wtorek, 4 grudnia 2012

Miedzianka. Historia znikania - Filip Springer, czyli wielka i mała historia


Niesamowity reportaż. Niesamowita praca jaką wykonał autor grzebiąc w archiwach, rozmawiając z ludźmi, zbierając ślady i tworząc z nich historię miasta. Miasta, które istniało ponad 600 lat. I którego już nie ma. Dlaczego zapytacie? To musicie sięgnąć koniecznie po tę książkę, aby poznać odpowiedzi. Bo pewnie każdy ma inną. Są tacy, którzy początek "znikania" wiążą z wygnaniem z tych terenów po wojnie rodowitych mieszkańców i zacierania po nich śladów. Inni mówią o szkodach górniczych, o nadmiernej eksploatacji złóż pod miastem, która spowodowała zapadanie się ziemi i niszczenie budynków. Ale są też tacy, którzy do dziś uważają, że miasto mogłoby przetrwać, a do jego likwidacji doprowadziły osoby, które chciały tam na zawsze ukryć jakąś tajemnicę. 
Kupferberg. Miedzianka. Miało swoje wzloty i upadki. Okresy gdy mieszkańcy ledwie ciągnęli koniec z końcem, ale były i takie gdy tego spokojnego miasteczka ściągała wciąż nowa ludność tam właśnie widząc swoje schronienie, nowy dom, szansę na chleb, zarobek i nowe życie. Dziś gdy pojedzie się w okolice Jeleniej Góry można znaleźć jedynie ruiny i to pod warunkiem, że wie się gdzie szukać. To opowieść ludzi, którzy tu żyli, pracowali, bawili się, żenili i umierali. To miejsce uważali za swój dom. I ci przed wojną, którzy przez wieki to miasto budowali. I ci po wojnie, których mało interesowała przeszłość, zajęli stare domy i postanowili tu zostać zachwyceni tym miejscem. Przyroda, cisza, spokój, dookoła góry - to wszystko tworzyło atmosferę, dla której nawet ci, którzy byli zmuszeni to miasteczko opuścić, potem wielokrotnie starali się tu wracać.    


Kiedyś miasteczko. Rynek, cztery gospody, dwa kościoły, apteka, browar, ładny cmentarz, szyby kopalni. Dziś tylko chaszcze. 

Historia małego miasteczka, ale na jego tle ileż mamy tu tematów do przemyśleń na temat fragmentu historii naszego kraju. Nie tylko dlatego, że te tereny dopiero od niedawna leżą w naszych granicach, a tak niewiele wiemy o ich przeszłości, ale również dlatego, że tak mało w nas szacunku dla tej przeszłości, że tak łatwo zniszczeniu ulegało to co dziś nie da się odbudować. W niektórych miejscach kraju były to synagogi, różne pamiątki, pałace, cmentarze. Władzy "ludowej" zależało by państwo było jednolite, więc ślady po "innych" szybko znikały. Tu było podobnie. Smutna to historia i czasem ze sporym bólem jej słuchałem. Czarno na białym możemy zobaczyć stosunek Polaków do tego co przejęli, ten lęk: co będzie jak "oni" wrócą, to poszukiwanie skarbów, niszczenie tego co nie było akurat potrzebne i wydawało się mało praktyczne. Książka nie jest jednak oskarżeniem, nie obwinia nikogo - to raczej świadectwo i zapis tego co sami ludzie mówili, jak wspominają, co odczuwali wtedy i co czują po latach.
Małe drobiazgi, czasem zdjęcie, życie jednego człowieka - wydawałoby się mało istotne, tu wplecione w opowieść o miejscu sprawiają, że ono wydaje nam się znów tętniące życiem, choć przecież tylko na kartach książki.   
Wciągają już pierwsze rozdziały - kronika miasta aż do czasów II wojny światowej, tak pełna szczegółów, nazwisk, charakterystyk, tak barwna, jakbyśmy czytali wspomnienia z tamtych czasów, a nie współczesny reportaż pisany na podstawie suchych kronik. I dalej jest równie ciekawie - ludzie pojawiają się, żyją tu, znikają, a my dzięki nim możemy przyjrzeć się temu co działo się z miastem. Po wojnie przeżyło ono krótki, ale bardzo wyniszczający czas, gdy Rosjanie uruchomili tu kopalnię uranu. Potem już nie było tu tak wiele szans na pracę, miasteczko było coraz bardziej zniszczone, choć przecież przetrwało aż do lat 70-tych. Decyzja o jego zrównaniu z ziemią nie była łatwa i do dziś wiele osób powtarza, że nie była konieczna.
To co w tej książce jest wspaniałe, to rozmowy z wieloma ludźmi i pokazywanie ich wspomnień, ich spojrzenia. Choć czuje się, że do niektórych autor podchodzi trochę jak do bredzenia frustratów, to nie komentuje. Ocenę zostawia nam. Prawd jest tyle ilu ludzi. Bo każdy z nich przeżył tu kawałek swojego życia i ma prawo do tego by wspominać to co było dla niego akurat ważnego. To co dla mnie znaczyło jedno, dla kogoś mogło zupełnie coś innego. 

Nie dziwcie się pozytywnym recenzjom tej książki, a takich znajdziecie sporo. Po prostu jest świetna! Autor pracował ponad dwa lata zbierając materiały, jeżdżąc po Dolnym Śląsku i wykonał kapitalną pracę. To ratowanie od zapomnienia wspomnień, śladów, ale i materiał do przemyślenia. Lekcja do odrobienia, abyśmy z wielkimi słowami na ustach o ojczyźnie, nie gubili prawdy o ludziach, którzy ją tworzą, o tych wszystkich małych ojczyznach. Historia kraju. Miejsc. Ludzi. Zbierając to w całość uczymy się szacunku i odkrywamy historię na nowo.  
 

Książki mogłem wysłuchać dzięki audeo.pl. To pierwszy reportaż, z którym mogłem zapoznać się w ten sposób. I nie żałuję. Bałem się, że ciężko mi będzie odnaleźć się w tych wszystkich postaciach, datach, opisach, ale książka jest świetnie napisana, wciąga niesamowicie, a lektor (Piotr Warszawski) zadbał o to by nie zasnąć przy słuchaniu :) Jedynie dwie rzeczy mnie drażniły:
- niestety producent przed każdym z rozdziałów postanowił dać strasznie drażniącą i świdrującą uszy muzykę;
- w kilku miejscach dało się wyłapać denerwujące powtórzenia tych samych zdań, opisów, choć wypowiadanych przez inne osoby. Być może to by tak nie raziło w tekście czytanym, gdzie mamy wyraźniej oddzielone fragmenty z innymi rozmówcami.

Ale to naprawdę mało istotne drobiazgi. Naprawdę jedna z najbardziej poruszających książek w ostatnim czasie.
Debiut? To tylko pozazdrościć talentu. Czapki z głów!

11 komentarzy:

  1. tak, jak zwykle książka zebrala świetne recenzje (i słusznie!), a nagrody żadniej nie zdobyła, tylko same nominacje. Ale ostatnio przejeżdżałam przez Miedziankę, magiczne uczucie. A kamień na kamieniu nie pozostał, tak jak to widać na zdjęciu okłądki

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam o tym miejscu artykuł w internecie - tak, masz rację artykuł do przemyślenia. Ale nie tylko o działaniach władzy "ludowej". To się dzieje także dziś, na pewno nie w takiej skali, ale równie boli bezmyślne/celowe/świadome niszczenie i wyburzanie nawet pojedynczych starych budynków, zaoranie pamiątkowych miejsc. Przetrwały wojnę, przetrwały socjalizm, a nie przetrwają prymitywnego kapitalizmu XXI wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiadomo, że nie tylko władza ludowa zawiniła, coś jest takiego w mentalności, stosunku do historii co mocno wypłynęło po wojnie i było utrwalane w wychowaniu (choćby w szkołach) - podział my-inni, zdecydowane kreślenie definicji ofiar i katów, przypisywanie cech całym narodom, nieufność... i ciężko oczekiwać by to zmieniło się od ręki. Decyzję o niszczeniu, lekceważeniu takich pamiątek przecież podejmują ludzie wychowani w PRL. Dla nich to nic nie znaczy. Gdyby więcej inteligencji przedwojennej przetrwało wojnę nie pozwolili by na takie rzeczy. Ale to temat na długą dyskusję. W książce jest bardzo wiele różnych fragmentów dających do myślenia, w krótkiej notce nie da się zmieścić wszystkiego...

      Usuń
    2. Trzeba wziąć pod uwagę,kto przejął władzę po wojnie i czyi potomkowie dzisiaj decydują o tym co ma przetrwać, a co nie.
      Wypisz, wymaluj jak u naszego wschodniego sąsiada.Przecież to stamtąd przyszło. Stąd brak szacunku dla przeszłości.)

      Usuń
    3. pewnie czynników jest wiele. Ale to na co się skarżymy np. na Litwie, Ukrainie niestety sami też robiliśmy na naszych ziemiach. Czy z tych samych powodów?

      Usuń
  3. Właśnie pożyczyłem tę książkę od Szefowej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowicie jest pomyśleć nawet o samych nazwach miejscowości z tamtych okolic: Jelenia Góra (Hirschberg), Wałbrzych (Waldenburg), Szczawienko (Niedersalzbrunn)... A tu - Kupferberg - i w mgnieniu oka jesteśmy w innym świecie. To się nazywa moc słów...

    OdpowiedzUsuń
  5. Łatwo jest pisać o rzeczach dużych i głośnych, opisać ciekawie skromną historię to już prawdziwy kunszt. Książkę już dawno mam na liście do przeczytania, a takie opinie tylko mnie w tym utwierdzają. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pamiętam, że tę książkę kupiłam komuś w prezencie :) Później opowiedział mi więcej o niej i trochę zaciekawił.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie (mieszkam w Jeleniej Górze) książka była wydarzeniem. Na spotkaniu autorskim pan Springer opowiadał, że wynajął na kilka miesięcy mieszkanie na osiedlu, na które przesiedlono mieszkańców Miedzianki. Spotykał się z nimi, rozmawiał, składał sobie uzyskane informacje.
    Ale i tak potrzebny jest talent, żeby z tej gliny ulepić tak świetną książkę. Nieodkładalną. Po otworzeniu i przeczytaniu pierwszych zdań, jak to wóz z koniem zapadł się pod ziemię, nosiłam ją w dłoni i gdy musiałam się oderwać od czytania szłam z nią, żeby zaraz wrócić do treści.
    Trzymałam kciuki, żeby dostał Nike. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ano szkoda. Książka naprawdę świetna

      Usuń