czwartek, 31 stycznia 2019

Dyjak/Gintrowski, czyli nie tędy droga


Jakoś mam problem spory z tą płytą. Marka Dyjaka lubię mimo pewnej maniery, którą coraz częściej czuje się w jego nagraniach, już nie tak oryginalnej jak kiedyś, ciągnięcia większości utworów w podobnych aranżacjach i stylu. Gdy słyszę, że zabiera się za repertuar Gintrowskiego, to ciekawość rośnie. Mistrza nie jest jednak łatwo przebić, trzeba mieć na to dobry pomysł, który nie jest kopiowaniem, dokłada jakąś nową energię, nowego ducha. Na rockowo? Na pewno niektóre z tych piosenek zabrzmiałyby świetnie. Jazzowo i balladowo, nawet jeżeli śpiewa się z charakterystyczną chrypą, okazuje się, że tracą siłę wyrazu. W tych tekstach jest czasem wściekłość, emocje, które znikają przy takim podejściu. Niektórych z tych piosenek po prostu nie da się słuchać, bo mimo że pamiętamy słowa, moc jaka była w oryginale, tu nagle jest nostalgicznie, melancholijnie i bez wyrazu. Ballada o obozie koncentracyjnym?
Z 10 piosenek jest jednak kilka, które spodobały mi się bardzo.

Piękna i bestie, czyli to jak to było naprawdę


Ostatni dzień stycznia, a mi zostały dwie notki. Plan będzie jednak wykonany. Najpierw film, potem płyta, książki czekają na luty. Nie tracę nadziei, że mimo pojawiania się tak blisko siebie różnych tytułów, jakoś je odnajdujecie, nie giną one zupełnie Waszej uwadze.
Najpierw film. I tu dwa słowa wstępu. Czasem jest tak, że sama warstwa wizualna, czy nawet scenariusz, ogólnie sam sama produkcja, nie wyróżnia się jakoś szczególnie spośród innych, ale temat trzyma tak za gardło, że na długo zapamiętujecie. I właśnie tak jest z "Piękna i bestie".

wtorek, 29 stycznia 2019

Cyjanek o piątej, czyli wykrzyczeć ból

Nie wiem czy lepiej się Wam czyta moje dywagacje teatralne, czy dialogowanie z M., faktem jest jednak, że dla mnie to zawsze miło odmiana pisać z kimś, a nie tylko samemu. Trochę te nasze wspólne notki oddają klimat naszych powrotów, gdzie czasem więcej rozmawiamy o treści sztuki niż o detalach tego co widzieliśmy. W notce nie chcemy rozbierać na części każdej sceny, czasem więc krążymy trochę dookoła, żeby za wiele nie zdradzić. Oto przed Wami notka na temat sztuki "Cyjanek o piątej".

 
MaGa: Udany mamy styczeń. Co spektakl – to zachwyt.
R: Mamy szczęście ostatnio. Ale może też nauczyliśmy się szukać tego co ciekawe, nie ograniczając się jedynie do dużych scen i tego co głośno reklamowane? Warto zaglądać w miejsca mniej znane, iść za marketingiem szeptanym. Jak choćby teraz. Ile osób wie o Scenie w Domu Literata, prawie przy samym Placu Zamkowym w Warszawie? Sala jest dość kameralna, a i tak nie jest wypełniona do ostatniego miejsca. Szkoda.
MaGa: A spektakl świetny. Choć trudno jest opisywać takie spektakle, bo żeby innych zachęcić obejrzenia nie można zdradzić zbyt wiele, a jednocześnie cały jego urok i dramatyczny wydźwięk leży właśnie w umiejętnym prowadzeniu akcji, stopniowaniu napięcia i zaskakującym zakończeniu i chciałoby się o tym pisać. Zacznijmy może od tego, że tytuł choć o wydźwięku kryminalnym – nie jest kryminałem.
R: Choć mamy do czynienia z pewną tajemnicą z przeszłości, której rozwiązanie stanowi klucz do wszystkiego. Wychodzimy i tak z pewnymi pytaniami, potem jeszcze rozmawiając długo o motywacjach, argumentach, pojedynczych zdaniach wypowiedzianych przez bohaterki i o tym jak je odebraliśmy.

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Powrót Bena, czyli daj mi kolejną szansę

Ze szkiców notek wybieram to o czym najłatwiej mi napisać. Do Gretkowskiej zbieram wciąż myśli, Murakami długo czeka na swoją kolej, bo tam znowu napisałem już sporo przy pierwszym tomie... A więc kolejny film. Pewnie napisałbym więcej, gdyby był tego wart. Niestety. Choć aktorsko Julia Roberts wreszcie miała co zagrać, a nie tylko się słodko uśmiechać, "Powrót Bena" wypada dość słabo. Szczególnie gdy zestawimy go sobie z "Moim pięknym synem" (notka do odnalezienie w ostatnich tygodniach - w spisie obejrzanych jeszcze nie ma aktualizacji ze stycznia). Oba dotykają tego samego problemu: narkomanii młodych ludzi i cierpienia rodziców, którzy muszą się z tym zmagać. Niestety tu nie dostaniemy wiele więcej poza pewne schematy i przewidywalne rozwiązania w scenariuszu, a i
Lucas Hedges nie ma okazji, by pogłębić trochę psychologicznie portret zagubionego chłopaka.

niedziela, 27 stycznia 2019

Piknik pod wiszącą skałą, czyli co się z nimi stało

Chyba muszę powrócić do filmu Petera Weira sprzed lat, bo mam wrażenie, że jakoś inaczej zapamiętałem tą historię. I nie chodzi jedynie o klimat, czy muzykę. Tam było jakoś onirycznie, tajemniczo, a tu... Czy ja wiem. Twórcy bawią się ni to w horror, ni to kryminał, podsuwają masę sugestii, ale ten miniserial nie robi tak wielkiego wrażenia. Zdziwienie budził wygląd, wiek dziewczyn z pensji, seksualność, która u Weira raczej była sugerowana, a tu wybujała (bo pewnie uważano, że współcześnie nikt by tego inaczej nie oglądał).
Tajemnicze zaginięcie kilku dziewcząt podczas pikniku pod skałę, której tubylcy raczej unikają, niby następuje tu już na początku serialu, ale potem więcej miejsca zajmują raczej sprawy i sprawki dyrektorki, wychowawczyń i poszczególnych dziewcząt, niż śledztwu i próbom dojścia do tego co się stało.

sobota, 26 stycznia 2019

Bajadera, czyli Rosjanie tańczą muzykę jak nikt inny

Razem z M. zbieramy się do napisania kolejnej notki dialogowanej z teatru (i odkrycia nowego miejsca na mapie miasta), ale póki co jeszcze jej tekst z oglądania Teatru Bolshoi.

Niemcy i Francuzi są stworzeni do komponowania muzyki; Włosi, by ją śpiewać; Polacy, by ją zagrać; Rosjanie, by ją zatańczyć; Anglicy, by jej słuchać; Amerykanie zaś, by za nią zapłacić./  
Enrico Caruso
I coś w tym jest.
W ramach akcji nazywowkinach.pl miałam możliwość obejrzenia kolejnego spektaklu baletowego „Bajadera” w wykonaniu najlepszego na świecie baletu klasycznego tj. baletu Teatru Balszoj z Moskwy. I po raz kolejny wyszłam zachwycona.

piątek, 25 stycznia 2019

Czarna Pantera, czyli król lew z domieszką S-F


Nigdy nie byłem jakimś fanem komiksowych uniwersów, nie znam wszystkich filmów, więc nie mam zamiaru się wypowiadać na temat tego, czy "Czarna Pantera" wnosi coś nowego i daje nowego ducha Marvelowskim produkcjom. Ale uważam, że mam prawo powiedzieć swoje zdanie na temat tego, że coś takiego nominuje się do Oscara. Cholera, już samo stawianie obok siebie tak różnych jakościowo filmów umniejsza rangę tej nagrody, jest obelgą dla wielkich reżyserów, dla kina autorskiego. Rozrywkowe filmy, nawet choćby i najlepsze pozostają w pamięci widza, stają się kultowe, ale do cholery - Oscar? Za co? Co w tym wyjątkowego?
Siedzisz, zajadasz popcorn, obrazki migają, ale nie ma w tym odrobiny czegoś do refleksji, do przeżycia, sztampa, mordobicie i fajerwerki. Ja rozumiem, że to jest kasa i tłum głosuje nogami. To ja poproszę o utworzenie odrębnej kategorii: najlepszy odmóżdżacz i tyle. Nie omijam tego typu filmów, czasem dobrze się na nich bawię (Bondy uwielbiam), ale nie zestawiajmy tego z czymś zupełnie z innej jakościowej półki.

czwartek, 24 stycznia 2019

Okrutne pragnienie - Araminta Hall, czyli kto sprawcą a kto ofiarą

Przedpremierowo.
Rany jak ja dawno nie pisałem o niczym przed premierą. Trochę zadziałał przypadek, bo stosy do recenzji ogromne, ale akurat niczym nie przygniotłem, leżało na wierzchu i swoim zwyczajem jeden kryminał/thriller skończyłem i sięgnąłem po kolejny. Zanurzyłem się w mroczny świat obsesji.
Cała fabuła opowiadana jest z punktu widzenia mężczyzny, choć tak naprawdę bohaterów jest dwoje. Verity jest nie tylko obecną miłością Mike'a, ale tą jedyną, która go stworzyła, ukształtowała, dała mu życie, bez której nie chce żyć. Udało się w tej historii wywołać we mnie ciarki przerażenia, niechęć, ciekawość, ale mimo tego, że wszystko wydaje się w posłowiu dla autorki oczywiste, udało się też pozostawić trochę z wątpliwościami. Kto tak naprawdę jest winny temu co stało się w finale? Ten kto ewidentnie ma problemy emocjonalne, nie radzi sobie ze sobą, czy może jednak ktoś kto zdawał sobie z tego sprawę, a mimo wszystko próbował manipulować, bawić się tą drugą osobą?

środa, 23 stycznia 2019

Roma, czyli będzie Oscar?



Po ogłoszeniu nominacji do Oscarów nie ma co dłużej zwlekać i czas nadganiać zaległości w pisaniu o filmach. "Roma" była pewniakiem już od dawna, więc nawet nie ma dużego zaskoczenia, że potraktowano ten film wyjątkowo i walczy w bardziej prestiżowej nagrodzie za film anglojęzyczny, a nie razem z "Zimną wojną". I nie zdziwi też nagroda, bo w tegorocznym zestawie dominuje kino rozrywkowe, które raczej nie jest niczym wyjątkowym. A "Roma" na pewno wygrywa z nimi właśnie swoim urokiem, wyjątkowością. Co prawda w mojej opinii produkcja Pawlikowskiego jest jeszcze lepsza, widać jednak dla Amerykanów Meksyk jest bliższy nie tylko geograficznie, ale i w sercach.
Siłą obu są zdjęcia, nie tylko sam pomysł, by opowiadać w czarno-białej tonacji, ale i drobiazgowość, by odtworzyć wygląd i klimat tamtych czasów. To kino spokojne, raczej do smakowania, niż do zaskakiwania widza jakąś intrygą. Duże brawa dla Netflixa za to, że zainwestował w coś artystycznego, a nie jedynie w komercję.

wtorek, 22 stycznia 2019

Akompaniator, czyli drodzy Państwo: to jest WYDARZENIE


MaGa: Już dawno nie wyszłam z teatru z takim efektem „wow!” w głowie…
R.: Oboje byliśmy pod dużym wrażeniem. I tylko można się cieszyć, że mieliśmy to szczęście, bo przecież w Warszawie "Akompaniator" w tym wykonaniu nie jest grany często - spektakl został przygotowany w Teatrze Muzycznym w Toruniu i w teatrze WARSawy pojawia się na gościnnych występach.
MaGa: Wszystko mi się w tym spektaklu podobało. Wszystko. A ta dwójka aktorów na scenie to nadzwyczajny popis gry aktorskiej.
R.: I mnie oboje zachwycili. Piotr Polk w tak zupełnie innej roli, niż to z czym go kojarzymy, trochę safanduły, człowieka, który wszystko przeżywa wewnątrz, tworzy jakiś swój świat. I ona, śpiewaczka, rozchwytywana i uwielbiana, a jednocześnie nie zwracająca uwagi na swojego akompaniatora - szarego człowieczka, który przecież na tle jej licznych kochanków jest nikim. 
MaGa: Pełna zgoda. Każdy wie, że kocham Edytę Olszówkę. Za wszystko. To świetna aktorka, ale żeby Piotr Polk tak mnie wbił w krzesło… to coś niebywałego. Tak pięknie pokazywał i dobre emocje i obłęd, że zaczynam podejrzewać, że w ogólnym rozrachunku ta rola może okazać się jedną z ważniejszych w dorobku aktorskim tego aktora.
R.: Prawda? Gra na fortepianie, potrafi wzbudzić w nas współczucie, ale i chwilami ciarki nas przechodzą... Nie musi nawet wybuchać, wystarczy dotknąć tego szaleństwa jakie w nim jest, ujrzeć je na chwilę, by nas zmroziło.

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Underdog, czyli podobno to nie przemoc, a sport


Choć mamy do czynienia z debiutem reżyserskim, to "Underdog" wcale nie okazuje się taką wtopą, jak niektórzy mu wróżyli. Tak niewiele u nas kina bazującego na emocjach sportowych, sprawnie opowiedzianych historii o tym jak się podnosić po porażce do zwycięstwa, że wiele można temu obrazowi wybaczyć i trzymać kciuki, żeby za nim poszły kolejne, jeszcze lepsze produkcje. Wśród autentycznych biografii naszych zawodników można znaleźć niejeden kapitalny materiał na scenariuszy.

Tym razem postawiono na KSW, ale to obraz nie tylko dla fanów mordobicia. Tak naprawdę podobnie jak choćby w przypadku Rocky'ego to film, w którym walki w klatce są jedynie tłem, jakąś osią do zarysowania fabuły, czyli upadku i dążenia do powrotu na ring. Ile kosztuje sukces i jak bardzo boli porażka, jak żyć po tym gdy kończy się kariera i zwycięstwa - to wszystko porusza "Underdog". Oczywiście w scenariuszu, który nie jest jakoś bardzo skomplikowany, on ma po prostu budzić emocje, pokazywać kolejne ważne etapy i w tym się sprawdza.

niedziela, 20 stycznia 2019

Koreańczycy. W pułapce doskonałości - Frank Ahrens, czyli między technologią a tradycją

Kolejny tytuł ze serii Mundus od Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale po raz pierwszy chyba w przypadku tytułów z tym znakiem, niewielkie rozczarowanie. Wiadomo, że gdy mamy do czynienia z reportażem, możemy spodziewać się jakiejś dawki informacji nie tylko subiektywnych, ale i takich po prostu osobistych. To kwestia naszych oczekiwań i obietnicy wydawcy na ile równowaga pomiędzy informacjami na temat np. kraju, a tymi na temat samego zwiedzającego ten kraj, będzie przechylać się w jedną lub drugą stronę, dając nam pełną satysfakcję.
Przyznam, że tym razem może nie tyle zabrakło mi jakichś informacji o Korei i jej mieszkańcach, co po prostu trochę zmęczyła mnie ilość spraw dotyczących samego autora. Ja rozumiem, że praca dla Hyundaia również wiąże się z tematem książki, pozwala na pokazanie nam pewnych mechanizmów funkcjonowania wielkich koncernów, które zbudowały potęgę Korei, jak również podejścia do pracy samych Koreańczyków. Ale już kolejne modele wypuszczanych aut, różnic między nimi i wielokrotne powracanie do strategii firmy na kolejne lata, dla mnie było trochę nudne.

Wonder Woman, czyli Amazonka na wojnie

Moja młodsza córka jest fanką wszystkich superbohaterów, siłą rzeczy więc i ja oglądam trochę takich produkcji. Co prawda na Aquamena zabrała nie mnie tylko żonę, ale przed telewizorem zdarza się nadrabiać zaległości (moje oczywiście, bo ona ogląda i po 4 razy). Tym razem Wonder Woman, czyli tytuł, który dla wielu fanów uratował honor serii DC. A w ferie pewnie kolejne tytuły.
Pomysł, by wykorzystać historię świata równoległego, gdzie króluje cywilizacja Amazonek, z naszą I wojną światową trzeba przyznać, że jest dość oryginalny. Większość superbohaterów walczy przecież w świecie nam znanym, a tu mamy okazję zakosztować czegoś innego.