Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spektakl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spektakl. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 marca 2026

Chamowo, czyli wielka płyta i prywatny kosmos poety

MaGa: Któż z nas w swoim życiu nie przeprowadzał się na nowe miejsce chociaż raz. Znamy więc te spojrzenia sąsiadów wcześniej zasiedlonych, nasze obserwowanie środowiska w jakim przyszło nam zamieszkać i pierwsze próby adaptacji w „nowym terenie”. Znamy to uczucie oswajania nowych dźwięków, odgłosów, nawoływań. O wielu z nas, zasiedlających nowe osiedla w pobliżu tych wcześniejszych, niekiedy przedwojennych, mówiono „chamowo”, bo niby gorsze, bardziej plebejskie, hałaśliwe, zbyt barwne. Podobnie było z bohaterem spektaklu Mironem Białoszewskim; zamieszkał w 1975r. na nowym osiedlu w pobliżu „starej” Saskiej Kępy.


Robert: Przeprowadzić się ze Śródmieścia, pewnie nie tylko od różnych rozrywek i miejsc dobrze znanych, ale i od znajomych, od życia towarzyskiego, komuś znanemu nie było łatwo. Zwłaszcza że to nie była jak dziś kwestia decyzji i zorganizowania przewozu rzeczy, ale i całej urzędniczej przeprawy, by wszystkich formalności dopełnić. Ten dziennik, spisywany przez pierwszy rok życia w nowym miejscu, to jednocześnie fajna fotografia tamtych czasów, a jednocześnie możliwość przyglądania się niebanalnej osobowości, introwertyka, człowieka mającego już swoje lata, po zawale, szanowanego pisarza i próbującego odnaleźć się w zupełnie nowych warunkach.

piątek, 9 maja 2025

Druga zmiana, czyli nie bój się...

Trochę mam zaległości w notkach teatralnych, ale do końca maja może się z tym uporam. I czasem żałuję, że wrzucam pewne notki trochę późno, bo to może oznaczać że na zobaczenie jakiegoś przedstawienia będziecie mieli niewielkie szanse. Obok spektakli repertuarowych zdarza mi się bowiem zaglądać na wydarzenia takie jak projekty Teatru Jeszcze - dość przedziwnego tworu, w ramach którego kilka tygodni przygotowuje się spektakl, by potem pokazać go darmowo raptem kilka razy. I za rok pracują nad czymś nowym.


Widziałem ich przedstawienia już chyba 4 razy i za każdym razem mocno im kibicuję, doceniając ich pomysły i zaangażowanie. Nie jest przecież problemem gdy amatorom reżyser pokaże palcem co mają robić, oni jednak pracują trochę inaczej. Teatr Jeszcze to grupa złożona z warszawskich nauczycieli i pracowników placówek edukacyjnych działająca od czterech lat w ramach Warszawskiego Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń. Każdy spektakl wymyślają od początku do końca sami, z własnych refleksji, historii, doświadczeń, grupowo decydując o każdej scenie, a współpracująca z nimi reżyserka Natalia Fijewska-Zdanowska z ekipy Teatr Młyn pomaga im ubrać to w całość. Co roku wybierają dla siebie jakiś ważny ich zdaniem temat, opowiadali już m.in. o międzypokoleniowej traumie, przemocy jako modelu który sobie przekazujemy, o więziach i barierach w komunikacji.

Dotąd sporo było w tym co robią ruchu, elementów pantomimy, teraz mocniej postawiono na tekst, choć oni mieszają różne techniki, bawią się tym. I uwaga - poniżej parę zdań o najnowszym spektaklu i podam Wam jeszcze termin o którym wiem, może ktoś się zdecyduje żeby ich obejrzeć i oklaskiwać.

piątek, 25 kwietnia 2025

Mewa, czyli krzesła, kamera, emocje...

Maga: Dziwna ta „Mewa” w reżyserii Katarzyny Minkowskiej jako spektakl dyplomowy studentów Akademii Teatralnej w Warszawie. Niby Czechow, ale taki nie do końca. Przełożenie scen i akcentów nie robi krzywdy oryginałowi, jednak patrzenie na tę sztukę w takiej formie zmienia perspektywę. Już sceny początkowe pomiędzy Niną i Trieplewem (Maria Kresa i Jakub Dyniewicz) wprowadzają nas w trochę inną narrację, a scenografia (krzesła ustawiane w półokrąg) przywołuje na myśl terapię grupową.


Robert: Wychodzimy z kostiumów, scenografii, z kontekstu epoki, miejsca, czasu. Co zostaje? Emocje? Interakcje?


MaGa: Ta sztuka toczy się tu i teraz. Nie ma przeskoku dwóch lat, by zobaczyć jak życie obeszło się z bohaterami. Jest jedna doba, która odkryje wszystkie tajemnice rodzinne, pokaże rozterki i sekrety poszczególnych bohaterów, a mamy tu dziwną pętlę ludzi, którzy kochają, ale nie są kochani. Na tym tle walka buntownika Konstantego usiłującego walczyć o swój głos w teatrze, traktującego wcześniejsze formy jako stare, skostniałe i nie do przyjęcia, tworzącego dzieło jednak tak kiczowate, że aż śmieszne – zakrawa na parodię.

wtorek, 17 listopada 2020

Ja, czyli dusza rockmena wyje

Przyznam się, że niewiele z oferty różnych spektakli online oglądam - mam dość komputera po pracy, no i zdecydowanie jednak odczuwam tą trudność w odbiorze. To zdecydowanie nie jest to samo. Zwłaszcza, że u nas dopiero zaczęto rejestrować spektakle naprawdę w profesjonalny sposób, ta by widz miał poczucie, że ogląda zarówno to co na scenie, jak i zbliżenia, emocje. 
Oczywiście jest Teatr Telewizji, gdzie spektakle pod kątem kamery są przygotowywane i to kocham, ale i tak tęskni się za tym napięciem jakie jest w pokazach na żywo, z udziałem publiczności. Próbę udostępniania takich przeżyć daje projekt, w który zaangażowany jest Borys Szyc, czyli platforma TheMuba. W ofercie ma już około 10 przedstawień m.in. z Teatru Polonia i Teatru Współczesnego. A teraz udostępnia rzecz sprzed blisko 10 lat, już nie wystawianą, z Teatru IMKA. Chodzi o monodram Arkadiusz Jakubika w reżyserii Michała Siegoczyńskiego, inspirowany m.in. tekstami Krzysztofa Vargi. Uwaga: jeszcze przez kilka dni do oglądania za darmo!
Dziś aktor kontynuuje podobne show, ale może już bardziej poddając się improwizacji, na swoich koncertach jako dr Misio, więc to dobra okazja zobaczyć go w połączeniu tych jego dwóch pasji: frontmena rockowego bandu i aktora, który ma jakąś historię do opowiedzenia.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Barbarzyńcy, czyli o tym, jak nie zostałem aktorem...


Dawno, dawno temu… w zamierzchłych latach dziewięćdziesiątych miałem marzenie, by zostać aktorem. Przeciwko mnie sprzysięgło się wtedy wszystko, nie było więc najmniejszych szans na realizację licealnego postanowienia. Człowiek z małego miasta, który nigdy nie był w Warszawie (podróż do stolicy była dla nas wówczas niczym lot w kosmos), wada zgryzu, niechęć rodziców… Nie udało się, zrezygnowałem, nawet nie było sensu składać papierów. A myślałem o Warszawie… Minęło niemal dwadzieścia lat, zanim przekroczyłem próg Akademii Teatralnej, z zupełnie innym zresztą zamiarem. Nie wiem, czy byłbym dobrym aktorem, pewnie nie, nie wiem, czy zrobiłbym karierę (to przecież udaje się nielicznym), wiem za to, że wizyta w Teatrze Collegium Nobilium przywołała masę wspomnień.

czwartek, 28 stycznia 2016

Noc całego życia, czyli spektakl, który zmienił moje myślenie o teatrze ...

            W ostatnich dniach widziałem kilka różnych przedstawień w różnych teatrach, bywało, że wychodziłem wściekły z powodu straty czasu, czasem zawiedziony, że dobry pomysł nie został odpowiednio wykorzystany, aż w środę wybrałem się do Teatru Żydowskiego. Stało się, muszę zrewidować wszystkie sądy, które wygłaszałem na temat tego teatru… Kto myśli, że oto stwierdzę, że nagle coś się zepsuło, że wynudziłem się, będzie zawiedziony. Rewizja poglądów dotyczyć będzie raczej tego, że wszystkie spektakle w wykonaniu artystów  Teatru Żydowskiego, które do tej pory chwaliłem, bledną przy tym, co pokazano w „Nocy całego życia”. To, co wydarzyło się tego wieczoru, tworzy historię polskiego teatru.