Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania mendoza, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania mendoza, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 marca 2015

Niewinność zagubiona w deszczu - Eduardo Mendoza, czyli zaznać szczęścia w życiu

Burzę trochę rytm film-książka-film, więc dopiero jutro o Szumowskiej, potem pewnie Dukaj i Zadie Smith. Ach, no i Makbet w oryginale - ktoś się wybiera do Multikina jutro?
Moje trzecie spotkanie z Eduardo Mendozą i ci, którzy zaglądają częściej znają już mój stosunek do niego. Za każdym razem powtarzam sobie - może nie trafiłem jeszcze na tę najlepszą powieść, może nie mam szczęścia... Ale do tej słynnej trylogii fryzjerskiej też się może kiedyś dobiorę. 
Muszę jednak przyznać, że póki co "Niewinność zagubiona w deszczu" podobała mi się najbardziej. Drażni mnie tym samym co i wcześniej czytane powieści (o tym za chwilę), ale skondensowana na niewielkiej ilości stron wymusza fakt iż autor nie gmatwa się tak bardzo, nie przeciąga różnych wydarzeń w nieskończoność. A to wychodzi tej książce na plus.

niedziela, 10 marca 2013

Walka kotów - Eduardo Mendoza, czyli angielska flegma i hiszpański temperament

Jakiś czas temu znalazłem u Kasi ogłoszenie o wędrującej książce - akcji bardzo podobnej do Podaj książkę dalej, a skoro namawiam innych do udziału u siebie, jakże mógłbym ominąć okazję by skorzystać u kogoś?  To moje drugie spotkanie z tym autorem i prawdę mówiąc jakoś nie bardzo mogę się do niego przekonać - może Wy mi powiecie jaka jego powieść jest najlepsza, żeby nie było że mam pecha i mam pecha z wyborem? Mendoza zgrabnie żongluje nawiązaniami do historii, sztuki (w poprzednio czytanej była Wenecja, a teraz Madryt), bawi się w plątanie akcji, rozrzucanie jakichś tajemnic i symboli, a potem niewiele wyjaśnia, raptownie kończy i zostawia czytelnika w jakimś dziwnym stanie zawieszenia. Żeby jeszcze te zabawy literackie miały jakieś głębsze drugie dno, ale mam nieodparte wrażenie, że to tylko jakaś otoczka, a mimo wszystko najważniejsza w nich jest i tak pewna intryga i akcja (która moim zdaniem w obu powieściach kuleje).

sobota, 28 stycznia 2012

Wyspa niesłychana - Eduardo Mendoza czyli szarpiący niepokój

Sporo o tym pisarzu się mówi, komentuje, zachwytów co niemiara. Gdy więc ZNAK obdarował mnie tą pozycją stwierdziłem, że chętnie przeczytam. I potem kilkukrotnie sięgałem i odkładałem, bo nijak nie mogłem "chwycić" tych klimatów. Może zależy to od nastroju w jakim sami jesteśmy? Czasem ma się ochotę na rzeczy bardzo skomplikowane, wymagające myślenia, skupienia, zachwycamy sie każdym akapitem, innym razem szukamy przede wszystkim jakiejś spójności, akcji, sensu, powiązań, odpowiedzi lub rozwiązania zagadki... Tu nie znalazłem ani jednego ani drugiego.

piątek, 11 listopada 2016

Tajemnica zaginionej ślicznotki - Eduardo Mendoza, czyli gdyby nie ten pies...

Od razu się przyznam, że dotąd jakoś nie bardzo mi było po drodze z Eduardo Mendozą, wiele rzeczy w jego pisarstwie mnie drażniło, ale wszyscy mówili: weź się za przygody damskiego fryzjera, to się przekonasz. I nadarzyła się taka okazja. Dzięki wydawnictwu ZNAK mogłem zapoznać się z najnowszym tomikiem z tego cyklu, czyli "Tajemnicą zaginionej ślicznotki". Cóż mogę powiedzieć... Chyba wiem już o co chodzi z tym autorem. To co wydawało mi się tak niepotrzebne w jego historiach, co mi przeszkadzało, czyli nielogiczne zachowania bohaterów, zwariowane zbiegi okoliczności, mieszanie tego co poważne, ze scenami kompletnie absurdalnymi, jest przecież obecne w tym kryminalnym cyklu i to może nawet w dawce mocniejszej niż zwykle. Tak to już po prostu konwencja, nie do końca serio i obojętnie czy to powieść historyczna, czy też jak w tym przypadku kryminał, to Mendoza bawi się z czytelnikiem, tworząc fabuły, które są dość niepowtarzalne. Zdarzało mi się czytać bowiem już bardziej humorystyczne kryminały, ale takiego, przyznaję, chyba jeszcze nigdy.

piątek, 28 grudnia 2012

Przeczytane 2012, czyli podsumowań część 2


Dopiero patrząc się wstecz na różne notki mogę zobaczyć jak dużo udało się przeczytać, a jednocześnie jak inny był ten rok od poprzedniego. Zanim przejdę do konkretnych tytułów książek, kilka ogólnych refleksji. Tak ja w roku ubiegłym miałem czasem poczucie, że się nie wyrabiam z czytaniem i że stosy rosną - to rok 2012 pokazał mi, że to była dopiero przygrywka... Uwielbiam czytać, ale te liczba rzeczy do recenzji, rzeczy pożyczonych i do przeczytania na już, przekroczyła już ponad 30. A to już nie tylko wyrzut sumienia, a raczej jakiś koszmar co się śni po nocach. Muszę coś z tym zrobić, bo czytanie ma być przecież przyjemnością. Nie mogę dopuścić do tego by w każdym tygodniu pojawiało się 3-5 nowych pozycji, bo w takim tempie to życia nie starczy. 
Z braku czasu odpuściłem niestety wiele fantastycznych okazji i wyzwań - jeden klub dyskusyjny on line co prawda umarł śmiercią naturalną, ale do Ani  zaglądam nadal, żałując strasznie, że nigdy nie mogę się wyrobić z lekturą. Zapisuję tytuły i lista różnych rzeczy podpatrzonych na innych blogach robi się coraz dłuższa. Ale to tylko radość - przy każdej wizycie w bibliotece człowiek przeżywa dreszcz przyjemności i nie mam problemów z tym by coś wybrać. A to wszystko również dzięki Wam - którzy piszecie o książkach, dyskutujecie, dzielicie się opiniami. Cieszę się, że wszedłem w ten "światek", wciąż poznaję nowe osoby, nowe blogi. Bogactwo w różnorodności :) I dlatego nie specjalnie mnie interesują nagrody, konkursy na najlepszy blog.
Przyjemnością pozostają kluby dyskusyjne - pozostałem w dwóch, trzeci na razie poszedł w odstawkę - to fajne doświadczenie nie tylko czytania ciekawych lektur, po które nie wiem czy bym sięgnął tak szybko (Colas Breugnon, Fabryka muchołapek, Korczak - próba biografii, czy Pra. O rodzinie Iwaszkiewiczów), ale przede wszystkim okazja do spotkania i rozmów z fajnymi ludźmi. 
Udało się przeczytać 85 tytułów. Gatunkowo...

czwartek, 20 października 2011

Stosik nr 5 czyli losowania, nowa rozdawajka i znów trochę muzyki

Znowu notka rozbudowana łącząca różne mniejsze i większe podsumowania. Najpierw to na co pewnie trochę osób czeka czyli roztrzygnięcie konkursu z ksiązką Beara Gryllsa, potem ogloszenie nowej rozdawajki/konkursu (mniej więcej w środku notki) nazywajcie to jak chcecie (trzeba robić miejsce na półkach na nowe pozycje). No właśnie a propos nowych pozycji notka będzie okazją do pokazania kolejnego stosu do przeczytania (oj rosną te stosy!). To jednoczesnie i przyjemność mieć taki wybór i przebierać, ale czasem żal, że niektóre pozycje muszą długo czekać na swoją kolejkę - chciałoby się wszystko na raz. No i na koniec jak zwykle w takich notkach kilka wspomnień muzycznych.

środa, 15 lipca 2026

Trzy zagadki dla Organizacji - Eduardo Mendoza, czyli zabili, uciekł, a oni rozwiązą sprawę

Gdy siedzi się non stop w kryminałach (jeden kończę i od razu zaczynam kolejny), powieści Mendozy mogą być fajnym odświeżeniem głowy. Są tak zaskakujące, że trudno mówić o jakichś schematach, o tym że już gdzie dany motyw czytałeś. Ten autor jest po prostu niepowtarzalny. I choć już parę razy marudziłem, że nie zawsze ten zwariowany sposób prowadzenia postaci, wyłączenie logiki, pasuje mi do kryminalnej zagadki, przyznaję że to coś zupełnie innego, a przy Trzech zagadkach dla Organizacji bawiłem się naprawdę dobrze. 

Sam punkt wyjścia już może zaciekawić - cóż to za przedziwna struktura, która funkcjonuje zupełnie poza służbami, nie ma żadnych uprawnień, nikt jej nie płaci, nikt nie zleca spraw, ale znajdują je sami i uważają iż potrafią być sprawniejsi niż policja i prokuratura. Chlubią się tym, że nie są związani formalnościami, nikt nie może narzucić im kierunku śledztwa, nie są przekupni, a w dodatku są wolni od różnych ideologicznych czy politycznych przekonań. Co prawda korzenie Organizacji mogą wydawać się podejrzane, bo założył ją oficer służący w hiszpańskiej armii gdy Franco jeszcze po cichu wspierał państwa Osi, ale poza jakimiś źródłami finansowymi, z których wciąż ona korzysta, już nikt nie pamięta o tym kto był w założeniach wskazywany jako potencjalne zagrożenie dla Państwa. Współcześnie pamięta się jedynie o tym, że wszystko ma być tajne i że ich zadaniem jest rozwiązywanie zagadek kryminalnych. A że czasem działają intuicyjnie i łączą sprawy, które nikomu by nie przyszły do głowy jako powiązane, to możecie sobie wyobrazić ile w tym może być amatorszczyzny i zwariowanych pomysłów. 

niedziela, 9 stycznia 2022

Wiatr - Igor Brejdygant, czyli dawno nie byłem tak rozczarowany

Jak by tu podsumować wrażenia z wysłuchania tego audiobooka? Rysa i układ mi się podobały, więc autor miał u mnie od początku fory, ale im dalej "w las", tym bardziej zachodziłem w głowę: o co biega. Klimat świetny, bo faktycznie wchodzimy w atmosferę gór, zaśnieżonego miasta, mieszkańców dość niechętnych przyjezdnym, no i te zagadki... Od początku wchodzimy bowiem w bardzo gęstą sieć niedopowiedzeń, kłamstw, sekretów.
Dość szybko jednak czujemy, że dzieje się coś dziwnego i nie da się tego wytłumaczyć jedynie tym, iż bohatera ktoś próbuje wprowadzić w błąd. Kombinowałem sobie: może chodzi o ten alkohol, który wlewa on w siebie w sporych ilościach? Może to jakaś choroba psychiczna, gdzie zaciera się granica pomiędzy urojeniami i tym co realne, miesza się czas i ludzie?

środa, 21 września 2016

Taklub, czyli cierpienie zbyt świeże.


Przegląd filmów nagradzanych w Cannes na Ale Kino, to dla mnie źródło różnych ciekawych odkryć. To na festiwalach europejskich nagrody bardzo często idą w ręce twórców spoza naszego kontynentu. Tym razem zajrzyjmy na Filipiny. Swój film o tsunami mieli Amerykanie, ale gdy zestawimy je obok siebie, to tak jakby porównywać teatr dziecięcy z dramatycznym. Brillante Mendoza stworzył swój film na kształt dokumentu. I na próżno szukać w nim spektakularnych obrazów, napięcia, akcji. Niestety nie ma w nim również zbyt wiele nadziei.

wtorek, 29 grudnia 2015

Przeczytane 2015, czyli stare, nowe, najlepsze


Pora na kolejne podsumowania, tym razem czytelnicze. Nie mam ambicji oceniać jedynie nowości, bo przecież nie ze wszystkimi jestem na bieżąco, zresztą zauważam u siebie mocną tendencję do dość krytycznego oceniania masowo wydawanych nowych tytułów (dosyć sztampowych najczęściej), a z zachwytem odkrywać na nowo lub po raz pierwszy różne tytuły sprzed lat.
Pełną listę znajdziecie na samym dole - wyszło na to, że dobiłem do 100 pozycji (wliczając dwa bardzo smakowite komiksy) - było ich trochę więcej, ale część przechodzi mi na opisanie w przyszłym roku :(
Kto jest ciekaw jak wyglądało to w latach poprzednich: zapraszam do klikania
2014, 2013, 2012, 2011
A co podobało się najbardziej w roku 2015?

sobota, 31 grudnia 2016

Przeczytane 2016, czyli oby przyszły rok równie interesujący

Ostatnie podsumowanie tego roku i to właśnie ono najbardziej mnie cieszy. O ile bowiem w tym kończącym się szóstym roku blogowania zmniejszyła się liczba wpisów na temat muzyki, pojawiło się sporo teatralnych, to jeżeli chodzi o lektury to był bardzo dobry rok. I nie mówię tu wcale o ilości (133 - było trochę więcej, ale nie o wszystkich jeszcze pisałem), ale wśród tych stosów trafiło mi się naprawdę sporo bardzo dobrych tytułów. Cały czas rośnie pula książek do recenzji i wydawców, chętnych do współpracy, i choć staram się trochę ograniczać, robić selekcję, to mam przecież z tego nie tylko stres (na widok stosów), ale i frajdę. Wszystkim, którzy podsuwali mi różne tytuły (szczególnie klubom DKK), dawali rekomendacje, kusili na różne sposoby - po prostu wielkie dzięki.
Trudno mój wpis nazwać podsumowaniem wydawniczego roku, bo przecież czytam mnóstwo staroci, wcale nie przejmując się tym czy jestem "na bieżąco". Ale jeżeli jesteście ciekawi: oto moje osobiste podsumowanie i wybór tego co najciekawsze dla mnie w tym roku.