygodniu, recenzje więc pewnie w przyszłym.
A filmowo? Dużo dobrego zgromadzonego "na później", a teraz tylko wyglądać jakiegoś tygodnia luźniejszego. Serialowo duże opóźnienia - m.in. Chyłka na tapecie, zaczynam też Poirot z Malkovichem. A dziś o "Obławie" (Manhunt) - raptem trzy odcinki i może nie trzyma w napięciu jak inne seriale kryminalne, ogląda się go jednak sympatycznie.

sobota, 29 grudnia 2018

Przeczytane 2018, czyli niby dużo, a jednak niedosyt

Po podsumowaniu teatralnym i muzycznym, pora na kolejne, tym razem czytelnicze. 121 tytułów. Niby dużo, ale wiecie co? Sporo jest we mnie jakiegoś niedosytu. Może wynika on z tego, że stosy do przeczytania wcale nie maleją, że leżą na nich tytuły, które bardzo kuszą, a nawet takie, które znalazły się na listach z podsumowaniami o innych? Wiadomo, że pewnym wyjściem byłoby zdecydowanie się na czytanie jedynie rzeczy ambitnych, selekcję rzeczy do recenzji (i tak mam wrażenie, że to robię), ale co ja na to poradzę, że lubię czasem coś lżejszego i czytam po kilka tytułów na raz.





Pełną listę znajdziecie na dole, a jakby podsumowanie poprzedniego roku i wcześniejszych znajdziecie tu. Udało się zaktualizować też listę wszystkich przeczytanych. Przy 365 notkach w roku nie jest to proste, ale dałem radę. Widzę, że przy niektórych tytułach pisałem po łebkach, niektóre muszę pouzupełniać, to zostawiam sobie jednak na inny czas. Nie znajdziecie na liście notek pisanych przez M. a było ich trochę. Co zrobić - podsumowania zawsze są subiektywne. Może namówię ją, by napisała o swoich ulubionych z tego roku?
Nie jest to na pewno próba podsumowania roku wydawniczego - czytam przecież nie tylko nowości i nie ograniczam się do egzemplarzy recenzenckich. To notki zebrane z roku po prostu tego co było w czytaniu. Przejdźmy do konkretów.

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Nocny człowiek - Jørn Lier Horst, czyli doczekaliśmy się

Doczekaliśmy się! Seria, która pojawiła się w Polsce jakoś bardzo dziwnie, czyli od środka, a potem dopiero ukazały się początkowe tomy, jest domknięta. Teraz pozostanie z ciekawością czekać na nowe pozycje tego autora. Bo szczerze mówiąc, mam nadzieję, że to nie koniec serii z komisarzem Wistingiem. Zachwycałem się jego książkami od tej pierwszej, która ukazała się kilka lat temu i nie zmieniam zdania. Dość klasyczne, policyjne kryminały, zwykle z ciekawym wątkiem społecznym, różnią się na pewno od tego co zwykle kojarzymy ze skandynawskimi powieściami o zbrodni. To nie znaczy, że u Horsta nie bywa bardziej mrocznie. Zdecydowanie jednak u niego to policjant jest na pierwszym miejscu, a nie sprawca, jak to bywa u innych. Nie ma tu specjalnie jakiejś szybkiej akcji, ale za to dość wiernie opisana jest praca policji: przekopywanie się przez masę danych, zeznań, hipotez, sprawdzanie wszystkiego co wydaje się podejrzane. To nie jest praca dla indywidualistów, samotnych wilków, którzy w nosie mają kolegów, procedury i podobno mają być najbardziej skuteczni. Autor sam był policjantem, więc wie o czym pisze.


poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Jedna jedyna - Jørn Lier Horst, czyli co krok to ślepy trop

Kwiecień dopełniam dopiero dziś, ale co zrobić... Budapeszt zwiedzamy intensywnie i czasem nie ma już sił na pisanie.
Do notki wybieram jednego ze swoich ulubieńców. No może przesadzam, ale jak dotąd czytałem jego wszystkie kryminały z komisarzem Williamem Wistingiem i każdego kolejnego wypatruję z niecierpliwością, praktycznie od pierwszego. I nie ma to nic wspólnego z tzw. wypełnianiem historii - rzeczywiście u nas rozpoczęto wydawanie serii od środka, a od niedawna dopiero się cofnęliśmy do początku, by poznać pierwsze sprawy. Nie, po prostu facet pisze tak, że chciałoby się kończąc, natychmiast sięgać po kolejną książkę. Niczym dobry serial, który jeszcze się nie znudził.
Horst zna się na pracy policjantów, pisze o przesłuchaniach, grzebaniu w papierach, szukaniu drobiazgów, które być może pominął ktoś inny, naradach... To nie jest śledztwo prowadzone przez samotnego wilka, ale cały zespół, choć faktycznie Wisting ma niesamowitego nosa i niejednokrotnie rozwiązuje sprawy nawet z zamierzchłych czasów.

niedziela, 31 grudnia 2017

Przeczytane 2017, czyli kryminalnie i nie tylko

O dziwo ten rok skromniejszy niż poprzedni, choć byłem pewny, że będzie podobnie jak wtedy (sprawdźcie podsumowanie w archiwum: grudzień 2016). 111 książek, kilka komiksów. W tych 111 kilka audiobooków, rośnie liczba książek czytanych w wersji elektronicznej, ale tego nie rozdzielam, bo i nie ma po co.
Gdybym miał powiedzieć co dominowało, to zdecydowanie były to klimaty kryminalne. Ledwie kończyłem jeden, zaraz zaczynałem kolejny. Ale to też był dobry rok dla tego gatunku, nowości i to niezłych ukazuje się coraz więcej, wchodzą do ekstraklasy kolejni debiutanci, tak że nawet człowiek nie wyrabia się z czytaniem wszystkiego co by chciał.

4 książki w jednym roku Horsta, 2 Puzyńskiej, 6 Mroza - to nieźle wygląda w podsumowaniu, ale po prostu staram się nadrabiać zaległości. Horsta wciąż lubię, choć każda kolejna książka wędruje na wymiany (ale im bliżej Jaskiniowca tym moim zdaniem lepiej, wreszcie domkniemy całość), Mróz to czytadła, więc się nie przywiązuję (choć myślę, że będę kontynuował), ale Puzyńska podpasowała na tyle, że nawet w kolekcję zainwestowałem. Będzie czytana. A na przyszły rok jeszcze cała lista nazwisk i tytułów.
 

Dużo w tych kryminalnych moich upodobaniach jest klimatów retro i to bardzo smakowitych - powrócił w nowej odsłonie Kalinowski (Pogromca grzeszników), nowe rzeczy podrzucili Wroński, Krajewski, ale podium zajęli by chyba oprócz Kalinowskiego kolejna odsłona Szymiczkowej (Tajemnica Domy Helclów) i debiutant, który w tym roku zaskoczył mnie miło aż dwoma powieściami: Bochus Krzysztof - Czarny manuskrypt (drugi tytuł znajdziecie w spisie).

Wśród kryminałów, których akcja jest bardziej współczesna na wyróżnienie zasługują moim zdaniem dwa. Pierwszy trochę za egzotykę, za wejście w świat zupełnie innej kultury: Honda Tetsuya - Przeczucie. Drugi typ to niby nie zaskoczenie, bo już pierwsza powieść wydana u nas była na bardzo dobrym poziomie, ale zdecydowanie Prohazkova przykuwa uwagę (Roznegliżowane) i potrafi stopniować napięcie.

W sumie niewiele mam porównań gatunkowych, ale warto wymienić jeszcze dwie pozycje, bo zrobiły spore wrażenie: horror, czyli Heuvelt Thomas Olde - Hex i thriller psychologiczny (Feeney Alice - Czasami kłamię).

Reportaż. W tym roku chyba najmilej wspominam nawiązanie
współpracy z Wydawnictwem Uniwersytetu Jagiellońskiego i ich serię Mundus - naprawdę warto poszukać ich tytułów, choćby Orth Stephan - Couchsurfing w Iranie. (Nie)codzienne życie Persów.

Co dalej...

niedziela, 10 grudnia 2017

Gdy morze cichnie - Jørn Liera Horst, czyli jak ja lubię tego faceta

Horst już od dawna ma u mnie zapewniony czas na to, że przeczytany zostanie szybko. Wydawnictwo Smak Słowa powoli uzupełnia nasze zaległości wydając tomy zaległe (zostały już tylko dwa) o komisarzu Wistingu, a ja gdy tylko pojawia się coś nowego, nie mogę się powstrzymać od przełożenia tego na samą górę stosu. I wiecie co? Jeżeli nawet marudziłem przy tomach 1-2, to tym trzecim z kolei facet udowadnia, że potrzebował chwili na to by rozwinąć swoje pomysły i potem już jedynie trzymał równy poziom. Ci, którzy pamiętają "Jaskiniowca", który wydany u nas był jako pierwszy (tom 6), wiedzą o czym mówię. Wisting jest najlepszy gdy nie jest nieopierzonym policjantem, gdy może liczyć na kolegów z zespołu, ale i sam ma już spore doświadczenie. A do tej sprawy przyda ono mu się jak mało kiedy.

Wszystko zaczyna się tym razem bardzo dziwnie: przed apteką gdzie rozbito szybę znaleziono ciężko rannego mężczyznę, w tym samym czasie spłonął nieduży domek turystyczny, a następnego dnia znaleziono w zatoce opustoszałą żaglówkę - czy te trzy sprawy może coś łączyć? Przełożona komisarza twierdzi, że absolutnie nie i wcale nie zamierza słuchać jego próśb o dodatkowe siły do prowadzenia śledztwa.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Felicja zaginęła - Jorn Lier Horst, czyli mamy ciało, ale nie wiemy kto i dlaczego

Jak dotąd czytałem wszystko co wyszło u nas na rynku autorstwa Horsta i nie mam zamiaru przepuścić żadnej kolejnej. Doceniam fakt, że wydawnictwo, które rozpoczęło wydawanie od części 6 cyklu, teraz wreszcie się cofa i możemy troszkę lepiej poznać komisarza Wistinga. Ale wiecie co? Nie zamierzam ukrywać, że to właśnie tomy od 6 do 9 (czyli do Jaskiniowca) i przedkładam dużo wyżej nad te pierwsze. Może to kwestia tego, że autor doskonalił swój warsztat, ale zdecydowanie: pomysły na fabułę, akcja, napięcie - to wszystko jest lepsze w tomach późniejszych.
To nie znaczy, że "Felicja zaginęła" jest złą książką. Po prostu nie wciąga aż tak bardzo jak te następne. Sama sprawa do rozwiązania jest dość interesująca, ale o dziwo mamy wrażenie, że to jedynie Wistingowi zależy na rozwiązaniu jej wszystkich aspektów (a w późniejszych powieściach na sukces pracuje cały zespół). Mamy bowiem do czynienia nawet nie z jedną, a z dwoma sprawami, które tylko bohaterowi jakoś się mocno łączą, nie są przypadkowe.