czwartek, 8 stycznia 2015

Zwyczajny człowiek, czyli film, który mnie wkurzył


Rzadko się zdarza film, który by mnie wkurzył. Czasem męczą, śmieszą, nudzą, zadziwiają, ale naprawdę rzadko po filmie zbieram szczękę z podłogi, zastanawiając się kto tu postradał rozum. 

I nie, nie czepiam się jakości tego obrazu, choć wykonanie jest żenujące i przypomina najgorsze produkcje kina sensacyjnego z lat 70-tych (ach ten pościg). Niby różne sceny, gadżety są współczesne, ale cała resztą to jakaś jedna wielka prowizorka. Machnąłbym jednak ręką na drewnianą grę aktorską (jedynie Ben Kingsley jest tu z innej bajki), i ubogość całości (zabawne są postacie z drugiego planu, bo chyba zdjęcia kręcono nie przerywają normalnego życia miasta, wiec szczerzą np. zęby przy scenach aresztowań itp.). Każdej kinematografii może zdarzyć się film tak zły, że aż dobry, a krytycy i widzowie zachodzą w głowę czy to nie arcydzieło, bo przecież reżyser sparodiował gatunek, który uwielbiają, wykorzystując sceny z ich katalogu największych wpadek i żenad.

I nie, nie czepiam się pewnych różnic w przedstawianiu postaci w porównaniu do tego co nam bliskie i znane, choć zawsze zdumiewa mnie, że Azja tak lubuje się w łopatologii, w schematach dobry-zły, w przerysowaniach, które nas śmieszą. W końcu ta produkcja ze Sri Lanki, jest remakiem jakiegoś dzieła rodem z Bollywood, które uwielbia takie schematy. Na szczęście nikt tu nie śpiewa i nie tańczy. A może szkoda? Przecież hindusi w tym akurat osiągnęli mistrzostwo.   

A czego się czepiam?


Chodzi mi o scenariusz i o jego wymowę. Zacznijmy trochę od przybliżenia początku akcji: Ben Kingsley gra faceta, który w rożnych miejscach miasta podkłada bomby, potem robi zakupy dla domu i udaje się do swojej kryjówki, by rozpocząć swoją akcję. Wykonuje telefon na policję, przyznając się do podłożenia bomb i żądając wypuszczenia czterech groźnych terrorystów, siedzących w więzieniach za zamachy bombowe, w których zginęło wiele osób. Policja jest zmuszona do wejścia w grę, na warunkach jakie ustanowił anonimowy mężczyzna. 
Chwilami naiwne, ale dużo groźniejsze wydaje mi się to w jakim kierunku to prowadzi. Jak by to napisać by nie zaspoilerować... Może lepiej nie czytajcie dalej.

Pamiętacie filmy modne w latach 70 np. Brudnego Harry'ego o różnych mścicielach, którzy wymierzają sprawiedliwość bo system tego nie potrafił? No to tu macie coś bardzo podobnego, ale wielokrotnie silniejszego, bo akceptację dla zabijania, kogoś kogo uważają za winnego przestępstw, wyrażają mniej lub bardziej aktywnie przedstawiciele różnych służb, których zadaniem jest przestrzegania prawa. Co z tego, że przestępca miał już wyrok i był skazany? Mało. Trzeba go zabić i tyle. A ktoś kto podłożył bomby, żeby sprowokować policję do działań? Nie... No po co go ścigać, one jest przecież bohaterem!

Rozumiem różnice kulturowe i pokazywanie tego filmu w Azji, choć też mi zgrzyta jego wymowa, ale pokazywanie tego (i nagradzanie, bo film zgarnął w Europie kilka nagród) w naszym świecie, nie mogę potraktować inaczej jak podżegania do nienawiści i do łamania prawa. W dzień po zamachu w Paryżu i pewnie w przededniu ogromnych protestów i licznych głosów obwiniających islam jako taki, mogę tylko pogratulować inteligencji dystrybutorom takich "dzieł". Nie brak również w Europie nastrojów, które byłyby świetną pożywką dla fanatyków wszelkiej maści. 

A ja chciałbym spytać jaka jest różnica między islamistą, a tym, który ignoruje wyroki sądu i za jedyną słuszną kasę uważa np. wysadzenie w powietrze? Co ma być usprawiedliwieniem zabijania za jakieś "zbrodnie"? Jak to ważyć? Niewiadomski miał powody? A co z Oklahoma City?  Przecież to była zemsta za rzeź dokonaną przez służby federalne... I można by tak ciągnąć długo. 
Dla mnie to chore. Zwłaszcza, że zawsze istnieje ryzyko, że skrzywdzisz niewinnych, bo "cel uświęca środki". Jak się uda to dobrze, a potępimy dopiero jak się noga takiemu mścicielowi powinie? 

Rzeczywiście, film idealny dla tego by podtrzymywać fundamenty naszej cywilizacji, czyli wiarę w sprawiedliwość, w pewien system, który zmniejsza możliwość pomyłki i krzywdy, odejście od samosądów. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz