sobota, 6 kwietnia 2019

Fastryga - Grażyna Jagielska, czyli szyjmy życie mocnym ściegiem

Babka Leonia miała piękne grube warkocze. Ach, gdyby tak piękne jak te warkocze było również jej życie. Ale nie było. Życie jej, jej synowej i wnuczek było mocno splecione w ścisły warkocz z niemocy, powinności, uległości i zawiązany na końcu niespełnionymi marzeniami wszystkich kobiet w tej rodzinie. Babcia Leonia miała i tak dobrze, jej świadomość zatrzymała się po wylewie w jednym czasie i nie była już w stanie martwić się o cokolwiek.

Małe miasteczko gdzieś na końcu Polski, cztery kobiety pozbawione mężczyzn, zdrowia, marzeń, nadziei, szczęścia. I dachu nad głową. Jakie życie mogą wieść cztery kobiety pozbawione środków do życia, kiedy jedna unieruchomiona po wylewie zatrzymała się w czasie swojej późnej młodości i tylko o niej mówi, jej synowa Krystyna, opuszczona przez męża, który nie mógł pogodzić się z tym, że jego szczerość doprowadziła do ruiny całą rodzinę oraz dwie córki Krystyny, z których jedna zaraz po przeprowadzce do rudery, która miała być ich nowym domem – spadła ze strychu, a nieudzielona na czas pomoc spowodowała ciężkie kalectwo, fizyczne i umysłowe.



Nadmiar potrafi szkodzić, a nadmiar nieszczęść potrafi zatrzymać serce. Jednak nie – serca biją, ale każde z nich zamknięte w ciele pełnym nieszczęścia i smutku, nie chcąc dzielić się dalej złymi myślami powolutku, niezauważalnie oddala się jedno od drugiego, zamykając się w sobie, nie chcąc dzielić się ani dobrem ani złem. Jedynym co je łączy to chwilowa rozmowa, zdawkowe pytania, polecenia. Co może kobieta, na barkach której jest niedołężna teściowa i kalekie dziecko? Niewiele. Może zrezygnować z marzeń i zacząć szyć dla innych i w ten sposób zarabiać na chleb. Codzienna, jednostajna praca, codzienne prace domowe, codzienne myślenie o przyziemnych sprawach powoduje frustrację, złe myśli a potem wyrzuty sumienia. Krystyna nie potrafi walczyć o siebie i swoje szczęście, pozostawiona sama sobie, popada w marazm, machinalnie robi to do czego przywykła, zbyt zmęczona, by czegoś nauczyć córki, zbyt zmęczona by o nie zadbać. Nie nauczy ich niczego, bo sama tego nie umie, a te przebłyski, że może jednak powinna – znikają przygniecione przeraźliwym zmęczeniem, strachem przed zmianą, wyuczoną lub nabytą przez lata uległością do wszystkiego co niesie życie. Nie dziwi więc, że zdrowa córka Ewa w swoim życiu też nie umie znaleźć szczęścia, zniewolona przez psychopatę, bita i maltretowana, mimo chęci pomocy ze strony przyjaciółki tkwi przy mężu, skazując siebie i dzieci na zatracenie, a może czekając na przypływ sił, żeby go zabić.


Życie tych kobiet zszyte jest fastrygą, rzadkim ściegiem, który ledwo ledwo scala brzegi innych tkanin/ludzi. Wystarczy przyłożyć niewiele siły żeby pękał i pruł się oddalając je od siebie. Natłok powinności jakim musi sprostać Krystyna nie pozwala jej szyć relacji rodzinnych inaczej. Nie winię jej za to, nie chciała takiego życia, nie miała możliwości żeby je zmienić, nie miała siły żeby sprostać duchom przeszłości i tragediom teraźniejszości.


Ta książka to debiut Grażyny Jagielskiej. „Fastryga” – książka poruszająca do głębi, o życiu, o braku zrozumienia, o braku komunikacji i ogromnym zmęczeniu kobiet, na które przerzuca się wszystko to czego nie może znieść mężczyzna. I o tym jak tragiczne mogą być tego skutki.


Mocna lektura, bardzo mocna, ale polecam.


MaGa


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza