piątek, 18 marca 2011

Film w którym gram, czyli życie zabawniejsze niż scenariusz

Ponieważ jutro czeka mnie najazd koleżanek młodszej córki i nie spodziewam sie żebym miał czas na oglądanie czegolkolwiek i siłę żeby to opisywać, to wrzucam parę słów "na zaś". "Film w którym gram" to irlandzka skromna produkacja, która naprawdę może miejscami rozbawić wielbicieli czarnego humoru. Oto życiowy fajtłapa, i niespełniony aktor Mark (świetny w tej roli Mark Doherty) mieszkający ze swoją narzeczoną i jej starym psem, sparaliżowanym bratem oraz ze swoim przyjacielem scenarzystą (równie wielkim nieudacznikiem i alkoholikiem). Mieszkanie się sypie, długi rosną, właściciel kamienicy grozi eksmisją, odholowują mu samochód, dziewczyna chce go porzucić, a Mark kompletnie nie ma pomysłu co z tym wszystkim zrobić. 
Dramat? Ano niekoniecznie bo od początku atmosfera jest raczej ironiczna... I im dalej jest coraz bardziej farsowo... (uwaga spoiler!) Na psa spada szafka, na brata żyrandol, właściciel naprawiając światło spada ze stołka i wbija sobie śrubokręt w gardło. Parę pomysłów naprawdę bardzo oryginalnych (fajna scena z policjantką) i choć sama fabuła nie powala (Mark wraz z przyjacielem postanawiają zatrzeć wszystkie ślady bo przecież nikt nie uwierzy w taki spolot nieszczęśliwych wypadków) to ogląda sie to lekko. Obaj panowie gdy już trochę otrząsną się z szoku stwierdzają, że mimo tego, iż cała historia wydaje się koszmarnie nierealistyczna to ma w sobie to "coś". I piszą scenariusz...
Kto ma ochotę na póltorej godziny niezobowiązującego seansu i lubi czarny humor - mogę polecić.

możesz ozbaczyć także: Błyskające światła lub Jeszcze dalej niż północ

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza