Umówmy się - fantasy przyzwyczaiło nas w ostatnich latach do opowieści w stylu "od zera do bohatera", czyli kreacji postaci, które przechodzą jakąś drogę, od początku jednak noszą w sobie potencjał zbawiciela świata. Tylko muszą pokonać trochę problemów po drodze. Ale to na nich czekał świat. Nawet jak o tym nie wie.
"W cieniu gniewu" trochę wpisuje się w ten schemat, tyle że nie ma tu jednej postaci, tylko cała grupa. Bynajmniej jednak nie nosząca jakichś wyraźnych znamion superbohaterów.
Wojowniczka, od dziecka szkolona do walki i przyzwyczajona do tego, że spełnia rozkazy, wolność i podejmowanie decyzji to coś co ją przeraża, a nie daje poczucie sprawczości. Jej siostra, która przez lata nie miała z nią kontaktu, idealistka, wrażliwa i kompletnie nie akceptująca przemocy. A wokół nich zbieranina "przegrywów", czyli ludzi którzy chcą je chronić, tyle że nie zawsze mają wystarczająco dużo umiejętności i możliwości. Przecież taką "drużynę" każdy silniejszy przeciwnik pokona jednym ruchem palca. A jeżeli tym kimś będzie cały aparat państwa, to już mają przechlapane.
Tak przynajmniej mogłoby się wydawać. Tyle że ich przykład, postawa wobec zła, niesprawiedliwości, zaczyna zwracać uwagę i budzić sympatię społeczeństwa. Oczywiście - strachliwego, słabego, ale jednak pragnącego zmian i szukającego nadziei. Jeżeli ktoś im ją da, jeżeli uwierzą, kto wie do czego mogą doprowadzić...
Tak w skrócie można by zarysować linię fabularną pierwszego tomu. Raczej daleką od tego co zwykle wypełnia powieści fantasy, czyli bohaterstwa, walk, akcji. Filimonowicz za to zarysowuje świat, w którym dotąd ludzie pokornie przyjmowali to co im się mówiło. Składaj ofiary, bądź posłuszny, słuchaj kapłanów bo wiedzą lepiej, a jeżeli nie to spadnie na ciebie Gniew - oni rozumieją jego naturę, interpretują znaki, więc to w nich musisz pokładać wszelką nadzieję. A co jeżeli tak naprawdę to wszystko jedno wielkie kłamstwo, jedynie po to by ludzie się nie buntowali, umierali z głodu, z biedy, na wojnach... I ktoś to potrafi głośno powiedzieć. Czym zatem jest ten Gniew? Karą? Żywiołem? I czemu dotąd uważano, że krew Złotokrwistych, wybrańców, może go przebłagać? Może ona ma jednak inne znaczenie, którą bohaterki będą musiały odkryć?
Dość spokojnie rozwijana akcja, ale lektura która nie zawodzi. Będę czekał na ciąg dalszy z ciekawością. Tylko proszę, nie za długo, by nie trzeba było powtarzać lektury od początku.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz