wtorek, 6 października 2026

Renoir, czyli niewinność i ból

Uzbierało się kilka produkcji filmowych, więc w tym tygodniu trochę ich zdaje się wrzucę... Na początek zapraszam do Japonii. I obiecuję jeszcze ciąg dalszy podróży za czas jakiś. 

W "Renoir" obraz pojawia się jedynie na chwilę, jako jeden z obiektów zainteresowania jedenastoletniej bohaterki i to w sumie nawet ciekawe czemu akurat taki tytuł twórcy wybrali jako najbardziej wymowny/reprezentatywny. Choć akurat w tym przypadku miałbym problem z tym by jakiś dobry wymyślić bo to co przychodzi do głowy jest zbyt dosłowne. Fuki Okida od początku wydaje nam się dziwna, jakby trochę zamrożona emocjonalnie, nie zainteresowana uczuciami ludzi, ale zainteresowana nimi jako obiektami, które chce poznać. Nie stawia się jednak diagnozy o neuroatypowości, nie szuka odpowiedzi. Ważne jest raczej towarzyszenie jej tu i teraz.


Jej fascynacja procesem umierania, żałoby, dziwna beztroska by mówić to co myśli, fascynacja telepatią i sztuczkami magicznymi, ma swoje mocne źródło w jej sytuacji domowej. Zapracowana i chłodna emocjonalnie matka, ojciec który ma ostatnie stadium nowotworu i nikt mu nie daje więcej niż kilka miesięcy życia - nic dziwnego że sytuacja dziewczynki porusza i chce się ją wspierać. Tyle że ona wydaje się być na to zupełnie obojętna, jakby nie działo się z nią nic dramatycznego. Pragnie uwagi, bliskości, nawet od obcych, skoro nie dostaje tego od najbliższych. Ale nie chce litości. 

 

Uczestniczymy w jej różnych poszukiwaniach tego co wyda jej się interesujące, a ma na to dużo czasu, bo nikt nie interesuje się tym czy wraca do domu. Boimy się o nią, a jednocześnie z jakąś dziwną fascynacją obserwujemy jak w tej swojej dziecinnej naiwności, niewinności, jednocześnie potrafi rozpoznawać ludzkie potrzeby i emocje, w paradoksalny sposób okazując więcej dojrzałości niż niejeden dorosły. 

Uderza nas wszechobecna samotność, trudność by mówić o tym co trudne, o emocjach. Oczywiście to tylko jakiś kawałek rzeczywistości, w dodatku pokazuje nam Japonię sprzed kilku dekad a nie współczesną, mimo wszystko ciekawy. 
 

Spokojne, chwilami nawet kontemplacyjne. Czy poruszy? A to już bardzo indywidualne pewnie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz