środa, 14 października 2026

Ostatnia rozgrywka - Jeffrey Archer, czyli aż żal że więcej nie będzie

Właśnie skończyłem 54 lata, a wieczór kończyłem sobie lekturą najnowszej powieści Jeffreya Archera. I jak się okazuje niestety również powieści ostatniej. Domknięcie cyklu nad którym pracował ostatnio to była jedna z ostatnich rzeczy, którą zdążył zrobić. 
Obdarowywał nas hojnie kolejnymi powieściami przez 50 lat, ja pierwszą jego książkę czytałem chyba w wieku lat nastu. Niestety  za diabła nie wiem czy była to Sprawa honoru, czy Co do grosza, pewnie jedna z tych dwóch. A potem wracałem do jego książek  mniej lub bardziej regularnie. Choć to lektury w porównaniu ze współczesnymi thrillerami sensacyjnymi może nie z tak zawrotnym tempem, to zawsze potrafił świetnie zaciekawić, zbudować napięcie, dać sporo frajdy. Seria z Williamem Warwickiem jest na to dobrym dowodem. Pomyślana w ten sposób, by każdy tom był jakimś szczeblem kariery młodego chłopaka, który marzy o służbie w policji. Mógłby zostać prawnikiem, miał koneksje, możliwości, studia, a on wybiera drogę mozolnej pracy, począwszy od służby na ulicy. Potem wydział narkotykowy, aż wreszcie najważniejsze zadania i szansa na awans na jedno z najważniejszych stanowisk w służbach mundurowych. Od tego czy je dostanie zależy to czy nie nawali w jednym z ostatnich postawionym przed nim zadań - ma odpowiadać za bezpieczeństwo w trakcie igrzysk olimpijskich w Londynie w roku 2012. Jeżeli coś się wydarzy, zamiast awansu odejdzie w niesławie. 

 

Gdy właśnie tak miało się wydarzyć, ręce na pewno zacierałby jego odwieczny wróg, z którym kilkukrotnie już przecinały się ścieżki, czyli biznesmen i przestępca w białych rękawiczkach Miles Faulkner. Ten zrobi wszystko by zemścić się na Warwicku i jego żonie, specjalizującej się w działach sztuki, bo przez nich nie tylko przeszło mu koło nosa kilka zdobyczy, ale i musiał trochę czasu odsiedzieć w więzieniu. Nic więc dziwnego, że gdy komuś zależy na tym by olimpiada nie wypadła tak spektakularnie jak poprzednie, choćby w Pekinie, zwróci się z zaproszeniem do współpracy właśnie do kogoś kto będzie chciał odegrać się na człowieku odpowiadającym za bezpieczeństwo imprezy. Przed Warwickiem i jego zespołem więc niełatwe zadania. Nie tylko być gotowym na każdą sytuację, ale przewidywać je, by w ogóle one się nie wydarzyły. 

Tym razem Archer mocno podkręca tempo, bo poza rozgrywką między przestępcami i policją, mamy tu jeszcze potężnych graczy międzynarodowych. Wywiady Rosji i Chin próbują działać tak by nikt ich o nic nie podejrzewał, ale zrobią wiele, by poprzez zamach i jakąś tragedię skompromitować władze Wielkiej Brytanii. 

I choć może nam się wydawać, że różne pomysły na odwrócenie uwagi policji albo plany terrorystyczne są przerysowane, autor udowadnia nam iż wcale tak bardzo nie fantazjował, bo wiele z tego opisał naprawdę miało miejsce w roku 2012. 

 

Świetne zakończenie cyklu i aż żal się żegnać z tymi postaciami. Zawsze te potyczki, próby przewidzenia kolejnego kroku wroga i zastawienia pułapki, miały w sobie nie tylko element napięcia ale i humoru. No i ten brytyjski, taki klasyczny sznyt wyższych sfer, tak mocno obecny w powieściach sir Jeffreya Archera. Uwielbiam! Niby w takim starym stylu, bez epatowania przemocą, wulgarnością, to jednak nie ramotki, tylko naprawdę dobre książki kryminalno-awanturnicze, a przynajmniej z takim akcentem. Bo jeżeli prawo okazuje się bezradne, trzeba spróbować je wesprzeć może nie do końca legalnymi działaniami, byle skutecznie utrzeć nosa przestępcom i oszustom. 

Czyta się błyskawicznie i teraz gdy jest już dostępna całość, nie ma co dłużej odkładać okazji do lektury. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz