MaGa: Nie wiem jak tobie, ale mnie ten spektakl się bardzo podobał, choć trzeba przyznać, że był trochę „pokręcony” i zapewne nie do końca przez nas odczytany, bo jednak mocno związany ze Śląskiem i Zagłębiem, a ściślej z jednym miastem – Sosnowcem, a to region, który mało znam. Połączenie w jedną „personę” kobietę i miasto wydaje się początkowo dziwne, ale jak się zastanowić, to personifikacja tkanki miejskiej jest tu bardzo na miejscu, a czarny humor jest tylko atutem.
Robert: Wiesz, myślę że tu jest więcej niuansów, nie tylko historia regionu. Trudno bowiem zapomnieć o przyjętej formule przedstawienia, jakby przerysowanej wizji procesu artystycznego, który jest jedynie w głowie jakiegoś reżysera, a w których aktorzy i widzowie grają jakąś drugorzędną rolę. Ich zadaniem jest zachwyt nad tym co wymyślono, choć za cholerę nikt tego nie rozumie. Ta świadoma kpina z wizji "Krystiana", który po pół roku pracy nie posunął się ani o krok ku premierze, a potem się obraża i wyjeżdża, te wątpliwości aktorów, którzy marzyli o graniu dla wielkiego twórcy, ale są totalnie zagubieni... Czy nie widzisz ile w tym kpiny z niektórych ośrodków artystycznych, które żyją w jakichś dziwnych bańkach?
Do tego obok Bożeny mamy jeszcze przecież historię, która miała być kanwą przedstawienia - opowieść o kobiecie uznanej za wiedźmę i spalonej na stosie. Znowu więc opresyjne społeczeństwo, patriarchat, religia i zbrodnia na kimś kto nie podporządkowuje się jakiemuś obrazowi. Wszystko ma być takie jak chcą dzierżący władzę.













