czwartek, 10 marca 2011

American gangster, czyli nierówna walka z narkotykami

I po raz kolejny od nowości bardziej okazała sie dla mnie intersujący film w tv. To świetnie opowiedziana przez Ridleya Scotta historia o budowie narkotykowego imperium przez ambitnego gangstera oraz o policjancie, który postanowił być uczciwy (i z narkotykami walczy). Bohaterów mamy więc dwóch i dwa równolegle prowadzone wątki, które w finale doprowadzone są do konfrontacji. Z jednej strony - sensacja i typowe kino gangsterskie, ale nie spodziewajcie się tu dużo akcji - to raczej świat układów, łapówek, przemytu i kombinacji. Z drugiej strony - dzięki aktorom, naprawdę nieźle ukazane kulisy "awansu" społecznego oraz bezradności tych, którzy próbują z narkotykami walczyć. Ciekawy rys psychologiczny obu bohaterów - gangster Franc Lucas (Denzel Washington), który by realizować swój cel zdolny jest do wszystkiego i ciągnie za sobą całą rodzinę (oferując braciom i kuzynom bogactwo, ale zatrudniając ich w swoim imperium) oraz policjant Richie Roberts (Russell Crowe) , który samotnie (bo rodzina go zostawia) zgodnie z własnym kodeksem niejednokrotnie rezygnuje z kasy i naraża się wszystkim dookoła.
Ciekawe jest też tzw. drugie dno tej historii - Franc Lucas jako czarnoskóry mimo swych pieniędzy nie jest akceptowany przez światek przestępczy, którym dotąd rządziły rodziny włoskie czy irlandzkie. Jego kariera - od kierowcy dawnego bossa, do postaci, z którą wszyscy sie liczą to przede wszystkim zasługa jego pomysłowości (sprowadzanie heroiny prosto z Wietnamskiej dżungli i rozprowadzanie towaru lepszego w tańszej cenie) i bezwzględności. Mimo, że kreuje się na dobroczyńcę Harlemu i mecenasa zdolnych i biednych z jego upadku będzie cieszyć się bardzo wiele osób - nie tylko z zawiści, ale dlatego, że kariera czarnoskórego i jego bogactwo przez wielu odbierane jest jako oznaka przemian jakich sobie nie życzą.
Z drugiej strony Richie Roberts ze względu na wewnętrzne zasady i swoje podejście do "okazji", nieprzekupny i z tego powodu odsunięty przez kolegów na margines. Propozycja by tworzył nowy oddział narkotykowy jest dla niego szansą ale i obsesją - by upolować nie tylko grube ryby, ale i policjantów, którzy przez tyle lat przymykali na wszystko oczy.
Jest to więc film głównie dwóch aktorów i dwóch bohaterów. Nawet trochę drażni tak mocne konfrontowanie ich życia (zgadnijcie, który sprawia wrażenie szczęśliwszego?). W porównaniu o wiele ciekawiej wypada rola Denzela Washingtona, postacie Robertsa i jego ekipy antynarkotykowej bowiem (w świetle tego, że 1/3 policji Nowego Jorku okazała się umoczona) są zbyt idealne i piękne.   
Otrzymujemy więc ciekawą sensacyjkę, opartą na wydarzeniach autentycznych. I mimo tego, że dość długą (150 minut) to chciałoby się jeszcze poglębić niektóre wątki. Nie jest to może arcydzieło, ale sprawnie zrobiony i inteligentny film z dobrym kreacjami. Z czystym sercem można polecić nawet jeżeli ktoś nie lubi kina akcji i sensacji.
możesz zobaczyć także: Infiltracja lub Zakazane imperium
 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza