czwartek, 29 marca 2018

Maksymilian i Maria. Między władzą i miłością, czyli uczmy się jak to robić

Dla tych, którzy lubią kino historyczne i szukają realiów, a nie łażenie w prześcieradłach i scenariuszy pisanych jakby film miał być telenowelą, polecam miniserial "Maksymilian i Maria". Cholera, niby Austriacy nie mają takich pieniędzy jak np. Amerykanie i to widać, to potrafili zrobić film, który chce się oglądać. Czy to takie dziwne, że wolę pisać o nim, a nie o "Koronie Królów"?

Sama historia jest ciekawa. W walkach ginie książę Burgundii, waleczny i trzymający wszystkich mocną ręką. O przejęcie władzy nad jego krajem natychmiast podejmują Francuzi, którym kiedyś zalazł mocno za skórę. Teraz chętnie by sięgnęli po za zasobne w kasę miasta kupieckie i zemścili się za lata wojen i strachu. Córka księcia Maria przecież nie może rządzić samodzielnie, wystarczy więc trochę ją postraszyć, może zaszantażować, przekupić kupców, by zmusili ją do ślubu z małoletnim synem króla Francji. Tyle, że ona wolałaby zachować niezależność od potężnego sąsiada. Może więc lepszym wyborem będzie Maksymilian Habsburg, czyli następca tronu cesarskiego? Co prawda Austria ma puste skarbce, zagrożona jest z prawie każdej strony, ale jednak symbol korony ma wciąż znaczenie.
Połączenie silnej, męskiej ręki i pieniędzy Burgundii może być przeciwwagą dla wrogów, umocnić oba kraje. Zwłaszcza, że młodzi naprawdę poczuli coś do siebie. Choć wszystko układa się przeciwko nim, nie chcą być marionetkami w rękach starszych, czy bogatszych, sami chcą wywalczyć swoje szczęście. Od nich rozpocznie się budowanie potęgi tego rodu.
Trzyczęściowy film to połączenie romansu, intryg i niewielkiej dawki walk, ale nawet jeżeli ktoś nie lubi takich bardziej kameralnych, dworskich produkcji, będzie chyba zadowolony - nie ma tu teatralności, a klimat jest dość mroczny, nie brakuje przemocy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz