sobota, 24 czerwca 2017

Londyn w ogniu, czyli co mi tam jakieś zagrożenie

Dziś miłe godziny przy Intrygantach ze znajomymi (może jutro napiszę o tej grze), trochę jeżdżenia rowerkiem, a że mam trochę zaległości z różnymi tekstami, to notka dziś bardziej z tych lekkich i łatwych. Dać facetowi karabin albo nóż i dać mu niewykonalną misję przeciw setce wrogów - skąd my to znamy. W końcu w latach 80 takie produkcje królowały na kasetach vhs w naszych domach.
Dziś nawet Bond już wydoroślał i spoważniał, ale zdaje się, że wciąż są reżyserzy, którzy wierzą, iż proste rozwiązania są najlepsze. Zalejemy widza wybuchami, strzelaninami, ciosami, a żeby widz polubił bohatera, to musi on być nie tylko świetny w tym co robi, ale mieć też cyniczne poczucie humoru i dystans do zabijania - w końcu on został sprowokowany i te kolejne trupy to przez to, że go wkurzyli.


O. I już macie schemat filmu "Londyn w ogniu".
Dodajcie do tego walące się kolejne budynki Londynu, zamach na najważniejszych przywódców tego świata i macie już komplet. Potem jeden facet broni prezydenta, bo wszystkich jakby wymiotło z miasta, nie zadawaj więc widzu pytań, nie myśl, tylko oglądaj i raduj oczy tym jak źli dostają łupnia.
Ach - no to jest własnie zmiana od lat 80. Nie ma tak naprawdę prawdziwych złych - po prostu to biedni, skrzywdzeni ludzie, których zapomniano przeprosić za cierpienie, więc teraz się mszczą. Nie akceptujemy tego co robią, ale przecież im też należy się współczucie, nieprawdaż? Zwłaszcza, że ta filmowa pokrętna psychologia tak naprawdę bliska jest temu co jest prawdziwym źródłem terroryzmu - najpierw bogate kraje narozrabiały, a potem dziwią się, że wyrośli na biedzie i bólu prawdziwi fanatycy.
Film prosty jak budowa cepa, ale widać są ludzie, którzy to kupują i wydana kasa na te fajerwerki się zwraca.

9 komentarzy:

  1. Byłam na nim w kinie. Bardzo mi się "podobał pod względem komediowym". Prezydent USA ze 100 żyć, a jego ochroniarz nieśmiertelny - taki Rambo, a nawet lepszy od Rambo. Aczkolwiek da się obejrzeć dla tych strzelanek i pościgów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. efekty faktycznie niezłe, jak przymknąć oko na realizm, to można nawet nieźle się bawić. Można by na przykład w większym towarzystwie zgadywać ciąg dalszy albo próbować rozpisywać nowe warianty akcji :)

      Usuń
    2. Dokładnie, ale o tyle fajnie było, że widownia faktycznie głośno przewidywała przyszłość filmu. Chcę więcej takich seansów :D Ale jak nie lubić takich filmów, jak jeszcze przynajmniej godzinę po obejrzeniu, człowiek śmieje się bez powodu :D

      Usuń
    3. lepsze niż polskie komedie, nie? ;)

      Usuń
    4. Dokładnie, czekam na kolejne części z tego cyklu :) Mam nadzieję, że powstaną.

      Usuń
    5. a przede mną jeszcze poprzedni: Olimp w ogniu

      Usuń
    6. Też nie oglądałam, mam nadzieję, że jedynka lepsza od dwójki ;)

      Usuń
    7. Ja z kolei widziałam tylko pierwszą część, ale już dość dawno i chyba sobie przypomnę niedługo. Swego czasu kupiłam na DVD i "dwójkę" może też kiedyś nabędę w celu uzupełnienia kolekcji. "Jedynkę" dobrze wspominam - solidny film sensacyjny, który powinien spodobać się fanom gatunku.

      Usuń
    8. to tu pewnie ocenisz podobnie, ja wolę rzeczy bardziej realistyczne, z rozbudowanym tłem, psychologią, ale jak to mówią: co kto lubi :)

      Usuń